Rozmowa

Olga Kowalska: Czuję, że jestem w życiowej formie

#polskieHAWAJE Zajęła drugie miejsce AG OPEN podczas Ironman Kalmar. Dla Olgi Kowalskiej to był ostatni start przed Hawajami.

Kilka dni temu wystartowałaś w Ironman Kalmar, gdzie zajęłaś drugie miejsce OPEN oraz wygrałaś w kategorii wiekowej. Jak z perspektywy czasu oceniasz te zawody?
To były moje najbardziej udane zawody na dystansie Ironman, właśnie z racji miejsca w stawce. Choć sam wynik – 9:31 – też jest satysfakcjonujący, bo to mój najszybciej pokonany dystans Ironman. Wiem i czuję, że jestem w życiowej formie. Jestem bardzo zadowolona z każdego etapu wyścigu. Nie oznacza to, że to był idealny start. Na tym dystansie zawsze są jakieś trudności, mniejsze lub większe. Ostateczny wynik to efekt nie tylko wypracowanej formy, ale też tego, jak sobie radzimy z trudnościami w trakcie zawodów i jakie decyzje podejmujemy w konkretnych momentach wyścigu. Nie miałam żadnych dużych problemów na trasie. Miałam konkretny plan i wiedziałam, co chcę zrobić. Miałam też fantastyczny doping na trasie wśród 2000 uczestników i kibiców. W Kalmar panowała niesamowita atmosfera i były to rewelacyjnie zorganizowane zawody. Do tego silna konkurencja wśród kobiet. Miałam tam wszystko, czego potrzebowałam, aby ścigać się o wysokie miejsce w stawce. Rywalizacja mnie napędza. Wynik jako czas ukończenia zawodów jest dla mnie drugorzędną sprawą.

Jak podchodziłaś do tego wyścigu, mając z tyłu głowy start na Hawajach za kilka tygodni?
Start w Kalmar był priorytetem na drugą część tego sezonu. Szykując się do tych zawodów, nie myślałam o Hawajach. Teraz też nie martwię się tym, jak tam wypadnę. Aktualnie odpoczywam. Następnie wrócę do treningu i zrobię te zawody na tyle, na ile mi pozwolą siły. Mam już za sobą w tym roku dwa starty na dystansie Ironman: w maju byłam na Mistrzostwach Świata Ironman w Utah i teraz w sierpniu w Kalmar.

Jak przebiegał sam wyścig?
Podczas wyścigu wszystko układało się po mojej myśli. Zaskoczyła mnie intensywność, jaką byłam w stanie utrzymać. Momentami czułam się, jakbym była na trasie 1/2 Ironmana. Wiedziałam na, co mogę sobie pozwolić i z chłodną głową od początku do końca robiłam swoje. W wodzie było sporo szarpania tempa, przepychania się, walki na bojach, ale ciągle trzymałam się w grupie, wiedziałam, że jest dobrze. Nie pływam z zegarkiem, nie ma dla mnie znaczenia, po jakim czasie wyjdę z wody. Teraz jest mały niedosyt, że to była równo 1h, a nie 59’. Na rowerze nie miałam większych trudności, jechałam mocno według własnego samopoczucia. Mam miernik mocy, ale służy mi głównie do treningów. Na zawodach tylko sporadycznie kontroluję moc. Kieruję się odczuciami i dostosowuję tempo do warunków oraz ukształtowania trasy. Trasa w pierwszych 2/3 dystansu była płaska i łatwa technicznie, więc było szybko. Po 120 km zrobiło się bardziej technicznie, momentami wąsko z zakazem wyprzedania, więc prędkość była nieco niższa. Miałam krótką przerwę na rozciąganie w trakcie, ale byłam na to przygotowana. Wiedziałam, że problem z pośladkiem może dać znać o sobie podczas jazdy. Skończyłam rower po 5h05’ i wiedziałam, że jestem 5 open wśród kobiet. Wiedząc, że mam stratę 12’ do pierwszej kobiety w mojej kategorii wiekowej, wiedziałam, że walka o wygraną jest w moim zasięgu. Miałam dwie przerwy, które łącznie zajęły mi ok 4’.  Zarówno kłopoty żołądkowe, jak i zdrowotne związane z bólem pośladka zmusiły mnie do tych dwóch postojów. Na 31-32 km objęłam prowadzenie w kategorii, byłam druga open i goniłam pierwszą kobietę. Zabrakło 2’ do wygranej overall. Dałam z siebie absolutnie 100 procent tego dnia.

