Rozmowa

Magda Warzybok: Kona to inny wymiar wyzwania

Kilka lat temu była na Hawaje w roli kibica. W tym roku stanęła  na starcie. Ukończyła najważniejsze zawody w triathlonowym świecie z czasem 11:57:33. W ten sposób zrealizowała cel. Wystartować w 2019 roku w trzech kultowych zawodach: Nice – Roth – Kona. O wrażeniach, aklimatyzacji i zmaganiach Magda Warzybok opowiada w rozmowie z TriathlonLife.pl.

Co było dla Ciebie najpiękniejszym momentem podczas mistrzostw na Hawajach?

Mogłoby się wydawać, że przekroczenie linii mety. Ale nie. Najpiękniejsze było  kibicowanie do późnych godzin nocnych ostatnim zawodnikom.

Co jest w tym wyjątkowego?

Po zmroku finishline zamieniał się w jedną wielką imprezę. Przychodzą zwycięzcy i wręczają medale. W tle leci muzyka. Kibice i finisherzy w koralach tańczą oraz biją brawa. Razem z Mike Reilly i Paulem Kay krzyczą „You are an Ironman” zawodnikom grubo po 70-tce.

Czy był jakiś moment, który zapadł Ci szczególnie w pamięci?

Pięć minut przed zamknięciem mety puszczono utwór Bon Jovi, Livin on a prayer. Wtedy  setki osób śpiewało „”we’ve got to hold on to what we’ve got, It doesn’t make a difference if we’ll make it or not” (Musimy trzymać się tego, co mamy. Nie ma znaczenia, czy to zrobimy, czy nie” – dop. red.)

Wróćmy do początku. Na ile dni przed zawodami pojawiłaś się na Hawajach?

Na Hawaje przylecieliśmy dziewięć dni przed zawodami. Dokładnie to było w środę drugiego  października późnym wieczorem. Kona to jest moje ukochane lotnisko na świecie.  Powoduje to obecność kilku open air gate’ów. Kolorytu dodaje hawajska muzyka, palmy i klimat Aloha. Wyjście z samolotu, w wilgotne i upalne powietrze było niesamowitym przeżyciem.

Magda Warzybok

Zobacz też:

Ania Lechowicz jest najszybszą Polką na Hawajach


Czy proces aklimatyzacji przebiegł bez zarzutu?

Przebiegał dość dobrze. Przez te dziewięć dni przed zawodami pogoda każdego dnia była trochę inna. Pojawiał się duży wiatr, silne słońce i mocne zachmurzenie. Mieliśmy okazję doświadczyć różnych warunków pogodowych, które występują na Big Island.

Jak się czułaś w tych zmieniających się warunkach atmosferycznych?

Dość dobrze. Choć organizm w jet lagu na ciągłej adrenalinie spowodowanej wielością atrakcji, jest trudny do odczytania. 12 godzin różnicy sprawia, że czujemy się oraz śpimy inaczej. Do tego zmienia się odczuwanie wysiłku. Trudno mi powiedzieć, czy to było u mnie optymalne.

Co jest ważne, aby aklimatyzacja na Hawajach przebiegła prawidłowo?

Ważne jest to, żeby przylecieć na wyspę tak wcześnie, jak to możliwe. W ten sposób dajemy  sobie czas na spokojną adaptację. Wielu zawodników PRO, jak np. Sebastian Kienle poleciało na Hawaje praktycznie prosto z Nicei. Spędzili ten czas na aklimatyzacji i treningach na Maui. Jeśli jednak nie jesteśmy Sebastianem lub Janem, to warto po przylocie na wyspę po prostu zachowywać umiar. Unikajcie słońca i nie testujcie się na treningach. Lepiej jest odpoczywać w nieprzesadnie rozkręconej klimatyzacji.

Co jest największym wyzwaniem podczas aklimatyzacji?

Największym wyzwaniem jest dawkowanie sobie atrakcji. Kona kusi setkami imprez i  spotkań.

Magda Warzybok

Czytaj też:

IRONMAN. Pogryziony przez psa tuż przed startem


Na przykład?

Slowtwich party, AWA Gold breakfast, Underpants run, Coffee Boat, Expo, spotkania z prosami, spotkania z legendami Ironmana, bankiety powitalne, śniadania w Lava Java… Można długo wymieniać. Jednak trudniej jest zachować zdrowy rozsądek i dobrze wypośrodkować odpoczynek z przyjemnością czerpania z tego, że na tydzień znajdujemy się w centrum triathlonowego świata.

W jaki sposób patrzysz na start na MŚ Hawaje?

Patrzę na niego z dwóch perspektyw. Z lotu ptaka patrząc na to, że od mojego pierwszego Ironmana zaraz po wypadku, przez drugi start i kwalifikacje, trzeci start w Roth minęło tylko 15 miesięcy. Wciąż nie mogę uwierzyć, że miałam to ogromne wyróżnienie i możliwość doświadczenia na własnej skórze przeżycie piękna i brutalności Kony. Natomiast punktowo oceniając sam start na MŚ, to sportowo nie jestem zadowolona.

