Rozmowa

Zdobył mistrzostwo w Rzeszowie, celuje w Białystok

Był najszybszym amatorem podczas mistrzostw Polski w Rzeszowie. Mimo tego Krzysztof Kuczyński nie pojedzie do Abu Dhabi. 

Jakie masz odczucia po MP w Rzeszowie, podczas których byłeś najszybszy w OPEN AG?
Jestem bardzo zadowolony z dyspozycji, jaką zaprezentowałem. Muszę przyznać, że przed zawodami nie spodziewałem się zwycięstwa open, bo wiedziałem, że na starcie pojawi się wielu mocnych zawodników. Dlatego to jest dla mnie miłe zaskoczenie, a zarazem spełnienie marzeń.

Czy to jest największe osiągnięcie w dotychczasowej przygodzie ze sportem?
W triathlonie tak – zdecydowanie. Należy jednak pamiętać, że ja odwalam “brudną” robotę, a ten sukces nie jest tylko moją zasługą. Ogromne podziękowania należą się mojej narzeczonej, która jeździ ze mną na zawody i znosi dźwięk trenażera (śmiech), wspierającej mnie rodzinie i znajomym oraz trenerowi Maciejowi Bodnarowi.

Jaki miałeś plan na ten wyścig?
W tym roku uczę się ścigać z innymi zawodnikami i reagować na sytuację zastaną podczas zawodów. Stąd ciężko mówić o jakimś konkretnym planie. Oczywiście przed startem mam i wizualizuję sobie pewne założenia. Wiem, na co mnie stać podczas każdej z trzech dyscyplin. Bardzo ogólny plan był całkiem prosty – nie stracić zbyt dużo na pływaniu. Mocno pojechać rower i liczyć na to, że uda się z tego jeszcze całkiem szybko pobiec.

Jak Ci szło pływanie?
W tym momencie pływanie jest chyba moją najsłabszą dyscypliną i wiem niestety, że ograniczenia czasowe związane z treningiem nie wróżą, że szybko to się zmieni. Złota zasada krótszych dystansów mówi, że „pływaniem zawodów triathlonowych się nie wygra, ale można je przegrać” i w formule bez draftingu też ma to odzwierciedlenie. Etap pływacki ukończyłem około 30-40 sekund wolniej od najlepszych. To pozwoliło mi nie stracić kontaktu z czołówką i liczyć się nadal w walce o medale. Wybiegając z T1, wiedziałem, że jestem na około 10-15 miejscu.

Jakie miałeś założenia na rower i czy udało się je zrealizować?
Bardzo konkretny plan pojawił się dopiero po szybkiej analizie sytuacji po wyjściu z wody. Miałem kontakt wzrokowy z czołówką i wiedziałem, że muszę ją złapać, jeżeli chcę walczyć o podium. Udało się to dosyć szybko, bo już na pierwszym podjeździe wyprzedziłem kilku zawodników i zbliżyłem się do większej grupy. Na kolejnych podjazdach konsekwentnie przesuwałem się do przodu i do T2 dotarłem na drugiej pozycji. Jak się później okazało, odjechał mi tylko Krzysiek Owczarek. Cieszę się, że dzień wcześniej zrobiłem objazd trasy przynajmniej autem, bo chociaż mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać, a trasa rowerowa w Rzeszowie okazała się specyficzna jak na polskie warunki.

Jak czułeś się na biegu?
Ostatni etap rywalizacji poszedł po mojej myśli. Mocna praca na rowerze nie odbiła się na biegu. Dodatkowy wiatr w skrzydła dawał mi poczucie, że zbliżam się do Krzyśka, którego udało się minąć po pierwszym okrążeniu. Później starałem się już tylko kontrolować tempo i sytuację za mną, ale żaden z zawodników nie wystrzelił. Dowiozłem pierwsze miejsce do mety.