Która część trasy okazała się dla Ciebie najbardziej wymagająca?
Chyba nie będzie to zaskoczeniem, jeśli odpowiem, że bieganie, ponieważ to jest ostatni etap, który trzeba pokonać na największym zmęczeniu. W trakcie biegu towarzyszyły mi kłopoty żołądkowe (mocniej nasilone niż kiedykolwiek wcześniej) oraz zdrowotne (kilka krótkich postojów). Zmęczenie dopadło mnie na ostatnich 8 km biegu, ale wytrwałam do mety nie zwalniając szczególnie mocno.

Czy przez trudności zdrowotne pojawiała się myśl w głowie, aby zejść z trasy?
Nie jeżdżę na zawody, by schodzić z trasy, gdy robi się ciężko lub mam kłopoty zdrowotne. Nigdy tego nie zrobiłam i nie zamierzam. Chyba, że wyjątkowo stan zdrowia będzie tego wymagał. Szanuję własne zdrowie i byłam w pełni świadoma, że kłopoty, które mam są do zniesienia. O bólu pośladka i uda wiedziałam przed zawodami, bo zmagałam się z tym od kilku tygodni. Problem był coraz mniej uciążliwy. Liczyłam też, że na niskiej intensywności, z jaką poruszam się na długim dystansie, ból nie będzie przeszkodzą w ukończeniu zawodów z dobrym rezultatem. Choć trochę niepewności na pewno było. Właściwie to była moja jedyna obawa przed zawodami. O formę byłam spokojna. Ostatecznie pośladek mało dokuczał, nie był przeszkodą w utrzymaniu stałego tempa biegu, które sobie założyłam. Przyjęłam z góry taktykę, że zatrzymam się na rozciąganie, jeśli ból się nasili, bo to mi pomaga go niwelować. Okazało się, że jeden taki postój wystarczył.

Jakie wnioski wyciągnęłaś po Kalmar w kontekście przygotowań pod Hawaje?
Warunki w Kalmar i na Hawajach są zupełnie inne, mimo że to ten sam dystans. Jest wiele elementów, które na Hawajach rozegram podobnie, jak w Kalmar. Ale są też drobne zmiany, które poczynię. W kwestii odżywania i nawadniania dokonam małej korekty. Właśnie to jest  związane bardziej z warunkami, w których startowałam i będę startować.

Czy zdrowotnie doszłaś już do siebie po tych zawodach?
Pierwsze dwa dni są najcięższe po starcie na tym dystansie. Teraz po kilku dniach czuję się dobrze, choć nie tryskam energią. Zazwyczaj około dwóch tygodni poświęcam na regenerację po takich zawodach i w trzecim tygodniu wznawiam treningi. Czuję się bardziej zmęczona mentalnie niż fizycznie, ponieważ kilka tygodni zmagałam się z bólem pośladka i uda. A przygotowania do docelowego startu w takim stanie wyczerpują. Wymagają silnej wiary w siebie, cierpliwości i konsekwencji. Nadszarpnęłam mocno własne zasoby mentalne, ale liczę, że teraz je odbuduję.

Jak wygląda plan przygotowań do startu na Hawajach?
Jeszcze nie wiem. To zadanie dla mojego trenera.

Wielu zawodników ma różne problemy m.in.: logistyczne. Jak wygląda u Ciebie przygotowanie logistyczne do tych zawodów?
Nie ma żadnych problemów. Już raz tam byłam z mężem i wiemy, czego się spodziewać. Kupiliśmy bilety lotnicze, wynajęliśmy wspólnie w kilka osób mieszkanie i to właściwie tyle. Procedura wygląda tutaj prawie tak samo, jak przed każdymi innymi zagranicznymi zawodami.

Ile czasu planujesz poświęcić na aklimatyzację już na miejscu?
Przylatuję na 9 dni przed startem.

