Rozmowa

Ania Lechowicz: Jeśli będzie ktoś lepszy, to uchylę mu czoła i pogratuluję

#polskieHAWAJE Kilka dni temu zajęła drugie miejsce OPEN w Duisburgu. Te zawody były ostatnim sprawdzianem dla Ani Lechowicz przed mistrzostwami świata na Hawajach, na które patrzy z optymizmem.

Kilka dni temu podczas Ironman 70.3 Duisburg zajęłaś drugie miejsce OPEN. Jakie masz odczucia po zawodach?
Jestem nadzwyczaj zadowolona. Uważam, że to był bardzo dobry wyścig, który pokazał, że oprócz pływania, które nie jestem wstanie pokonywać poniżej 30 minut, to jazda na rowerze i bieganie jest na poziomie najlepszych na świecie. Marlene de Boer jest jedną z najlepszych zawodniczek AG na świecie. Jest niezwykle mocna pod względem umiejętności kolarskich. Do tego jest bardzo dobrą biegaczką. W Duisburgu pokazałam, że potrafię nawiązać rywalizację z nią w tych dwóch konkurencjach. Oczywiście na pływaniu odpłynęła mi na pięć minut. Ta płaszczyzna nadal pozostaje moim słabszym punktem, mimo usilnych starań, aby poprawiać się w niej. Ostatnio bardzo dużo pływam. To było zauważalne w Duisburgu. Uważam, że czas 31 minut jest dobrym wynikiem jak na mnie. Mimo tego nie oszukuję się, że będę pływaczką. Oceniam ten wynik w Duisburgu za fenomenalny jako pracująca kobieta na ¾ etatu i wychowująca trójkę dzieci. 

Jakie wnioski wyciągnęłaś po starcie, już w kontekście zawodów na Hawajach?
Mam takie poczucie, że ciężki trening zaczyna przynosić efekty. Na jakiś czas wypadłam z treningu przez moje lipcowe choroby. Z perspektywy czasu wiem, że ta przerwa nie była zła, bo odpoczęłam fizycznie i psychicznie przez trzy tygodnie. Potem świeżo weszłam w trening. Czuję, że jestem gotowa na walkę o najwyższe lokaty na mistrzostwach świata. Co najważniejsze, moja głowa tego chce. Jestem gotowa pod względem psychicznym na to wyzwanie.

Jaki masz plan przygotowawczy na te ostatnie dni przed Koną?
Tydzień po Duisburgu mam trochę luźniejszy. Choć w sobotę wezmę udział w zawodach biegowych na 10 kilometrów. Dzień później wystartuję w Bundeslidze. Trener już mi powiedział, że od najbliższego poniedziałku wchodzimy w kolejny blok treningowy (3 tygodnie). Muszę to wytrzymać, bo do mistrzostw świata zostało raptem pięć tygodni. Dlatego trzeba jeszcze trochę zrobić objętości i mocniej pobiegać. Tak naprawdę większość roboty już została wykonana. Zostały długie wybiegania oraz wyjeżdżenia, aby przygotować organizm na dłuższy wysiłek. Na pewno przez ten czas nie chcę się zajechać. Nie o to chodzi na tym etapie przygotowań. Teraz jest pora na doprowadzenie organizmu do szczytu formy. Taki jest plan, żeby z taką świeżością i poczuciem gotowości w głowie, jakie były w Duisburgu, wystartować na Hawajach. Nie chcę stawać na starcie z uczuciem zniechęcenia. Przeżyłam to, że jeśli głowa nie współgra z dobrym treningiem, to nie wyjdą dobre zawody.  

W której płaszczyźnie czujesz się obecnie najlepiej?
W bieganiu, choć bardzo chciałam poprawić jazdę na rowerze. Duży nacisk kładłam na tę płaszczyznę. Świat przyspieszył we wszystkich trzech dyscyplinach. Chcę mieć ten komfort po zejściu z roweru, że nie mam straty 20 minut do czołówki, tylko maksymalnie 5-10. Takie straty na Ironmanie można odrobić. Obecnie czuję się dużo silniejsza pod względem kolarskim, ale to bieganie sprawia mi największą przyjemność. Wiem, że właśnie na tej płaszczyźnie potrafię najwięcej odrobić.

