Rozmowa

Hawaje zainspirowały go do triathlonu, a teraz sam tam wystartuje

#polskieHAWAJE Trenuje samodzielnie, a na pełnym dystansie startuje od siedmiu lat. Robert Siwirski wywalczył slota na Hawaje w zeszłym roku i poleci na MŚ, aby spełnić marzenie i dobrze się bawić.

Jak ostatnie przygotowania przed Hawajami?
Wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Choć ostatnie dwa tygodnie przed wylotem to jest moment, gdzie przypada największa objętość treningowa i dodatkowo  sprawy logistyczne związane z wyjazdem, więc nie jest łatwo.

Z jakim nastawieniem pojedziesz na Hawaje?
Jako debiutant to po pierwsze chcę ukończyć te zawody i przeżyć przygodę życia z żoną i znajomymi. W obecnej sytuacji nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będę myśleć o występie na Hawajach.

Pod jakim kątem oprócz treningowym szykujesz się do tego startu?
Oczywiście staram się zasięgać jak najwięcej informacji od bardziej doświadczonych koleżanek / kolegów, którzy mają już występy na Big Island za sobą. To są strasznie cenne doświadczenia, które mam nadzieję pozwolą nie popełnić tzw. rookie mistakes. Na Hawaje lecę razem z kolegą, który ma już jeden występ za sobą, więc sprawdzone informacje będę miał  z pierwszej ręki. Dodatkowo oczywiście Internet, Youtube, filmy z wcześniejszych edycji dopełniają wiedzę o starcie na Kona.

Na jakich zawodach udało się wywalczyć slota na Konę?
Slota wywalczyłem na zawodach w Gdyni w 2021 roku i warunkiem, pod którym się podpisywaliśmy, był udział w Mistrzostwach Świata w październiku 2021 bez możliwości zmiany, ale na szczęście pandemia i brak imprezy w zeszłym roku dały możliwość wyboru St George lub Hawaje 2022. Wybrałem oczywiście kolebkę tego wyścigu na Hawajach.

Jak było w Gdyni, w zeszłym roku?
Start wspominam bardzo pozytywnie. Choć wcale nie było łatwo. Warunki pogodowe tego dnia na etapie rowerowym nas nie rozpieszczały. Padał spory deszcz, a na biegu zrobiło się gorąco. Biorąc pod uwagę fakt, że decyzję o potencjalnym występie w Gdyni rozważałem około 1,5 miesiąca przed samymi zawodami, a finalnie zapisałem się na nie dopiero tydzień przed imprezą, to uważam, że czwarte miejsce w kat. M45 było dużym sukcesem.

Jak oceniasz dotychczasowe starty w tym sezonie?
Początek sezonu nie należał może do najbardziej udanych. Wynikało to z faktu, że było trochę problemów zdrowotnych oraz zakładane późniejsze przygotowanie do sezonu, aby nie wypalić się i nie stracić motywacji tuż przed samymi Hawajami. Pierwszy start w Żyrardowie na ¼ IM i miejsce daleko poza podium pokazał, jak silna jest konkurencja, a jak słabe moje przygotowanie w tym okresie. To jest moje miasto rodzinne. Więc trochę żałowałem, że nie mogłem pokazać się w lepszej dyspozycji, ale wiedziałem, że cel na ten rok jest inny. Z kolejnymi startami było coraz lepiej. Byłem drugi w szerokiej kat. M40  na ½ IM na wyścigach w Skierniewicach i Elblągu oraz Nieporęcie, gdzie akurat panowały iście Hawajskie warunki. Tydzień po ½IM w Nieporęcie wystartowałem na zmęczeniu i z treningu na mistrzostwach Polski w formule Aqua-Bike w Malborku na dystansie długim (3,8 km/180 km), Tam zająłem trzecie miejsce  open i zdobyłem brązowy medal Mistrzostw Polski, choć dekoracje były tylko w kategoriach wiekowych, gdzie byłem drugi. W Malborku miałem trochę niedosytu, że nie startowałem na pełnym dystansie i nie broniłem złotego medalu z 2021 roku w kategorii wiekowej M45, ale racjonalna decyzja, aby nie biec maratonu miesiąc przed Koną wygrała, co u mnie często się nie zdarza. Wiele startów to spontaniczne decyzje zazwyczaj podejmowane niedługo przed zawodami. Do Malborka wracam zawsze z sentymentem, bo to są świetnie zorganizowane zawody w przepięknej scenerii. Wejście o 6 do spowitego poranną mgłą Nogatu przy odgłosach Bogurodzicy i racach to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

Czy masz określone oczekiwania względem startu na Hawajach?
Jadę tam przede wszystkim dobrze się bawić. To ma być nagroda za 10 lat ciężkiej pracy i wyrozumiałości rodziny. Oczywiście ciężko trenuję, aby spróbować zrobić jak najlepszy wynik, ale warunki panujące na wyspie, różnica stref czasowych, to wielka niewiadoma dla organizmu. U mnie niestety wysokie temperatury powodują znaczny spadek prędkości na biegu.

