Rozmowa

Lucyna Śliż przyznaje, że triathlon nie raz był powodem kłótni, ale…

Zajmuje się triathlonem od trzech lat. W tej sportowej przygodzie dużą rolę odegrały przypadek oraz impuls. W tym roku “niechcący” wywalczyła slota na Hawaje. O tym jak to się stało i jaką rolę w jej życiu odgrywa triathlon, praca i rodzina opowiada w rozmowie TriathlonLife.pl

Jak wyglądały Twoje początki z triathlonem?

Trzy lata temu postanowiłam zrobić pierwszy raz dystans 1/2IM z okazji 40 urodzin. To była spontaniczna decyzja. Dlatego zapisałam się do Kuźni Triathlonu. Przez prawie rok przygotowywałam się do pierwszych zawodów. Uczęszczałam na grupowe zajęcia.

Ile było jednostek treningowych tygodniowo?

Miałam dwa razy w tygodniu treningi: na basenie i biegowe. W zimie mieliśmy 1-2 treningi na trenażerach w klubie. Wówczas były też treningi spinningowe. Więc wychodziło sześć treningów tygodniowo. 

Na jakich zawodach zadebiutowałaś?

Zadebiutowałam w Piasecznie na 1/8IM. Moją największą obawą był sam start. To był dla mnie duży stres. Może to było spowodowane faktem, że w dzieciństwie nie lubiłam rywalizacji. W Piasecznie przeżyłam pierwszą „pralkę”. Na pływaniu zostałam skopana. W tym wąskim akwenie jest trudno znaleźć odpowiedni tor. Prawie cały etap pływacki pokonałam żabką. Nie umiałam złapać rytmu. To pierwsze pływanie było dla mnie traumatycznym przeżyciem. Jednak potem poszło mi lepiej na rowerze i biegu. Ostatecznie wygrałam kategorię wiekową.

Lucyna Śliż

Zobacz też:

Adam Nizio: To było niesamowite przeżycie


Czy po tamtych zawodach nabrałaś ochoty do kolejnych startów?

Wręcz przeciwnie. Myślałam, że już nie wystąpię.

Kiedy w końcu udało Ci się zadebiutować na 1/2IM?

W tym roku, w Boulder. Ten start był połączony z rodzinnymi wakacjami.

Czy przed debiutem znałaś triathlon?

Tak, mój brat wystartował w Borównie na 1/2IM. Było to 10 lat temu. Potem próbował pokonać pełny dystans. Ja z całą rodziną pojechałam tam, żeby mu kibicować. W tamtym czasie byłam na etapie rodzenia dzieci i nie myślałam o żadnym wysiłku fizycznym.

Czy na początku przygody z triathlonem mogłaś liczyć na jakieś wskazówki od brata?

Szczerze mówiąc to nie. Powodem było to, że mój brat zawsze trenował sam. Wywodził się z biegania. Nie traktował triathlonu, jako docelowego sportu. Kiedy zapisałam się do klubu, to byłam otoczona osobami, które żyły tym triathlonem. Jednak zawsze podczas rozmów telefonicznych rozmawiałam z bratem o sporcie i treningu. Pierwsze takie informacje czerpałam z klubu.

Czy ktoś szczególnie pomógł Ci na początku?

Pomagał mi klub. Nie było konkretnej osoby, która wzięła mnie pod skrzydła. Jednak najwięcej przerobiłam sama. Obserwowałam reakcje organizmu podczas treningów, obozów oraz na zawodach. To wszystko mnie kształtowało.

Wywodzisz się z jakiegoś sportu, czy triathlon jest takim Twoim pierwszym poważnym kontaktem z aktywnością fizyczną?

Nigdy nie trenowałam pływania, jazdy na rowerze oraz biegania, czy też innego sportu w klubie. Kiedy chodziłam do liceum, to przez cztery lata byłam członkiem klubu tańca towarzyskiego. Wtedy systematycznie jeździłam na obozy i trenowałam. Jednak to nie miało nic wspólnego z triathlonem.

Lucyna Śliż

Czytaj też:

Magda Warzybok: Kona to inny wymiar wyzwania


Która z płaszczyzn sprawiała Ci najwięcej problemów na początku przygody z triathlonem?

Miałam jedną taką niespodziewaną sytuację w strefie zmian w tym sezonie. Podczas jednych zawodów zapomniałam, jaki mam numer startowy. Dlatego nie mogłam znaleźć odpowiedniego stanowiska. To było dla mnie bardzo upokarzające. To był chyba efekt zmęczenia. Jednak najwięcej problemów sprawia mi pływanie. Cały czas mam problemy w tej płaszczyźnie. Może kiedyś odkryję sposób na szybsze pływanie. Choć obecnie jest to dla mnie nadal zagadką.

W jaki sposób udaje Ci się połączyć wymagającą pracę, obowiązki rodzinne, treningi i zawody?