Wielu zawodników ma różne problemy m.in.: logistyczne. Jak wygląda u Ciebie przygotowanie logistyczne do tych zawodów?
Kwalifikację miałam już w maju. Dlatego wtedy mieliśmy wszystko zaplanowane. Myślę, że mogę zdradzić, że będę mieszkać razem w domku z Marcinem Koniecznym. Na pewno to daje mi poczucie dużego spokoju. Wiem, że Marcin jest zrównoważonym i super człowiekiem. Będzie bardzo dobrze przygotowany na Hawaje. Będę mogła z tego korzystać. Wynajmujemy dom w dziewięć osób. Choć tylko my we dwoje startujemy. Ze mną będzie Bernd, który będzie pracować dla telewizji i zarządzać całym zapleczem logistycznym, czyli rowerami, zakupami itd. To zmniejszy całe zamieszanie przedstartowe. Do tej pory wszystkie starty z nim były dopięte na ostatni guzik. No może poza Utah, gdzie nie przewidzieliśmy, że mogę zgubić chip. Teraz o tym wiem i jestem na to gotowa. Po wyjściu z wody będę kontrolować, czy nadal mam ten chip. Jeśli chodzi o logistykę, to mamy już pewne schematy sprawdzone w Utah. Nie będziemy dużo zmieniać. To, że będę mieszkać razem z Marcinem Koniecznym, daje mi wewnętrzny spokój. Do tego ciekawostką jest fakt, że pierwszy raz po dwóch latach owocnej współpracy spotkam się z moim trenerem Andre Lopesem, który będzie rywalizować w PRO na Hawajach. Jestem podekscytowana z tego powodu. Zdobyliśmy razem tyle tytułów i przeżyliśmy wiele zawodów, a dopiero po dwóch latach pierwszy raz spotkamy się na żywo. On pokibicuje mi w czwartek, a ja mu w sobotę.

Na co trzeba zwracać szczególną uwagę w przygotowaniach treningowych i około sportowych przy tych zawodach?
Przed wyjazdem na Hawaje należałoby przetestować sobie jedzenie i picie podczas treningów. Będąc już na miejscu, nie można dać się zwariować. Tam ciągle wszyscy biegają i trenują. Widać po ludziach, że są dobrze wytrenowani. Nie można porównywać się z innymi, tylko robić swoje. Należy uważać też na to, żeby na ostatnią chwilę nie zmieniać założonego planu, bo ktoś robi inaczej pewne rzeczy. Trzeba mieć własne sprawdzone rzeczy i schematy. Kluczem jest, aby czerpać z tego startu przyjemność. Tyle kasy za to płacimy, że tak naprawdę to wszystko jest dla nas. Te całe zawody mają nam sprawiać przyjemność. Życzę każdemu, aby z tego startu czerpał jak najwięcej frajdy. To jest najważniejsze.

Na Hawajach wystartuje też wielu polskich debiutantów. Jakich rad byś udzieliła jako doświadczona zawodniczka, osobom, którzy pierwszy raz wystartują na Hawajach?
Przede wszystkim trochę pokory do tego startu. To nie są łatwe zawody. Nie bez powodu wszystkich ciągnie na Hawaje. To jest wyjątkowy start, ale też wymagający. Po prostu zbierajmy doświadczenie i niczego sobie nie obiecujmy. Trzeba mieć też poczucie, że tam wszystko może się wydarzyć. Trudno przewidzieć, w jaki sposób organizm zareaguje na tamtejsze warunki.

Masz za sobą starty na Hawajach. Czy to wcześniejsze doświadczenie może zaprocentować w tym roku?
Na pewno, bo wiem, z czym to się je. Nie chodzi też o to, że mam za sobą starty na Hawajach. Mam siedem lat doświadczenia w samym startowaniu. Czuję to po sobie. Pierwszy raz wystartowałam na Hawajach po trzech latach przygody ze sportem. Wtedy wydarzyło się dużo rzeczy, których obecnie się nie boję. Ten start jest dla mnie. Nie muszę nikomu nic udowadniać. Po prostu chcę zrobić dobre zawody i z myślą, że zrobiłam wszystko, co mogłam tego dnia. Jeśli będzie ktoś lepszy, to uchylę mu czoła i pogratuluję. Jestem tylko i wyłącznie AG. Tego nauczyłam się przez te lata bycia w sporcie, czyli pokory.

Z jakim nastawieniem pojedziesz na Hawaje?
Z dobrym, zwłaszcza po starcie w Duisburgu. Wiem, że mogę po sobie dużo oczekiwać. Mam nadzieję, że nie popełnię błędów na Hawajach. Choć istnieje taka możliwość. Jeśli ktoś walczy o najwyższe lokaty, to nawet na poziomie AG idzie na duże ryzyko oraz przekracza własne granice wytrzymałości. Jak się uda, to będzie super. Jeśli nie, to będę szła (śmiech). Mimo wszystko będę spełniona i stwierdzę, że podjęłam ryzyko. Chyba tego bym sobie życzyła, żeby ono przyniosło efekty. Można mi też życzyć, abym nie złapała żadnej kontuzji, bo trochę boli mnie kolano. To mnie niepokoi. Życzyłabym sobie, aby Państwo trzymali kciuki za moje zdrowie.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X