Rozmowa

Po wywalczeniu slota na Hawaje zmieniła życie

#polskieHAWAJE Wywalczyła slota w Gdyni rok temu. Z tego powodu Magdalena Fast od stycznia wzięła roczny urlop i diametralnie zmieniła tryb życia z myślą o starcie na Hawajach.

Już coraz bardziej zbliżają się kultowe zawody na Hawajach. Jak przebiegają przygotowania do tych zawodów?
Slot na mistrzostwa świata był impulsem do zmian. Trzeba nazwać rzeczy po imieniu. To bardzo trudne zawody, mam niewielkie doświadczenie i bardzo odpowiedzialną pracę. Moim wielkim wsparciem jest mąż Grzegorz. To on zaproponował jak to nazwał „ ROK PRO “. Po 10 latach pracy na stanowisku kierownika apteki wynegocjowałam roczny urlop bezpłatny dla spełnienia tego sportowego marzenia. Od stycznia 2022 diametralnie zmieniłam tryb życia. Nie trenuje już nocami. Więcej śpię i pływam. Wprowadziłam zajęcia siłowe, mam czas dla rodziny i zyskałam komfort psychiczny. Głównym celem pierwszego kwartału były treningi na rowerze w trudnych i wymagających warunkach. Na zaproszenie Kacpra Adama ferie zimowe spędziłam z rodziną w Hiszpanii w Athei, raju dla kolarzy. W kwietniu byłam na najdłuższym prezencie gwiazdkowym od męża – 10 dniowym obozie triathlonCAMP na Majorce. W Wielkanoc na wyspie Krk już ostatecznie nauczyłam się jeździć w największym wietrze w pozycji czasowej. Od maja trenuję we Wrocławiu.

Na jakich zawodach udało się wywalczyć slota na Konę?
Premierowy pełny dystans Enea Ironman Gdynia w sierpniu 2021 okazał się tym wyjątkowo szczęśliwym debiutem.

Jak wspominasz zawody w Gdyni?
Zaskakująco nie mogłam się ich doczekać. Pod koniec kwietnia kolejny raz zmieniono datę wyścigu Ironman Klagenfurt, do którego cały czas się przygotowywałam i nie chciałam czekać kolejnego roku. Czułam się gotowa. Mąż, brat i bratowa już byli zapisani na Ironman Gdynia więc stwierdziłam, że logistycznie najlepiej i najłatwiej się do nich dopisać. I to chciałam zaznaczyć. Kto ma tak wyjątkową rodzinę gdzie na tych samych zawodach pełnego dystansu IM finiszuje ja z mężem i brat z żoną!!! Czterech Ironów w rodzinie. Dwie debiutantki, dwóch podwójnych.

Czy stresowałaś się czymś przed tamtym wyścigiem?
Przed samym startem bardzo martwiłam się deszczem bo trasa kolarska technicznie była trudna. W noc przed startem kazałam mężowi recytować specyfikację moich opon czy na pewno dadzą radę na mokrej nawierzchni. Rozmawiałam z trenerem, który był na miejscu, że przez pogodę za spokojnie pojadę rower a ten dał mi radę, która trzymała mnie cały wyścig : „Po prostu nie zwalniaj!”. Poszło super. Tym bardziej, że tak bałam się ewentualnej kary za drafting, że ciągle wyprzedzałam, żeby nie mierzyć na oko ciągle tych 12 metrów i się nie stresować. Ten wyścig nie wybacza niczego. Na biegu dokładnie po 26 km mój umysł powiedział do mnie: „Hej Magda, nigdy wcześniej nie przebiegłaś więcej, więc co będzie teraz?”. Rozładował mi się zegarek. Po 3 pętlach biegowych ani razu nie spotkałam kibicujących mi dzieci z rodzicami. Do tego rozbolała mnie mocno głowa i zaczęły lecieć łzy, że pewnie się zgubili albo coś im się stało. Zaczęłam iść. Dopiero na ostatnim okrążeniu brat mi krzyknął na nawrotce, że widział moje dzieci i wróciłam do biegu. Wszyscy szczęśliwie ukończyli.

Czy tegoroczny start będzie Twoim pierwszym na tej historycznej imprezie?
Oczywiście, że tak. Ja nawet nie zakładałam takiego scenariusza. Moja idolka, Julita Sikora podeszła do mnie po zawodach i powiedziała:” Dobrze Ci poszło. Masz 2 godziny, żeby zastanowić się czy chcesz jechać na Hawaje, przyjdź na rozdanie nagród”.