O tym aspekcie triathlonu można by było napisać książkę. Przy próbie godzenia wszystkich obowiązków ciągle pojawiają się problemy do rozwiązania. Na pewno logistyka nie jest prosta. Pracując w korporacji, muszę być w biurze, wyjeżdżać na targi oraz wyjazdy zagraniczne. Tego nie da się uniknąć. Mam męża oraz dwie córki. Jedna ma 9, a druga 12 lat. To nie jest łatwe do pogodzenia.

Lucyna Śliż

Zajrzyj do:

IRONMAN. Pogryziony przez psa tuż przed startem


Więc jak przygotowując się np. do pełnego dystansu, można próbować wszystko połączyć?

Moim zdaniem przygotowania do pełnego IM są najbardziej czasochłonne. Dlatego trzeba 1-2 lata wcześniej ustalić, jakie są możliwości czasowe oraz rola rodziny podczas tego rytmu przygotowawczego. Nie wyobrażam sobie bycia w takim reżimie treningowym kilka lat. Bo w takich wypadkach najbardziej cierpi rodzina, bo nie ma po prostu czasu na bycie ze sobą.

Czy w przypadku przygotowań do MŚ na Hawajach było podobnie?

Niestety tak, ale ten rok był optymalny, aby taki sposób życia był akceptowalny przez rodzinę. Mimo wszystko udało się wszystko pogodzić, ale było to męczące oraz obciążające psychicznie.

Jak rodzina wytrzymuje Twoją przygodę z triathlonem?

Nie raz triathlon był przedmiotem rodzinnych kłótni. Zdarzały się różne problematyczne sytuacje. Jednak dzięki silnej miłości w rodzinie udało nam się to wszystko przetrwać. Oczywiście też za pomocą jasnych zasad i regulacji np. ile trwać będzie taki reżim treningowy i jak dokładnie będzie on wyglądał.

Czy rodzina próbowała sił w triathlonie?

Córki biorą udział w zawodach towarzyszących. Najczęściej to są  biegi. Starsza córeczka Zosia brała udział w zawodach duathlonowych w Sierakowie oraz w aquathlonie w Suszu. Rodzina towarzyszy mi na większości zawodów. Jestem ogromnie wdzięczna mojemu mężowi, bo on zajmuje się wszelkimi sprawami logistycznymi. Każdy wyjazd na zawody jest podporządkowany mi.

Twoje córki uczestniczą w imprezach towarzyszących, a mąż spróbował sił w triathlonie?

Stwierdził, że nie chce bawić się w ten sport. Żałuje tego, bo jest wiele małżeństw, które razem startują. Wówczas to jest większa radość współdzielenie pasji z małżonkiem. Jednak Piotr świadomie unika triathlonu. Nigdy jednak nie jest za późno. Jeszcze jest wiele kategorii wiekowych przed nami.   

Lucyna Śliż

Przeczytaj też:

Marcin Pacholak: Często zapominamy, aby cieszyć się startem


Gdzie zdobyłaś slota na tegoroczne MŚ Hawaje?

Wywalczyłam slota na zawodach w Mont-Tremblant w Kanadzie.

Dlaczego zdecydowałaś się na udział w tamtych zawodach?

Bo bardzo lubię jeździć na rowerze po górach. Dlatego szukałam takiego miejsca. Kolejnym warunkiem było połączenie tego wyjazdu na zawody z wakacjami. Po poszukiwaniach Mont-Tremblant okazał się najlepszym miejsce. Jestem bardzo zadowolona z tamtych zawodów.

Na którym miejscu skończyłaś zawody?

Na czwartym miejscu w kategorii wiekowej.

Jak przebiegał start?

Wyszłam bardzo późno z wody. Jednak byłam już na drugiej pozycji na rowerze. Z biegu też byłam umiarkowanie zadowolona. Te zawody odbywały się 18 sierpnia. To był mój pierwszy udział w Ironmanie.

Czyli tym samym osiągnęłaś cel na ten sezon?

Tak, bo chciałam w tym roku zadebiutować na IM. Tym bardziej nie nastawiałam się na slota na Hawaje. Nawet o tym nie myślałam.

Jak wyglądało rozdanie slotów w Twojej kategorii?

Pierwsza zawodniczka przyjęła. Druga się nie zgłosiła, a trzecia zrezygnowała. Wtedy nagle padło moje nazwisko. Wtedy zapytałam się męża, czy jedziemy. Pod wpływem emocji wyraził zgodę, choć wtedy nie powiedziałam mu, z jakimi wydatkami wiąże się ten wyjazd. Dopiero po pewnym czasie wszystkiego się dowiedział. Ta moja historia pokazuję, że wszystko jest możliwe.

Lucyna Śliż

Sprawdź także:

Borowik: Warunki w Kona były trudniejsze niż w zeszłym roku


Miałaś mało czasu po wywalczeniu slota na treningi do wyjazdu na Hawaje. Jak wyglądały przygotowania?

Wrzesień to jest bardzo intensywny czas w mojej branży, jaką są nieruchomości. Do tego wtedy rozpoczynał się rok szkolny córek. Z tych powodów miałam bardzo mało czasu na dodatkowe treningi. Okres wakacyjny umożliwił mi dłuższe trenowanie. Od początku września do wyjazdu na MŚ Hawaje, to poza basenem i sporadycznymi biegami nie miałam możliwości jazdy na rowerze. Po prostu nie nadążałam fizycznie z robieniem jednostek treningowych przy ogromnej intensywności innych obowiązków.

