Rozmowa

Sandra Kopiczko: Zaczynam się odblokowywać mentalnie

Zdobyła srebrny medal mistrzostw Polski na dystansie olimpijskim. Dla Sandry Kopiczko to był kolejny udany start i krążek w tym sezonie.

Z jakimi oczekiwaniami przystępowałaś do MP w Białymstoku?
Po powrocie z mistrzostw świata w Montrealu nie wszystko układało się dobrze. Zawody w Suszu poszły znakomicie, ale w następnych wyścigach odczuwałam ewidentny spadek formy. Z mistrzostw Polski w Białymstoku, mimo słabszej dyspozycji, o którym wspomniałam, jestem zadowolona. Nie chciałam tam startować, ale trener się upierał i jak zwykle miał rację, warto zbierać doświadczenia nawet z zielonym światłem na zejście z trasy. Czas nie był rewelacyjny, ale chyba zaczynam odblokowywać się mentalnie.

Jak przebiegał sam start?
Szczerze to pływanie było fatalne. Po raz pierwszy myślałam, że się nigdy nie skończy. O dziwo okazało się, że może być jeszcze gorzej. Wsiadanie na rower mogłoby posłużyć jako film instruktażowy, jak tego nie robić (śmiech). Choć w końcu noga zaczęła podawać i poczułam rywalizację. Na biegu było stabilnie, ale zdecydowanie daleko od optymalnej formy. Ale te zawody dały wiele lekcji i w pewien sposób pokazały, że mogę walczyć mimo wszystko.

Jakie miałaś odczucia po tych zawodach?
Nareszcie zaczynam się odblokowywać psychicznie i fizycznie po kilku spadkowych tygodniach. Zawody pokazały mi, że zawsze powinno się walczyć do końca, nawet jeśli wszystko dookoła generuje tylko zwątpienie. I oczywiście, że trener ZAWSZE ma rację (śmiech).

Co jeszcze Cię czeka w tym sezonie?
Główną imprezą końcówki sezonu są mistrzostwa świata age group na dystansie olimpijskim w Abu Dhabi pod koniec listopada. Trzymajcie kciuki.

Z którego wyścigu w tym sezonie jesteś najbardziej zadowolona?
Zdecydowanie najbardziej cieszy srebrny medal mistrzostw świata w Montrealu oraz mistrzostw Europy w Olsztynie. Tak samo cieszyłam się z mojej dyspozycji w Rzeszowie i w Suszu. A potem, aż do Białegostoku była tylko regresja. Martwiłam się tym, ale walczyłam dalej.

W czym tkwi sukces tak dobrych wyników w tym sezonie?
Na wyniki składa się wiele czynników: znakomity trener, który daje mi dużo cennych rad i pomocy. Rodzina, dzięki której mam ogromne wsparcie bez względu na to, w jakiej jestem dyspozycji. Kibice, którzy dają mi powera na trasie i poza nią. Sponsorzy, którzy we mnie wierzą. Do tego ja sama, czyli mój upór w dążeniu do celu i systematyczna praca.

Jak trafiłaś do triathlonu?
Triathlon poznałam dzięki mojemu bratu Maksymilianowi. Był dla mnie wzorem i inspiracją. On był zawodnikiem, a ja jego kibicem. W końcu postanowiłam też spróbować, aż zakochałam się w tym sporcie.

Jak wyglądały początki w tym sporcie? 
Jeden z pierwszych startów w Stężycy zakończył się zamiast na mecie, w szpitalu po epickiej wywrotce na rowerze. Jednak wychodzę z założenia, że zbieramy doświadczenia, by w kolejnych startach popełniać jak najmniej błędów, a granice często warto przełamywać.

Jak wspominasz triathlonowy debiut? 
Oj, to było na obozie pływackim w Jaśle. Padło hasło: triathlon. Nie mieliśmy rowerów, więc miejscowi pożyczyli nam składaki, a biegaliśmy w „kiksach”. Jak się domyślasz, podium nie było, ale są wspomnienia (śmiech).

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Rower… Bardzo długo nie mogliśmy się polubić. Aktualnie to bardzo burzliwy związek (śmiech). Jednak po Białymstoku, gdzie jechałam pierwszy raz z dyskiem, coraz bardziej przekonuję się do tej maszyny.

Czym zafascynował Cię triathlon?
Dynamika, rywalizacja, to jak wiele czynników wpływa na rywalizację poza samymi trzema dyscyplinami. Duma z postępów i przezwyciężanie kolejnych słabości. To jest to, co mnie pociąga w tym sporcie.

Jaki był dla Ciebie najbardziej wymagający start do tej pory?
Zdecydowanie MŚ w Montrealu. Pojechałam tam całkiem sama, bez suportu, który jest bardzo ważny. To od suportu dostaję informację, co się dzieje na trasie oraz wsparcie mentalne. Poza tym były to zawody o najwyższej randze i poziomie, na jakich startowałam. Wszystkie przygotowania były ukierunkowane właśnie na ten start.

Jak udaje się na co dzień łączyć treningi z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi?
Cóż.. świadomie wybrałam tak, a nie inaczej. Wiecznie cierpię na brak czasu, ale już wszyscy moi bliscy przyzwyczaili się, że wszelkiego rodzaju rozmowy i kontakty nadrabiam telefonicznie na rozjazdach lub wiadomościach głosowych w biegu do pracy, czy uczelnie (śmiech).

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
W zależności od okresu przygotowań w okolicach 14-20h tygodniowo. 

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów? 
Codzienną motywacją są dla mnie treningi, przygotowania do startów i same starty. Pierwszy dół pojawił się po MŚ w Kanadzie, ale tutaj z nieocenioną pomocą przyszła mi rodzina, znajomi, kibice i oczywiście trener, za co jeszcze raz ogromnie dziękuję.  

Pod czyim okiem trenujesz?
Od roku prowadzi mnie trener Piotr Gritzner, który sam był bardzo utalentowanym i utytułowanym zawodnikiem. Plusem jest też to, że mieszka w Giżycku, moim rodzinnym  mieście.

Jak układa się dotychczasowa współpraca?
Ja świetnie trafiłam, nie wiem jak On (śmiech). Współpraca układa się bardzo dobrze, zdecydowanie nie mogłam trafić lepiej. Dobrze się rozumiemy, a moja forma i wyniki mówią same za siebie.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Do tej pory jestem wicemistrzynią świata, wicemistrzynią Polski i Europy, więc może jest szansa… Nie będę oryginalna: świetna forma i złoto w MŚ. Może kiedyś się spełni, jak myślisz? 

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X