Rozmowa

Choruje na cukrzyce i szykuje się do podwójnego Ironmana

Zmaga się z cukrzycą od ponad 20 lat, ale to nie przeszkadza Mai Makowskiej aka Sugar Women w startach triathlonowych i realizowaniu kolejnych celów.

Dla wielu cukrzyca brzmi jak wyrok. Czym jest dla Ciebie?
Po tylu latach jest to już coś tak normalnego, jak to, że wstaję rano i piję kawę (śmiech).  Oczywiście nie zawsze tak było, ale po około 10 latach zrozumiałam, że akceptacja to klucz do sukcesu i do tego, żeby prowadzić „normalne” życie.

Zmagasz się z nią od ponad 20 lat. Jak ona wpływa na Twoją przygodę ze sportem?
Początki nie były łatwe. Ogromna ilość popełnianych błędów, przy wyliczaniu insuliny, przy żywieniu. Z mojej strony ogromna frustracja i wściekłość, że taka choroba nie pozwala mi normalnie trenować. Utrudnia odchudzanie i nie pozwala na spontaniczne życie. Mam chyba taki charakter, że robię „na złość” tym rzeczom, które mi się nie udają i nie wychodzą.  Próbuję kolejny i kolejny raz, żeby udowodnić (głównie) sobie i tej chorobie, że się da.

W jakich okolicznościach trafiłaś do triathlonu?
Tutaj mogę stwierdzić, że to było zrządzenie losu (śmiech). Napisałam post na grupie cukrzycowej, czy ktoś już kiedyś startował w triathlonie i czy mógłby podzielić się doświadczeniem. Odezwał się do mnie Eugeniusz Śnieżko, menager grupy „Aktywni z cukrzycą” (która niestety już nie istnieje). On mnie wciągnął w to dalej.

Czy na początku pojawiały się obawy ze względu na tę chorobę?
Oczywiście… Najbardziej z tych trzech dyscyplin bałam się pływania. Jest to dyscyplina, w której nie mam możliwości zmierzenia sobie poziomu cukru. Wszystko, co robię, robię na własne odczucia. Muszę tak zaplanować jedzenie i podanie insuliny, żeby zminimalizować ryzyko spadku cukru podczas pływania.

Jak wyglądały Twoje początki w tym sporcie?
W skrócie: ogromny strach przed hipoglikemią, czyli: za niski cukier, za mało insuliny i za dużo jedzenia. Kończyłam zawody z cukrem wysoko ponad normę, tak bałam się spadków. Było też dużo działań na zasadzie „próbuje-robię”. Miałam wsparcie od członków teamu Aktywni z cukrzycą, ale każdy organizm zachowuje się inaczej. To co sprawdzało się u nich, niekoniecznie musiało zadziałać u mnie.

Z jakimi innymi dyscyplinami miałaś do czynienia przed triathlonem?
Cokolwiek ze sportem zaczęłam mieć dopiero na studiach. Wcześniej nie znosiłam biegania, nie ćwiczyłam w domu, a na rower wychodziłam od święta. Przez to, że chciałam schudnąć,  zaczęłam przygodę z siłownią, zumbą, fitnessem. W czasie studiów zaczęłam też biegać. Mieszkałam wtedy w Gdańsku i tam też wystartowałam w pierwszym biegu na 10 km (był to rok 2014). Po przeprowadzce do Warszawy, mocno wkręciłam się w crossfit, podnoszenie ciężarów. Biegałam też biegi przeszkodowe.

Jak wspominasz debiut w tri?
Rower MTB na najcięższym przełożeniu. To był Ślesin na dystansie 1/8IM. Dużo zamieszania w strefie zmian, panika, gdzie tu się idzie, gdzie wybiega na rower… Jak teraz to wspominam, to mam uśmiech na twarzy, ile zjadłam żeli, jak każdą dyscyplinę robiłam ponad siły i jak umierałam na mecie.