Jak znalazłeś się w triathlonie?
Od zawsze, kiedy pamiętam, podziwiałem legendarny wyścig Ironmana na Hawajach. Po operacji kręgosłupa, którą przeszedłem ponad 10 lat temu, postanowiłem, że muszę spróbować wystartować w takich zawodach.

Jak wyglądały początki w tym sporcie?
Pewnie podobnie jak u większości zupełnie inny sprzęt w tamtym czasie. Nawet roweru szosowego nie miałem. Po przejechaniu w weekend 50 km rozpierała duma.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Akurat pamiętam bardzo dobrze mój debiut. Odbył się w Olsztynie na dystansie olimpijskim, z jeszcze dozwolonym draftingiem. Nie do końca jeszcze zdawałem sobie sprawę, jak wyglądają prawdziwe zawody oraz jak postępować na każdym etapie. Okazało się, zarezerwowałem ten sam dom w Olsztynie co Paulina Kotfica, która była wtedy jedną z topowych zawodniczek w Polsce. To ona przed startem wprowadzała mnie  w tajniki triatlonu, poszczególnych konkurencji, stref zmian, zakładanie i zdejmowanie pianki, itp.  Miałem informacje z najlepszego możliwego źródła, za co jestem ogromnie wdzięczny. Podczas zawodów na 2 lub 3 okrążeniu grupa Pauliny mnie dogoniła. Udało mi się podczepić w peleton i przejechać z nimi ze dwa kółka. Akurat wtedy pamiętam, że było gorąco, a ja w adrenalinie kompletnie zapomniałem o piciu i jedzeniu. Więc bieg po wyjściu z T2 był doświadczeniem, którego się nie zapomina do końca życia. Ale tak bardzo chciałem skończyć te zawody, że jakoś przetrwałem ten kosmiczny dystans 10 km, który trwał wtedy wieczność  dla mnie. Ostatnie metry to oczywiście myśli, że nigdy więcej, ale za linią mety to się szybko zmieniło. A wisienką  na torcie w tym debiucie był fakt, że sam Andreas Realert, zaproszony jako gość honorowy zobaczył tuż przed startem, że mam nie zapiętą piankę i osobiście mi ją zapinał. Czy można było sobie wymarzyć lepszy debiut?

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Chyba na początku największym wyzwaniem było pływanie open water i glony, których się bałem. 

Jak łączysz co dzień treningi z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi?
Tutaj przez lata wypracowałem mechanizmy łączenia drogi do i z pracy z treningami, czy  spędzania urlopów w miejscach, gdzie można dobrze potrenować. Podróżowanie kamperem to bardzo ułatwia. Pomoc żony i wyrozumiałość rodziny jest również kluczowa w przygotowaniach do długiego dystansu.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
Oczywiście jest to uzależnione od okresu przygotowania, w którym jestem, ale upraszczając,  średnio w tym roku wyszło około 12,5h na tydzień. Myślę, że w poprzednich latach było podobnie.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
Uwielbiam się ruszać, szukać nowych wyzwań, poprawiać wyniki, co mimo upływu lat właściwie się nadal udaje. Poziom w ostatnich latach triathlonie mocno się podniósł. Więc chęć ścigania najlepszych jest dobrą motywacją.

Pod czyim okiem trenujesz?
Nie mam obecnie trenera i od kilku lat sam siebie trenuję.

Jak u Ciebie wygląda wtedy ta indywidualność?
Daje mi to możliwość dostosowania planu pod kątem moich codziennych obowiązków. Choć słowo plan to trochę na wyrost powiedziane. Często wychodząc na trening, dopiero zastanawiam się, co będę robić, a czasami nawet w zależności od samopoczucia mogę  zmieniać zadanie w ostatniej chwili. Wymaga to poznania dobrze własnego organizmu, ale wydaje mi się, że wiem dokładnie, kiedy jestem na krawędzi lub na skraju kontuzji. Wtedy szybko reaguję. Czasami podpatruję i powtarzam treningi kolegów, ale oczywiście jest w tym jakiś zarys wzrostu objętości, intensywności, kolejności treningów, zadań do wykonania, więc nie jest to zupełnie przypadkowe, żeby mnie dobrze zrozumieć. Może jak bym miał plan,  ktoś z zewnątrz układał by mi zadania. Dostałbym nowe bodźce i mógłbym się dodatkowo poprawić, ale przyzwyczaiłem się już do tej „wolności”. Tylko pływanie trenuję w grupie z Warsaw Masters Team. Pozdrawiam serdecznie trenerów i cały team.  

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Najbliższe to oczywiście ukończenie mistrzostw świata na Hawajach. Od 2014 roku startuję właściwie z rokiem przerwy na dystansie Ironmana. Przez sześć lat udawało mi się stawać na podium mistrzostw Polski na tym dystansie w kategorii wiekowej. Więc może przyszły rok to może powrót do krótszego ścigania, które nie wymaga tak długich przygotowań.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X