Na co trzeba zwracać szczególną uwagę w przygotowaniach treningowych i okołosportowych przy tych zawodach?
Kluczowa sprawa to na pewno klimat i warunki pogodowe panujące na miejscu. Jest to punkt wyjścia do odpowiednich przygotowań. Nie bez powodu wielu zawodników AG, ale też i PRO nie kończy tych zawodów lub kończy znacznie poniżej własnych oczekiwań. Dwa najważniejsze elementy mające realne przełożenie na ostateczny wynik to: rozkład tempa oraz nawadnianie i żywienie. Oba elementy muszą być dostosowane do panujących warunków. Ale równie ważnym elementem jest po prostu fizyczne przygotowanie, bo w klimacie, gdzie jest wysoka temperatura, wilgotność. Liczy się to, w jakim stopniu jesteśmy wytrenowani. Im niższy stopień wytrenowania, tym większe trudności z pokonywaniem kolejnych kilometrów w wyjątkowo niekorzystnych warunkach.

Na Hawajach wystartuje też wielu polskich debiutantów. Jakich rad byś udzieliła jako doświadczona zawodniczka i trenerka zawodnikom, którzy pierwszy raz wystartują na Konie?
Temat rzeka. Pierwsza rada dla debiutanta, którą ja też kierowałam się te kilka lat temu będą po raz pierwszy na Hawajach – dobrze się bawić i chłonąć atmosferę tego miejsca i tych zawodów. Jest to wyjątkowe przeżycie!

Z jakim nastawieniem pojedziesz na Hawaje?
Jadę na Hawaje, jak na każde inne zawody na tym dystansie. Chcę zrobić najlepszy wyścig, na jaki mnie stać.

Jak podkreślałaś wielokrotnie w mediach społecznościowych wielką rolę u Ciebie odgrywa mąż Tomek, który jest też Twoim trenerem. Czy jego obecność przy trasie jest dla Ciebie dodatkową motywacją podczas wyścigów?
Tak bym tego nie określiła. Podczas samych zawodów motywacji mi nie brakuje. Oczywiście mąż jest ze mną na każdych ważnych zawodach. Na długim dystansie bardzo ważna jest dla mnie jego obecność. Tego dnia to, że jest ze mną dodaje mi wyjątkowych sił. Wiem, że stać mnie na jeszcze więcej. Bardzo się cieszę, gdy go widzę na trasie, choć pełne skupienie na realizacji zadania, nie pozwala mi tego okazać. I on to wie, rozumie. Ja robię swoje i on też robi swoje. Tomek jest częścią moich wyścigów. Bez Niego nie byłabym tu, gdzie jestem. Motywacji do walki specjalnie nie potrzebuję, ale zawsze mogę liczyć na cenne wskazówki, które podaje mi, gdy jestem na trasie. Zazwyczaj jest to moja pozycja względem innych zawodniczek. I takie informacje bardzo mi pomagają.

Jak w pierwszej chwili mąż zareagował na Twoje aspiracje i jak nazwałaś w socialach: „fanaberie życiowo-sportowe”, które mają finał na Hawajach?
Pamiętam, że Tomek ucieszył się na mój powrót do ścigania w triathlonie po kilkuletniej przerwie. Nawet sam poddał mi kilka pomysłów, jak mogłoby to wyglądać. W zasadzie wspólnie dograliśmy szczegóły. Tomek wie, że ja kocham triathlon i prawdopodobnie będę to robiła jeszcze bardzo długo. Jest moim najlepszym wsparciem. Jest też moim trenerem, ufam mu i wiem, że jako trener wykonuje pracę najlepiej, jak potrafi. Wyniki, jakie osiągamy,  bardzo mnie cieszą, ale najbardziej satysfakcjonująca jest nasza wspólna droga do nich.

Czy przed Hawajami planujesz jeszcze jakieś starty kontrolne?
Prawdopodobnie nigdzie nie będę startowała. Po ukończonych zawodach w Kalmar pozostało mi już tylko 6 tygodni do startu na Hawajach.

Czego Ci życzyć przed najbliższymi tygodniami i podczas wyścigu na Hawajach?
Poproszę o dużą dawkę zdrowia. To wszystko, czego potrzebuję. O resztę się nie martwię.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X