Czy po tamtych zawodach byłaś przekonana do dalszych startów?
Zdecydowanie TAK! Okazało się, że wystarczy przyłożyć się z planowaniem, spróbować „przewidzieć” kilka rzeczy i naprawdę da się startować z cukrzycą! Po tym starcie zyskałam większą mobilizację do nauki pływania!

Chorujesz na cukrzycę typu T1. Na co musisz zwracać szczególną uwagę przy treningach i podczas startów?
Zawsze i wszędzie: na poziom cukru! Cokolwiek bym nie robiła, to jest priorytet. Najgorszy jest niski cukier, przy którym brak szybkiej reakcji może doprowadzić do śpiączki, a w konsekwencji do śmierci. Przy wysokiej glikemii z kolei organizm dąży do pozbycia się nadmiaru cukru z moczem, przez co możemy się odwodnić, a odwodnienie to obniżona sprawność, zakwaszenie organizmu, skurcze itd. Z cukrzycą, tak jak z terrorystami, nie ma negocjacji. Albo o nią dbasz i wtedy możesz niemal wszystko, albo nie dbasz i prowadzisz żywot chorego. Ja nie chcę być chora.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
W zależności od okresu trenuję od 10 do 20h tygodniowo. Przy treningach nie ma taryfy ulgowej mogę (i chcę) trenować jak zdrowy człowiek. Oczywiście, muszę brać poprawkę na to, że niektórych treningów po prostu nie dokończę lub nie zrobię. Cały czas priorytetowo traktuję mój poziom cukru. Tak np. dzisiaj miałam zrobić bieganie przed pracą. Jak się rano okazało poziom cukru w nocy był bardzo wysoki, mój organizm był zakwaszony. Trening w takim stanie, przyniósłby mi więcej szkody niż pożytku. Musiałam przełożyć bieganie na inny termin. Na szczęście mój trener Kuba Rosiński, jest świadomy tego, że takie sytuacje będą miały miejsce.

Jakie masz sprawdzone sposoby na interwencję np. w trakcie zawodów w przypadku nagłego spadku poziomu cukru?
Tak naprawdę sprawdzi się wszystko co jest łatwo dostępne i ma wysoki indeks glikemiczny, czyli szybko podniesie cukier. W przypadku trenowania to są zazwyczaj żele Dextro. Na co dzień staram się stawiać na owoce lub soki. Podstawą i lekiem ratującym życie w przypadku ciężkiej hipoglikemii jest glukagen, który każdy cukrzyk powinien mieć ze sobą.

Jakich rad udzieliłabyś osobom, które chcą uprawiać sport, ale przez cukrzycę obawiają się tego lub to tworzy jakąś blokadę, której nie potrafią przezwyciężyć?
Mam takie 3 sugestie:

  • Jeśli ktoś zaczyna przygodę ze sportem, trzeba planować wysiłek z dość dużym wyprzedzeniem – jeśli chcę iść pobiegać, warto zmniejszyć insulinę przed taką aktywnością.
  • Zawsze mieć ze sobą coś słodkiego w razie spadku cukru
  • Zabrać ze sobą najbliższą osobą, która będzie nie tyle wsparciem, ale będzie wiedziała jak zareagować w przypadku zbyt niskiego (lub zbyt wysokiego) cukru.

Początki na pewno będą trudne, ale wraz ze zdobywaniem doświadczenia aktywność fizyczna będzie łatwiejsza, tak że będzie dawała przyjemność, a nie powodowała dodatkowy stres.

Co Ci daje uprawianie triathlonu?
Może zabrzmi to jak oklepany frazes, ale dzięki uprawianiu sportu czuję się zdrowo. Pokazuję sobie, a być może też innym, że nawet w niesprzyjających okolicznościach można osiągnąć sukces jeśli włoży się w to odpowiednio dużo pracy. Udowadniam sobie jak wiele rzeczy mam w zasięgu ręki, co nie zawsze było dla mnie oczywiste. Poza tym, dzięki triathlonowi mogę nie być słaba w tylko jednej dyscyplinie, ale od razu w trzech! To jest dopiero skala działania (śmiech).