Jakie masz spostrzeżenia po tym starcie?
Bez wątpienia udane starty dodają pewności siebie, a taka jest właśnie dla mnie pierwsza część sezonu. Wiem, że jestem dużo mocniejszy niż w ubiegłym roku. Bezpośrednią analizę i obiektywne podsumowanie zostawiam trenerowi Maciejowi Bodnarowi, który ocenił start jako świetny. Po głębszej analizie danych z zegarka, czy licznika okazało się, że wykonałem dolne widełki zakresów mocy rowerowej i tempa biegowego. Maciek optymistycznie stwierdził, że oznacza to tylko tyle, że stać mnie na więcej (śmiech). Mam nadzieję, że w drugiej połowie sezonu startowego pokażę na triathlonowych trasach, że mam jeszcze większe możliwości. Obaj zdajemy sobie sprawę, że może być to niestety niemożliwe ze względu na realizowaną przeze mnie objętość treningową. Wychodzi średnio tylko 10,5-11h tygodniowo.

Przy tym zgarnąłeś slota na MŚ standard w Abu Dhabi w listopadzie. Czy to teraz Twój główny start w tym sezonie?
Na ten rok miałem zaplanowane inne wydarzenia. Nie wybieram się do Abu Dhabi – są rzeczy ważne i ważniejsze. Wierzę, że taka okazja jeszcze się powtórzy, a w tym roku nie mogę sobie na to pozwolić. Wiem, że slota można jeszcze wywalczyć podczas MP w Białymstoku, więc gdyby okazało się, że znajdą się osoby chętne wspomóc mnie w przedsięwzięciu, jakim jest wyjazd do Abu Dhabi, to na pewno mocno bym to przemyślał.

Kiedy planujesz kolejne starty?
Szczyt formy szykowaliśmy z trenerem Maciejem na Olsztyn i Rzeszów i to się udało. Do każdego startu podchodzę jednak na 100%, więc nie mówię, że nie powalczę o jak najwyższą lokatę. Głównym celem drugiej części sezonu będą Mistrzostwa Polski na dystansie olimpijskim w Białymstoku. Oprócz tego wystartuję jeszcze zapewne w jednym/dwóch wyścigach.

Jakie masz główne cele na ten sezon?
Dwa główne cele wynikowe udało się zrealizować już w Rzeszowie. Zdobyć medal MP i stanąć na podium open w zawodach krajowych. Trzecim jest medal w Białymstoku. Oprócz tego chciałbym zachować balans pomiędzy życiem prywatnym, pracą, a sportem. Mam nadzieję, że jak na razie udaje się to realizować. Chociaż nie jest to łatwe, bo trening jest bardzo uzależniający.

Skąd wziąłeś się w triathlonie?
Ze sportem jestem związanym prawie od zawsze. Trenowałem krótko pływanie, później pół-zawodowo piłkę nożną, aż w końcu całkiem przypadkiem zacząłem na studiach regularnie biegać. Kontuzje kolan skłoniły mnie do rozłożenia obciążenia treningowego na trzy różne dyscypliny i spróbowania sił w triathlonie. Okazało się, że jazda na rowerze szosowym nie jest taka zła, jak mi się kiedyś wydawało i triathlon dał się polubić! Po całkiem udanym poprzednim (trzecim) sezonie startowym podjąłem decyzję o rozpoczęciu współpracy z trenerem i wzięciu się za to “na poważniej”.

Co najbardziej podoba CI się w triathlonie?
Ostatnio sam zadawałem sobie podobne pytanie i ciężko było mi krótko na nie odpowiedzieć. Na pewno są to pewne uczucia związane ze startem i ściganiem z innymi zawodnikami. Uwielbiam ciarki i przepływające przez moje ciało emocje przed wbiegnięciem do wody. Uwielbiam adrenalinę i przyspieszony rytm serca, które towarzyszą mi od startu do mety. Uwielbiam też towarzyszącą mi ulgę po wykonanej, mocnej robocie.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Chciałbym cieszyć się tą pasją i rozwijać jak najdłużej będę tylko w stanie, bo właśnie rozwój i przełamywanie własnych granic sprawia mi największą radość i napędza do dalszej pracy.

Czego Ci życzyć na resztę sezonu?
Zdrowia i odrobiny szczęścia, które zawsze przydadzą się w walce z najlepszymi. Na zakończenie chciałbym również serdecznie podziękować niezawodnej i wspierającej mnie pracowni architektonicznej – 4am Architekci oraz firmie Probikes za pomoc w zakresie sprzętowym. Zapraszam także na mój profil na instagramie – ‚kuczynsky’, gdzie dzielę się ze społecznością swoimi przygotowaniami.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X