Rozmowa

Cztery starty na mistrzostwach Polski, cztery medale. A to dopiero początek!

W Białymstoku był najszybszym młodzieżowcem. Wojciech Kopyciński robi ogromny progres, choć to dopiero jego początki w triathlonie.

Kilka dni temu zająłeś czwarte miejsce podczas MP w Białymstoku. Czy jesteś zadowolony z tego wyniku?
Jestem bardzo zadowolony. W młodzieżowcach udało się zająć pierwsze miejsce, dlatego tym bardziej cieszę się, że wróciłem do domu z medalem.

Z jakimi oczekiwaniami stawałeś na starcie tych zawodów?
Nie miałem oczekiwań. Zbyt krótko trenuję i startuję, żeby myśleć, które to będzie miejsce i jaki czas. Dlatego tym bardziej taki wynik jest dla mnie zaskoczeniem.

Jaki miałeś plan na ten wyścig?
Przede wszystkim plan był taki, jak na każde zawody – dać z siebie wszystko, ale rozłożyć wysiłek na cały wyścig. Wytyczne były, żeby wyjść w dobrej grupie z wody i razem z nią pojechać na rowerze. A na biegu nie przesadzić na pierwszych kilometrach

W jakim stopniu udało się go zrealizować?
Zdecydowanie wszystko zagrało. Lepiej tego sobie nie wyobrażałem. Zachowałem chłodną głowę.

Czy miałeś jakieś problemy na trasie?
Jedynym problemem była ocierająca tarcza hamulca podczas etapu kolarskiego. Więc mogę uznać, że nie było żadnych problemów. 

Która część trasy była dla Ciebie najbardziej wymagająca?
Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Nie czuję się pewnie w wodzie, chociaż mała liczba uczestników i wyważone tempo pozwoliły ukończyć pływanie z zadowoleniem, razem z grupą. Część kolarską w triathlonie uwielbiam i nie jest ona dla mnie wymagająca, to czysta przyjemność. Prawdziwe zmagania zaczęły się od połowy biegu i wtedy mogę powiedzieć, że było ciężko.

Jakie wnioski wyciągnąłeś po tych zawodach?
Wnioski są takie, że jestem na bardzo dobrej drodze. Nic, tylko solidnie trenować dalej.

Jakie wyzwania czekają jeszcze Ciebie w tym sezonie?
Zakończyły się zawody biorące udział w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski. Nie wybrałem jeszcze, gdzie wystartuję we wrześniu, ale możliwe że będzie to Malbork, ewentualnie znajdę zawody biegowe.

Jak oceniasz dotychczasowe starty w tym sezonie?
Nie spodziewałem się tak wysokich wyników i miejsc. Każdy start był udany oraz bezpieczny. W tym sezonie zdobyłem cztery medale, w czterech startach na mistrzostwach Polski (MP w Duathlonie Rumia – 2 miejsce U23, MP w triathlonie Susz – 3 miejsce U23, MP w triathlonie Kraków – 3 miejsce U23, MP w triathlonie Białystok – 1 miejsce U23), co mówi samo za siebie jak było. Najlepszym startem uważam, że był właśnie Białystok.

Jak trafiłeś do triathlonu?
Wszystko zaczęło się od tego, gdy podczas pandemii zostały zamknięte baseny. Wtedy poza treningami siłowymi w domu, jedynym wyjściem było bieganie i jazda rowerem. Wtedy właśnie z kolegą Hubertem zwiedzaliśmy okolice na rowerach. Początkowo były to krótkie trasy na rowerze MTB, z czasem coraz dłuższe, po ponad 100 km. Pierwsze interwały robiliśmy na segmentach na Stravie, co sprawiało nam niesamowitą frajdę. Kupiłem rower szosowy i wtedy przychodziły myśli, że skoro co nieco pływam, na rowerze również idzie całkiem nieźle, to ciekawie by było wystartować w zawodach triathlonowych. Z nudów polubiłem bieganie i jeśli pozwalała na to pogoda, to wychodziłem i według tego jak chciałem, biegałem raz szybciej, raz wolniej, bez jakiegokolwiek planu. W 2020r nie wystartowałem w żadnych zawodach, bo czułem, że to jeszcze za wcześnie. W zimę cały czas szlifowałem pływanie, a jeśli miałem ochotę, to wyszedłem pobiegać lub jeździłem w domu na trenażerze. Poza pływaniem średnio 7/8 treningów tygodniowo, biegałem 10-20 km tygodniowo oraz raz siadałem na trenażer. Tak jak wtedy powiedział mi to mój ówczesny trener – nie można tego nazwać trenowaniem triathlonu. Ale, że byłem ambitny, to robiłem dwie jednostki treningowe dziennie. A jakie one by nie były, długie, krótkie, mocne, słabe, na rowerze czy w basenie – nie było to ważne. Sam fakt, że trenuję mocno, sprawiał mi przyjemność. W taki sposób trenowałem rok i już wtedy bardzo ambitnie podchodziłem do zawodów, które były przede mną. Chciałem bardzo dużo, ale jedyne na co mogłem sobie pozwolić, to podium w kategorii wiekowej na zawodach „dla wszystkich”. Byłem przekonany, że chcę to kontynuować, ale wiedziałem, że tak trenując, daleko nie zajdę.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Było to w Płocku w maju zeszłego roku na dystansie 1/4IM. Jak na tamtą chwilę udało się zrobić w czasie około 2h18min, więc byłem bardzo zadowolony. Stanąłem na pierwszym stopniu podium w kategorii wiekowej. Doskonale wspominam tamte zawody, świetna atmosfera, każdy się wzajemnie dopingował.