Poza triathlonem angażujesz się w pomoc osobom chorującym na cukrzycę. Niedawno miałaś okazję odwiedzenia młodzieży na obozie w Rajgrodzie współorganizowanym przez Fundację Dla Dzieci z Cukrzycą. Jak wrażenia?
Nigdy nie byłam w jednym miejscu z tyloma cukrzykami! Niesamowite doświadczenie, każdy tam był inny, ale wszyscy mieliśmy wspólny mianownik. Cukrzyca, z którą każdy radzi sobie na swój sposób. Cieszyłam się z możliwości poznania tak świetnej młodzieży!  Mam nadzieje, że takich okazji będzie więcej!

Co było dla Ciebie najbardziej wzruszające podczas tego spotkania?
Organizowaliśmy tam taki „mini triathlon” dla pokazania namiastki, jak to jest naprawdę. Wzruszające było to, z jakim zaangażowaniem młodzież podeszła do tych zawodów. Mimo że dystans był króciutki, to włożyli w to całe serce.

Jesteś też w trakcie przygotowań pod podwójnego Ironmana w Austrii. Skąd decyzja o takim wyzwaniu?
Chciałabym „odczarować” cukrzycę i pokazać, że to nie my musimy ustawiać pod nią całe nasze życie, ale wręcz odwrotnie. Możemy z nią współpracować, tak aby pozwalała nam spełniać własne marzenia. Nie ważne, czy będą to marzenia o zrobieniu pełnego Ironmana, czy przebiegnięciu 10km. Podwójnym Ironmanem, chciałabym po pierwsze sprawdzić, jak taki wysiłek wpłynie na poziom cukru, jak zachowa się mój organizm. Chciałabym też zebrać doświadczenie, którym będę mogła podzielić się z innymi chorymi. Po drugie, mam nadzieję, że osoby, które usłyszą o takim wyczynie, same zmobilizują się do aktywności fizycznej, przed którą mają obawy. Może będzie do malutkim krokiem do tego, aby ktoś zawalczył o własne marzenia. Po trzecie, chciałabym sprawdzić, co tam jeszcze siedzi w mojej głowie, a myślę że taki dystans nie pozostawi litości na psychice.

Jak przebiegają treningi?
Nie powiem, że lekko i gładko, bo to by nie była prawda… Ostatnie dni są dość ciężkie, pod kątem tego co się dzieje dookoła. Mam kontuzję stopy, którą mam nadzieję, uda się wyleczyć przed startem. Zachorowałam drugi raz na covid, a dosłownie dwa dni temu zostałam potrącona przez samochód na przejściu dla pieszych. Podsumowując… nie ma nudy! Mimo tego walczę do końca. Jestem ciekawa, co tam za psikusy kryją się za rogiem (śmiech).

Czy to będzie największe z dotychczasowych sportowych wyzwań?
Zdecydowanie TAK!  Największe pod kątem skupienia psychicznego. Głowa jest dla mnie bardzo ważna w całym tym procesie przygotowawczym. Staram się, czerpać przyjemność z treningów do samego końca, co jest coraz trudniejsze.

Co może być dla Ciebie największą trudnością podczas tego startu?
Obawiam się nawracającej kontuzji stopy, która powoduje dolegliwości bólowe.  Chciałabym dotrzeć na metę w zdrowiu (no przynajmniej w miarę) i z dobrym cukrem. To po pierwsze. Po drugie obawiam się zbyt mocnych spadków cukru przy tak długotrwałym wysiłku. Będę musiała porządnie się zastanowić jak dawkować insulinę. Utrzymanie dobrej hemoglobiny będzie priorytetem, jeśli stracę nad nią panowanie, to zejdę z trasy. Nie będę ryzykować.

Czy po tych zawodach w Austrii planujesz jeszcze jakieś starty w tym sezonie?
Jeśli już to jedynie dla przyjemności i frajdy! Chciałabym (tak jak w zeszłym roku) wziąć udział w zawodach gravelowych Garmin Gravel Race!

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X