Z jak nastawioną głową pojedziesz na Hawaje?
Z dużą pokorą do wyjątkowo trudnych zawodów ale pełna wiary, że przekroczę linię mety. Nie bez powodu wynegocjowałam u pracodawcy roczny urlop bezpłatny, żeby się wzmocnić i dobrze przygotować. Slot w debiucie w trzecim roku trenowania przy 2 startach w sezonie? Enea Ironman Gdynia był moim zaledwie szóstym startem w życiu.

Przygotowujesz się pod Hawaje tylko od strony treningowej, czy próbujesz  czerpać jak najwięcej informacji o zawodach, trasie, czy panujących tam warunkach?
Bardzo cenię sobie relację i bezpośrednie doświadczenie. Rozmawiałam o wyścigu z Magdaleną Biskupską, Julitą Sikorą i małżeństwem Olimpią i Michałem Wojtyło. To nasi wrocławscy hawajscy mistrzowie ostatnich lat.

Czego się dowiedziałaś?
Bezpośrednie informację od wymienionych sportowców są dla mnie bezcennym wsparciem. Otrzymałam wiele ważnych wskazówek i uwag od logistyki, doboru sprzętu, planu wyjazdu po szczegóły trasy, warunków pogodowych i sposobu odżywiania na wyścigu.

Ile planujesz jeszcze startów przed Hawajami?

Kalendarz startowy ustaliłam już na początku roku:

– 26.03.2022 Półmaraton Ślężański,

– 29.03.2022-10.04.2022 Obóz Triathloncamp na Majorce,

– 4.04.2022 Bieg charytatywny Wrocław – Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si (kobietawbiegu.pl)

– 12.06.2022 Triathlon Mietków 1/4 IM,A

– 18.06.2022 Nocny Półmaraton Wrocław,

– 03.07.2022 Ironman Klagenfurt Austria,

– 07.08.2022 Ironman Gdynia 1/2 IM

I zrealizowałam plan. Aktualnie rozważam jeszcze jeden start przed wyjazdem – 04.09.2022 Ironman Poznań 1/2 IM. Co roku jesienią robię sobie sprawdzian formy w biegu na 10 km Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. BUMWRO na szczęście wraca po 2 latach do kalendarza imprez, ale w tym roku w jego terminie będę już na Hawajach. Polecam. Atmosfera jest wyjątkowa. Cała służba zdrowia się ściga i nie tylko. Można zdobyć tytuł najszybszego farmaceuty, lekarza, pielęgniarki, studenta. Pozdrawiam organizatorów i uczestników.

Jak oceniasz dotychczasowe starty w tym sezonie?
To był wspaniały pomysł żeby zapisać się na imprezy, od których zaczynałam. Nocny Półmaraton Wrocław i ¼ Triathlon Mietków gdzie po 3 latach wróciłam z pierwszym miejscem w kategorii wiekowej i jako 5 kobieta open. Dobrą decyzją było też przetarcie na Ironman Klagenfurt w lipcu tym bardziej, że był to ten pierwotny zaległy rodzinny start razem z mężem i jego bratem. Trzy Fasty na mecie. Mimo trudnych warunków było wspaniale. 7 sierpnia znowu odwiedziłam moją szczęśliwą Gdynię tym razem na dystansie 70.3 i jestem zadowolona ze startu. Czas z 2020 poprawiony o prawie 20 minut. Jest progres.

Czy masz określone oczekiwania względem startu na Hawajach?
Jestem bardzo ciekawa jak się odnajdę w tych warunkach klimatycznych. Nie zakładam ram czasowych.

Jak trafiłaś do triathlonu?
Po kilku latach nieustannego kibicowania mężowi i bratu, za namową znajomej dojrzałam do decyzji, że też chce się sprawdzić. Byłam uważnym obserwatorem na wielu zawodach, osłuchałam się, wiedziałam co i jak.

Jak wyglądały początki w tym sporcie?
Przebiegłam jeden półmaraton, nie umiałam pływać kraulem i nie lubiłam jeździć na moim jedynym miejskim rowerze. Koleżanka zaproponowała mi wspólne lekcje kraula, na które zabierałyśmy nasze dzieci. Termin był wymagający. Piątek godz. 21.00. Nie opuściłyśmy żadnej lekcji. Trener załatwił dodatkowego nauczyciela pływania dla naszej wspólnej czwórki pociech, po zajęciach w szatni od razu w piżamy, przekąski w aucie i prosto spać. Mąż zapisał mnie na wirtualny wyścig firmy Elite na 5 km w zaprzyjaźnionym sklepie triathlonowo-rowerowym Olimpius. Kacper Adam uczył mnie obsługi przerzutek przed startem. W takim debiucie wykręciłam 217 watów i chociaż wtedy nie bardzo rozumiałam, co się do mnie mówi – dostałam się do finału. Padła decyzja o zakupie roweru szosowego.