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Wszystko przychodziło samo i wszystko było na podobnym poziomie. Podstawy już miałem, więc jedyne co musiałem robić, to trenować. Sam dowiadywałem się o wielu rzeczach związanych z tym sportem. Jedynym problemem był mój brak wiedzy i choć trenowałem bardzo dużo, to trenowałem głupio.

Czym zafascynował Cię triathlon?
Myślę to, że ta dyscyplina wydawała się być wymagająca, zarezerwowana tylko dla twardzieli (oczywiście wcześniej tylko tak myślałem). Bardzo polubiłem pływanie, ale ile można pływać od ściany do ściany. Triathlon jest niesamowicie ciekawym sportem, który wydaje się nigdy nie znudzić.

Jak udaje się na co dzień łączyć treningi z innymi obowiązkami?
Przede wszystkim ciężka praca. Dla mnie nie ma możliwości, żebym nie znalazł czasu na trening. Ten rok był ekstremalnie ciężki. Przygotowywałem się do matury, zdawałem egzaminy zawodowe, robiłem dodatkowe kursy zawodowe, a nawet pracowałem. A i tak na wszystko znalazłem czas – 2 treningi dziennie, odpowiedni sen, odżywianie, doskonale napisana matura. Z domu wychodziłem o 6, a wracałem o 20.  Aktualnie mam wakacje i warunki do trenowania mam wymarzone. Chociaż na jedno nie miałem czasu – spotkania ze znajomymi. Wiele znajomości niestety potraciłem.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
To zależy od cyklu, ale przeważnie jest to od 13 do 18 godzin tygodniowo.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
Kiedyś cieszyłem się tym, że mam coraz lepszą sylwetkę i chciałem trenować więcej. Teraz ogromną motywacją są dla mnie wyniki, jakie osiągam na zawodach. Ale na dobrą sprawę uwielbiam trenować i jeszcze nie dawno trenowałem tylko i wyłącznie dlatego, że to lubiłem.

Pod czyim okiem trenujesz?
Trenuje pod okiem Tomasza Spaleniaka.

Jak układa się dotychczasowa współpraca?
Nie wiem, jak można opisać jakość współpracy, gdy trener w ciągu niespełna roku przygotowuje mnie w taki sposób, że z każdych zawodów wracam z medalem, każda życiówka poprawiona o ogromne liczby, kosmiczne waty na rowerze. A przy tym nie zbliżając się nawet do przemęczenia organizmu. Wiele osób uważa, że objętościowo trenuję za dużo. A ja, współpracując z nim, mam chęci na więcej. Przede wszystkim każdy trening wykonuję z uśmiechem. To tylko świadczy o ogromnej wiedzy, kompetencji i podejściu trenera. Nie tylko zajął się poprawą wyników, ale również podejściem mentalnym. Chociaż czasem ciężko jest do mnie dotrzeć i nie raz ręce mu opadły, to jestem przekonany, że ta współpraca przyniesie niesamowite efekty. Tak jak mówiłem – to co teraz jest to jedynie początek, eksperyment.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Patrzę realnie na to, co mogę osiągnąć. Jeszcze rok temu marzeniem był chociaż jeden medal mistrzostw Polski oraz dobry sprzęt – rower. Chociaż przed sezonem nie wierzyłem, że uda się to spełnić, to teraz dostałem to, czego chciałem w większej dawce.  Jako, że trenuję sam, to aktualnym marzeniem jest obóz/ zgrupowanie, na którym będę mógł trenować ze świetną ekipą. Raczej skromne marzenie, ale sprawiłoby mi to ogromną radość. A jak się spełni – bo w to wierzę, to będę miał kolejne. Trzeba mieć cele i pragnienia w życiu.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X