Dlaczego?

Nie miałam konkretnych założeń. Chciałam wystartować na tyle ostrożnie, żeby je po prostu ukończyć. Sam wynik mnie nie cieszy. Jednak Kona to jest Kona. Tutaj powstają i brutalnie umierają największe marzenia. To są zawody z najmniejszą przewidywalnością wyników. To sprawia, że one są okrutne i piękne. Stąd płynie ich cała magia.

Będąc w Kona kilka lat temu w roli kibica spodziewałaś się, że tam wrócisz, ale jako zawodniczka?

Cztery lata temu na Hawajach kibicowałam Oldze Kowalskiej i Michałowi Podsiadłowskiemu. Nie myślałam, że kiedykolwiek stanę po drugiej stronie. Wydawało mnie  się to niewyobrażalnie ciężkie. Rzeczywistość zawodów dorosła do moich wspomnień. Trudno to w zasadzie wytłumaczyć osobom, które tego nie przeżyły na własnej skórze, ale Kona to inny wymiar wyzwania.

Jak czułaś się na linii startu?

Jak zupełny debiutant. Nie robiłam czwartego Ironmana, tylko pierwszego Ironmana na Konie.

Magda Warzybok

Sprawdż także:

Marcin Pacholak: Często zapominamy, aby cieszyć się startem


Jakie miałaś marzenia przed startem?

Przed startem miałam dwa marzenia. Chciałam dobiec do ogromnego Banyan Tree i złapać tam polską flagę, a potem wbiec z nią na metę. Dążyłam do tego, żeby wrócić nie tylko z medalem, ale też z hawajskimi koralami, które dostajemy na mecie. Udało się. Po przekroczeniu mety już niewiele pamiętam.

Czy ten start był spełnieniem marzeń?

Nie był spełnieniem marzeń. Slot na Konę w zeszłym roku zaskoczył mnie. Pojawił się dużo wcześniej, niż zaczęłam o tym marzyć. Wcześniej cały czas mówiłam, że nigdy tam nie pojadę. Bo to jest niewyobrażalnie ciężkie.

Patrząc na cały sezon oraz przebieg przygotowawczy jesteś zadowolona ze startu, czy mogło być jeszcze lepiej?

W tej konfiguracji obciążeń, jakie miałam w dużej dawce przez ostatnie 15 miesięcy, pewnie nie mogło być dużo lepiej. Miałam wspaniały triathlonowo czas. Zrealizowałam projekt epic races in epic places (epicki wyścig, w epickim miejscu – dop. red.), ale mój organizm na finiszu przygotowań już trochę odmówiał współpracy. Po Mistrzostwach Świata na połówce, pełnym, starcie w kultowym Roth trudno wymyśleć bardziej ekscytujące wyzwania. A tak to zamiast zastanawiać się „jak żyć” mam pewne poczucie pozytywnego niedosytu.

Czego Cię nauczył ten występ na MŚ na Hawajach?

Na Hawajach w wielu miejscach: znakach, plakatach widnieje hasło „Attitude – Gratitude”.  Ta wdzięczność została ze mną.

Magda Warzybok

Przeczytaj też:

Julita Sikora: Organizacja MŚ na Hawajach perfekcyjna


Czy zrealizowałaś wszystkie cele sezonowe?

Tak. Chciałam zdobyć slota na MŚ 70.3, zrobić dobry wynik na połówce i ukończyć trzy kultowe zawody Nicea – Roth – Kona. Wszystko to zamierzałam zrealizować bez kontuzji.  Jednocześnie uważałam, żeby nie zaniedbać pracy zawodowej i życia prywatnego.

Teraz planujesz przerwę, czy już zaczynasz przygotowania do kolejnego sezonu startowego?

Teraz przyszedł czas na dłuższy odpoczynek. Zamierzam dać sobie tyle czasu, aż poczuję, że jestem gotowa. Nigdzie mi się nie spieszy.

Gdzie będziesz przygotowywać się do kolejnego sezonu?

Zazwyczaj w lutym staram się uciec na chwilę do słońca. Tak będzie też w przyszłym sezonie. A potem zobaczymy. W moim przypadku trening na obozie, bez obciążenia obowiązkami zawodowymi, pozwala mi na jakościowo i skokowo lepszy trening. Gdy tylko będę mogła, to z tego korzystam.

Czy wykreowały się już cele następny sezon?

Kreują się już miejsca, w których wystartuję. Mam w sobie sportowy apetyt, ale jeszcze więcej, niż do tej pory spokoju i cierpliwości. Czuję, że nic już nie muszę, a wszystko mogę.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X