Jak wspominasz triathlonowy debiut w Mietkowie na 1/4 IM?
Było dość chłodno. Na etapie kolarskim krople deszczu kapały mi z kasku na okulary a z zimna nie umiałam zawiązać sznurowadeł przed biegiem. Pamiętam, że zagubiłam się w strefie zmian i nie wiedziałam, gdzie odstawić rower. Ścigałam się wtedy głównie ze szwagrem i innymi kolegami męża.

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Oddech w kraulu, jazda na lemondce, treningi zakładkowe, organizacja dnia, dolegliwości zdrowotne szczególnie po bieganiu.

Czym zafascynował Cię triathlon?
Przede wszystkim zafascynował mnie mąż w tym sporcie. Jego pierwszy wyścig IM w Barcelonie w 2018 był dla mnie przełomowy. Poczułam nie tylko, że chce z nim trenować i w taki sposób spędzać czas wolny ale, że chce się sprawdzić, czy ja też mogę być z żelaza. To spektakularna dyscyplina, gdzie można się wielokierunkowo rozwijać się w każdym wieku. Nawet jeśli nie miało się przeszłości sportowej. Ten aspekt wytrzymałości jest dla mnie imponujący i daje dużą satysfakcję na mecie. Dawno nie spotkałam się z tak ogromną serdecznością jak w gronie triathlonistów. Chciałam bardzo podziękować za rady i wsparcie i wspólne treningi wszystkim, którzy stanęli na mojej sportowej drodze amatora. Poza tym ta różnorodność dyscyplin. Co prawda mamy mało czasu na regenerację, ale w sytuacji przejściowych dolegliwości czy kontuzji zawsze można być aktywnym. Rozpływać podkręconą kostkę lub zmęczone mięśnie, dać odpocząć stawom kolanowym na rowerze, a biegać można zawsze i przy każdej pogodzie nawet jak wszystkie baseny są zamknięte.

Jaki był dla Ciebie najbardziej wymagający start do tej pory?
Ironman Klagenfurt 3 lipca tego roku. Dostałam to, czego potrzebowałam na Hawaje. Pływanie bez pianek, morderczy upał i spore górki na rowerze. Dostałam też coś, czego nie planowałam. Zgubiony na rowerze bidon z żelami wywrócił mój plan żywieniowy i gospodarkę elektrolitową na tyle, że na maratonie meta nie była dla mnie oczywista. Cieszę się, że ukończyłam wyścig.

Jak łączyłaś treningi z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi przed rocznym urlopem?
Rzeczywiście, triathlon przy długich dystansach jest wymagający w przygotowaniach. Znalezienie czasu było dużym wyzwaniem, ale udało się to zorganizować. Wszyscy w rodzinie trenujemy różne dyscypliny. W 50 % wykorzystujemy czas podczas treningów naszych dzieci. Planujemy każdy dzień. Sprawdzamy nasze plany i dostosowujemy do możliwości grafikowych. Ja wiozę syna na ponad 2 godzinne zajęcia ze wspinaczki i wtedy biegam, mąż wiezie córkę na tenisa i biega w pobliskim parku. W ostatnim roku szkolnym raz w tygodniu mieliśmy wszyscy wspólne lekcje doskonalenia kraula. Trenażer to super wynalazek – uniezależnia Cię od pogody i pory dnia. Początkowo trenowałam na nim, gdy dzieci poszły spać. Regularnie raz w tygodniu przyjeżdżała moja mama i przejmowała obowiązki. Na rodziców zawsze mogę liczyć. Weekendy najbardziej czasochłonne są długie wyjeżdżenia rowerowe. Wtedy dzielimy niedzielę na pół. Ja rano na rower, a dzieci mają czas wolny, mogą spać do woli a popołudniu nadrabiamy lekcje, uczymy się do sprawdzianów w tygodniu albo gramy w planszówki.

Zawodowo pracuję w aptece ogólnodostępnej w centrum miasta. Tu praca zmianowa to kolejna zaleta. Rano basen i na 9:00 na poranną zmianę, po pracy odbierałam dzieci z treningów, na które zawoził je mąż. Wieczorem bieganie lub rower za kanapą. W inne dni zawoziłam dzieci do szkoły, robiłam trening lub dwa i na popołudniowej zmianie w kontynuowałam budowanie wytrzymałości tysiącami kroków, szykując leki dla moich pacjentów.