Więc przede wszystkim, jakich treningów zabrakło?

Zabrakło przeprowadzenia długich treningów rowerowych, a to jest podstawa przy długich dystansach.

Nad czym się skupiałaś podczas tych bardzo krótkich przygotowań do MŚ Hawaje?

Po prostu starałam się podtrzymać wypracowaną przez cały rok formę. Tylko to mogłam zrobić. Nie miałam ambitnych planów, bo zdawałam sobie sprawę z sytuacji i ówczesnych możliwości.

Kiedy dotarłaś na miejsce zawodów?

Dolecieliśmy całą rodziną po 35 godzinach lotu na pięć dni przed zawodami.

W jaki sposób spędziłaś ten czas do zawodów?

Trochę zwiedzaliśmy. Próbowałam też się zaaklimatyzować do panujących warunków. Już przed zawodami to były sprawy logistyczne oraz bankiety i przywitanie zawodników przygotowane przez organizatora.

Lucyna Śliż

Czytaj także:

Julita Sikora: Organizacja MŚ na Hawajach perfekcyjna


Czy miałaś jakieś problemy na trasie?

Etap pływackie wyszedł dobrze. Choć jedna z zawodniczek zrzuciła mi okularki, ale szybko założyłam je z powrotem. Fale były ogromne. Pokonywanie ich wzmagało zmęczenie. Na trasie rowerowej trochę zaniedbałam schładzanie organizmu. Doznałam przegrzania słonecznego. Kręciło mi się w głowie. Wtedy wolontariuszki w namiocie dały mi zimny ręcznik na głowę i szyję. Podawały lód i wodę. Wiedziały, co mają robić, abym mogła rozpocząć bieg. Do tego na rowerze wiał mocny gorący wiatr. Podczas wyścigu rozbolała mnie głowa. Niestety, nie miałam przy sobie żadnych środków przeciwbólowych. Mimo wszystko starałam się przyjmować picie i jedzenie. Jednak czułam, że słabnę.    

Jak się czułaś po przekroczeniu linii mety?

Po zakończeniu wyścigu nie czułam się dobrze. Miałam dreszcze. Były widoczne objawy lekkiego udaru słonecznego. Takiego stanu doświadczyłam pierwszy raz w życiu. Wcześniej poza bólem mięśni nóg nie miałam takiej reakcji organizmu.

Czy byłaś zadowolona ze startu?

Wbiegałam na metę, kiedy było ciemno. To też było nowym doświadczeniem. Oprócz złego samopoczucia, czuła zadowolenie oraz ulgę. Byłam też szczęśliwa, że ukończyłam ten wyścig. Miałam okazję poznać wielu wspaniałych polskich sportowców, których nie znam na co dzień. Poznałam smak Hawajów. Jednak z drugiej strony miałam mały niedosyt. Towarzyszyło mi uczucie, że mogłam pewne rzeczy zrobić lepiej, ale dostałam wiele wspaniałych emocji, doświadczeń. Finalnie to jest najważniejsze.

Lucyna Śliż

Zobacz także:

Jakub Kimmer: Obawiam się wywalczenia slota na Hawaje 2020


Kiedy wracasz do treningów przed kolejnym sezonem?

Teraz w listopadzie wracam na basen. Zaczynam też treningi na trenażerze. W tym roku przygotowań nie będę się zmuszać na siłę do treningów. Myślę, że to będzie trwać przez pierwsze 1-2 miesiące. Kiedy organizm będzie bardzo zmęczony, to zamierzam wtedy odpocząć. Mimo wszystko nie da się żyć bez sportu.         

Czy dla Ciebie sport jest takim nałogiem?

Można tak powiedzieć. To jest forma uzależnienia. Daje szczęście i energię do działania. Sport pozwala mi działać. Więc nie da się od niego uciec.

Na jakich dystansach będziesz startować w kolejnym sezonie?

Myślę, że będzie to głównie 1/2IM. Na pewno robię przerwę od pełnego dystansu.

Nadal będziesz trenować w klubie Kuźnia Triathlonu?

Tak, będę trenować na pewno w klubie. Planowane jest zgrupowanie w marcu na Cyprze. Od kiedy rozpoczęłam przygodę z triathlonem, to zawsze jadę na te marcowe wyjazdy. One są nieocenione. W międzyczasie są organizowane różne wyjazdy weekendowe. Jeszcze nie wiem, w których będę uczestniczyć.

W których zawodach będziesz chciała na pewno wystartować w sezonie 2020?

Na pewno będę chciała wystartować na 1/2IM w Gdyni. Zastanawiam się nad udziałem w wyścigu kolarskim Tatra Road Race i Tatramanie, który odbywa się pod koniec sierpnia.  Oprócz tego nie zaplanowałam jeszcze wszystkiego do końca.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X