Rozmowa

Zdobyła medal w debiucie w mistrzostwach Europy

Jest w triathlonie od trzech lat i już zadebiutowała w ME. Wiktoria Opielak trafiła do triathlonu dzięki mamie, która pierwsza zaczęła trenować. Wiktoria ma ambitne marzenia związane z tym sportem.

W Olsztynie zdobyłaś złoty medal w K18. Czy to jest Twój największy sukces w dotychczasowej przygodzie z triathlonem?
Zdecydowanie tak. Były to też pierwsze zawody tej rangi, w których brałam udział. Chociaż mam nadzieję, że nie ostatnie.

Z jakim nastawieniem podchodziłaś do wyścigu w Olsztynie?
Mocno się denerwowałam, a pogoda zdecydowanie nie poprawiała tej sytuacji. To był dopiero mój drugi start na tym dystansie. Zdecydowanie lepiej czuję się na sprintach, ale gdy już weszliśmy do wody i wyścig się rozpoczął, te myśli zeszły na drugi plan.

Jakie wrażenie na Tobie zrobiła cała otoczka mistrzostw Europy?
Było to dla mnie coś zupełnie nowego i bardzo ekscytującego. Bardzo się cieszę, że mogłam być częścią tego wydarzenia.

Jak wyglądał sam wyścig z Twojej perspektywy?
Początek pływania był bardzo nieprzyjemny. Ze względu na temperaturę miałam trudności z nabraniem oddechu. Po kilku minutach rozgrzałam się, choć w wodzie mocno zmarzły mi nogi. Etap rowerowy minął mi bardzo szybko. Podmuchy wiatru i deszcz nieco utrudniały jazdę, ale pomimo masy obaw dojechałam do strefy bez niemiłych niespodzianek. Na biegu miałam mały kryzys, ale doping na trasie zdecydowanie pomógł go opanować. Na ostatniej pętli zabrakło mi energii pomimo zjedzenia na trasie sześciu żeli. Mimo to jestem zadowolona z tego etapu i udało mi się poprawić życiówkę na 10 km.

Pogoda Was nie rozpieszczała. Jak odnajdywałaś się w tamtych warunkach atmosferycznych?
Bardzo stresowałam się przez pogodę. Pływanie na początku było dość trudne, jednak po chwili przyzwyczaiłam się do temperatury. Najwięcej obaw miałam na rowerze. Przez mokry asfalt zupełnie traciłam pewność na zawrotkach. W naszej drużynie mamy żartobliwe powiedzenie ,,Najważniejsze to dojechać i nie złapać gumy’’, więc starałam się zadbać szczególnie o własne bezpieczeństwo. Na biegu pogoda pomagała. Zdecydowanie wolę biegać w niskich temperaturach.

Co czułaś, wbiegając na metę?
Przede wszystkim ulgę, że wszystko się udało. Cała otoczka finiszu była też bardzo ekscytująca. Dopiero po chwili, gdy zeszły ze mnie emocje poczułam, jak bardzo jestem zmęczona i zmarznięta.

Kiedy planujesz kolejne starty?
W Zimnej Wodzie, a potem następny start mam zaplanowany dopiero w ostatni weekend lipca w Rawie Mazowieckiej. Chciałabym też wystartować w Suszu, ale ten start stoi na razie pod znakiem zapytania ze względu na odległość.

Jakie masz główne cele na ten sezon?
Przede wszystkim dobrze się bawić. Zawody mają być dla mnie przyjemnością i tego będę się trzymać.

Co Cię przyciągnęło do tego sportu?
Moja mama zaczęła trenować triathlon około czterech lat temu. Potem zaczęłam chodzić na treningi razem z nią i już rok później razem stałyśmy na linii startu i tak już zostało.

Czy przed tri miałaś styczność ze sportem?
Jak najbardziej. W wieku czterech lat zaczęłam pływać, potem przez kilka lat chodziłam na balet, grałam w tenisa i jeździłam konno. Przygoda z triathlonem zaczęła się około trzech lat temu.

Pod czyim okiem trenujesz?
Prawie od samego początku trenuję u Przemysława Szymanowskiego.

Jak układa się ta współpraca?
Bardzo dobrze, zwykle po zawodach omawiamy każdy etap, szukamy elementów do poprawy. Kilka razy w roku mamy też obóz sportowy naszej drużyny. Wtedy pracujemy też nad techniką, żeby jak najlepiej wykorzystać siły.

Z czym miałaś na początku największe problemy w triathlonie?
Od zawsze bardzo bałam się otwartej wody. Myślę, że to był jeden z większych problemów. Do tej pory nie czuję się w jeziorze tak pewnie jak na basenie. Trudna była też nauka biegu tuż po zejściu z roweru.

Jak u Ciebie wygląda godzenie treningów z nauką?
To jedna z trudniejszych rzeczy na co dzień. Zazwyczaj przed lekcjami chodziłam na basen i popołudniu robiłam drugi trening, jeśli udało mi się uporać z pracą domową. Od października zaczynam studia i mam nadzieję, że uda mi się pogodzić studia z treningami.

Czy ze względu na Twoją sportową przygodę to zdarza się, że nauczyciele patrzą trochę przychylniej?
Niestety nie, chociaż nie ukrywam, że czasem było ciężko wyrobić się ze wszystkimi pracami.

Co Ci daje triathlon?
Dzięki temu, że zawody zazwyczaj są w różnych miejscach Polski, mam możliwość zwiedzania innych miast. Doceniam też spędzanie czasu w gronie znajomych, poznawanie nowych, inspirujących ludzi. Miałam na przykład okazję poznać Jerzego Górskiego, czy ultramaratończyka Jacka Łabudzkiego, co było dla mnie bardzo ciekawym przeżyciem.

Czego do tej pory nauczył Cię triathlon?
Na pewno organizacji czasu i umiejętności wykorzystania wolnych chwil najlepiej, jak się da. Poza tym nauczyłam się też samodyscypliny i przełamywania własnych lęków i barier oraz tego, że pobudki o piątej rano też mogą być przyjemne.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Na pewno chciałabym ukończyć pełnego IM i wystartować na mistrzostwach świata. Ale to na pewno w bardzo odległej przyszłości.

Jesteś młodą osobą, jakbyś zachęciła innych do spróbowania sił w triathlonie?
Zwykle zabieram znajomych jako support na zawody. Udało mi się w ten sposób wciągnąć w triathlon moją przyjaciółkę i kilkukrotnie startowałyśmy razem.

Czy w przyszłości chciałabyś spróbować sił w innych sportach?
Na razie nie mam żadnych konkretnych pomysłów, ale niczego nie wykluczam. Jak do tej pory triathlon jest chyba najciekawszym sportem, z którym się zetknęłam.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X