W jakim okresie roku udaje Ci się wypracować najlepszą formę?
Najlepszą formę mam zawsze wczesną jesienią. Latem jest tak wcześnie jasno i ciepło, że można zrobić rower jeszcze przed pracą, są mniejsze korki w mieście, odpadają obowiązki szkolne, można razem pojechać nad jezioro, wieczorem jeszcze pobiegać. Dla rodziców dzieci w wieku szkolnym polecam starty na jesień.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
Aktualnie wszystko jest ukierunkowane pod start w październiku. To pytanie będzie zatem bardzo interesujące także dla mnie, jak wrócę z Hawajów.

Pod czyim okiem trenujesz?
Rejestracja na wyścig pełnego dystansu IM w Klagenfurcie na lipiec 2020 po dwóch startach na 1/4 to była poważna i zarazem szalona akcja. Miał startować tam mąż i jego brat, a ja bardzo im tego zazdrościłam. Miałam 6 miesięcy. Zastanawiałam się jak najlepiej się przygotować. Postanowiłam naradzić się z ludźmi mającymi doświadczenie w tej dziedzinie. Tym samym zaprosiłam na kawę Magdalenę Biskupską – Borczyk i jej męża Janisza. Omówiliśmy jakie mam możliwości w mojej sytuacji. Praca na pełen etat, dwójka dzieci i mąż pracujący w zmiennych ramach czasowych logistycznie przemawiały za indywidulanym planem treningowym. Padła propozycja – Maciej Chmura. Miałam obawy – Mistrz Polski i ja – Pani z apteki, bez doświadczenia w sporcie, po czterdziestce i mało czasu na przygotowanie. Pamiętam, że impulsem do tej odważnej decyzji były dla mnie nieprawdopodobne sukcesy prowadzonej przez niego Julity Sikory i wspaniałe przygotowanie mojego brata do debiutu w 2013 w Ironman Zurich. Z Maćkiem (Chmuracoaching) współpracujemy nieprzerwanie od stycznia 2020 do dziś.

Jak układa się dotychczasowa współpraca?
Nie jest łatwo trenować tak zajętą dziewczynę z mnóstwem blokujących przekonań. W moim planie na sezon co tydzień piszę, jakie mam możliwości czasowe i jeszcze dodatkowo ustalamy szczegóły. Trenuję praktycznie codziennie. Maciek potrafi zmotywować mnie do trudnych treningów. Niektóre z nich nazywam legendarnymi. Powtarzamy je do czasu aż w końcu je wykonam. Cenię sobie bardzo elastyczność i zaangażowanie trenera, gdy mój grafik tygodnia nieplanowo się zmienia. Dostosowuje mi na bieżąco trening do możliwości czasowych, zamienia, doradza, często uspokaja. Pamiętam, jak na moim wyjeździe do Karpacza pierwszy raz rozpisał mi treningi kolarskie z mapą na zegarek. Wyjeżdżałam z hotelu momentalnie na trasę, a jeden z nich składał się z czterech pętli z podjazdem na Przesiekę. Zadzwoniłam do trenera przerażona po pierwszej, czy naprawdę tak ma być. Usłyszałam, że jak zrobię dwie pętle, to będzie dobry trening, jak zrobię trzy, to będę mocna, a jak zrobię cztery to wyścig w Gdyni nawet mnie nie zmęczy. No to wiadomo, że zrobiłam cztery. Maciek przez cały rok organizuje tak zwane ustawki rowerowe „Pod Chmurką” na MTB, szosie lub czasówkach. To cenna wiedza praktyczna.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
To mój 4 sezon i średnia tygodniowa w tym roku razem z siłownią wynosi 14-15 godzin. Początkowo z Maćkiem zaczynałam od 8.

Co byś poradziła innym amatorom, którzy mają problem z łączeniem obowiązków ze sportem?
W pierwszych miesiącach nazywano mnie „ Pani tabelka”. Plan treningowy musiał być zrealizowany za wszelką cenę i pod linijkę bo bałam się, że inaczej nie pójdą mi zawody za pół roku. Żałuję tych stresów. Żałuję tych napięć. Czasami zwyczajnie grafik nas pokonuje i zamiast nadrabiać dwa dni treningowe w jednym lub siadać na trenażer o 22.00 warto się zregenerować i pójść spać. Z czasem nabrałam zaufania, że forma tak dramatycznie nie spada jak coś wpada albo się zmienia a sumarycznie zyskujemy ogólnym spokojem bo sprawy rodzinne i zawodowe nie mają zaległości. Jednocześnie nauczyłam się jeszcze lepszej organizacji dnia.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Marzenie jest z wysokiej półki. Chcę przeżyć „ run through the tape”. Nazwisko zobowiązuje (śmiech).

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X