Rozmowa

Jest w triathlonie drugi rok i została mistrzynią Europy

Ostatnie tygodnie są niesamowite dla Moniki Szorek-Heitzman. W tym czasie została Mistrzynią Europy oraz Mistrzynią Polski AG. Choć to jest dopiero jej drugi sezon w tri.

Gdybyś ktoś Ci powiedział na początku przygody z triathlonem, że za dwa lata zostaniesz Mistrzynią Polski w kategorii wiekowej oraz Mistrzynią Europy w kategorii K35, to jakbyś zareagowała?
Na początku przygody, po pierwszym starcie, usłyszałam od męża, że drzemie we mnie ogromny potencjał i zdobycie Mistrzostwa Polski w kategorii wiekowej jest w moim zasięgu. Być może dzięki temu jestem tu, gdzie jestem, ponieważ ta myśl zagnieździła mi się w głowie. Chciałam udowodnić przede wszystkim sobie, że naprawdę mnie na to stać i poniekąd stało się to moim cichym marzeniem. Jednak przez głowę nie przeszła mi nawet myśl o Mistrzostwie Europy. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że można otrzymać kwalifikacje na zawody tej rangi.

Czy patrząc na dotychczasowe treningi oraz starty, sama spodziewałabyś się takich sukcesów?
Pod koniec pierwszego sezonu miałam świadomość tego, że jestem mocna w tym, co robię, a minęło tylko 10 miesięcy od momentu rozpoczęcia treningów. Usłyszałam też kilka razy, że mam jeszcze duży zapas, że mogę więcej. Więc miałam świadomość, że jeżeli przepracuję dobrze okres zimowy mogę być jeszcze lepsza. Czy spodziewałam się, że w tym sezonie poprawię zeszłoroczne wyniki? Po cichu tak, wiedziałam, ile wysiłku włożyłam w przygotowania, ale szczerze nie spodziewałam się, że wywalczę tytuły Mistrzyni Polski i Mistrzyni Europy.

Zacznijmy od ME w Olsztynie. Z jakim nastawieniem podchodziłaś do tamtego startu?
Dla mnie samo otrzymanie możliwości bycia tam i wystąpienia w stroju kadry narodowej było już wielkim przeżyciem. Podchodziłam do startu jako do cudownej przygody. Jednak dzień przed startem sparaliżował mnie strach. Myślę, że głównym powodem była pogoda.

Jakie wrażenie na Tobie zrobiła cała otoczka mistrzostw Europy?
To były moje pierwsze zawody tej rangi. Dlatego zrobiły na mnie ogromne wrażenie, tym bardziej że dzień/dwa dni wcześniej mogłam zobaczyć zmagania najlepszych europejskich zawodników Elity, U23 i Juniorów, jak również paratriathlonistów. Olsztyn jest idealnym miejscem na tego typu zawody.

Jak wyglądał sam wyścig z Twojej perspektywy?
W trakcie całego wyścigu ani przez moment nie poczułam zwątpienia, czy braku sił. Pierwszy raz płynęło mi się bardzo dobrze, a było to dopiero moje drugie 1500 metrów w karierze wyścigów triatlonowych. Może to zasługa temperatury wody, która okazała się ostatecznie dla mnie idealna. Trasa rowerowa została dobrze przygotowana, z dwoma podjazdami na pętli, nie sprawiła mi większych trudności. Dlatego nie jestem pewna, czy dałam z siebie wszystko. Po zejściu z roweru od publiczności otrzymałam informację, że jestem pierwsza w  kategorii. Więc biegłam dalej własnym tempem ok. 4min/1km prosto do mety, powstrzymując się od płaczu z radości.

Pogoda Was nie rozpieszczała. Jak odnajdywałaś się w tamtych warunkach atmosferycznych?
W Krakowie wsiadałam do pociągu w krótkim rękawku, a w Olsztynie zastała mnie  temperatura 10 stopni Celsjusza i deszcz. Starałam się uśmiechać i myśleć pozytywnie przez cały czas.  Jednak było to dosyć trudne, mając na sobie puchową kurtkę i czapkę. Kumulacja złej pogody nastąpiła w sobotę. Nie ukrywam, że w sobotę wieczorem zwątpiłam w siebie. Po policzkach płynęły mi łzy i głośno powiedziałam, że nie dam rady. Z takim nastawieniem pojawiłam się na starcie, a moim głównym celem było dobiegnięcie do mety nie jako ostatnia w kategorii. Prawdę mówiąc, zupełnie nie wiedziałam, na co mogę liczyć przed startem. Ostatecznie okazało się, że ani przez moment nie poczułam zimna. Nawet ulewa, która zastała nas w trakcie wyścigu, nie stanowiła dla mnie problemu, a sprawiła, że miałam jeszcze większą wolę walki.

Co czułaś, wbiegając na metę?
To samo niesamowite uczucie, które poczułam, przekraczając pierwszy raz metę zawodów triathlonowych, które sprawiło, że zakochałam się w tym sporcie. Tylko teraz poczułam je ze zwiększoną mocą.

Czy przez te kilka dni między ME w Olsztynie a MP w Rzeszowie udało się w pełni zregenerować?
Myślę, że nie. Razem z trenerem staraliśmy złapać świeżość, na ile to możliwe.

Czy ten sukces w Olsztynie był takim dodatkowym kopem motywacyjnym przed startem w Rzeszowie?
Myślę, że ogromnym, jak stwierdził mój bratanek „Moniu, jak można być Mistrzem Europy, a nie być Mistrzem Polski?”

Jak oceniasz start w mistrzostwach Polski?
Był startem wymagającym, mimo że był to tylko sprint, ale taki jest triathlon. Co do samego wyniku, spodziewałam się uzyskać lepszy, bo wiem, że stać mnie jeszcze na więcej, szczególnie na pięć kilometrów biegu.

Co jeszcze Cię czeka w tym sezonie?
Pod koniec czerwca startuję na Mistrzostwach Świata AG w Montrealu na dystansie sprint.

Jak będą wyglądać Twoje przygotowania do tego najważniejszego startu w sezonie?
Czasu do tego startu nie mam już za wiele, bo zostały zaledwie dwa tygodnie. Myślę, że przygotowywałam się do niego przez cały okres treningowy po zakończeniu zeszłego sezonu.

Jesteś w triathlonie drugi sezon. Co Cię przyciągnęło do tego sportu?
Wydaje mi się, że gdyby nie pandemia, nie było by mnie tu. Jestem osobą, która w DNA ma wpisany ruch. Nie lubię nudy, siedzenia w jednym miejscu, kocham podróżować. W trakcie pierwszego lock-downu, aby nie zwariować, bardzo dużo biegałam. Ze względów bezpieczeństwa, rezygnowałam z zajęć na siłowni, ale poczułam, że siadają mi kolana. Postanowiłam zakupić rower szosowy, aby odciążyć trochę kolana i urozmaicić aktywność. Po miesiącu pierwszych prób jazdy na szosie, rower okazał się rowerem TT. Pomyślałam – biegam, mam rower TT, utrzymuję się na wodzie, może wystartuję w triathlonie. I tak rozpoczęła się moja przygoda z tym sportem.

Czy przed tri miałaś styczność ze sportem?
Miałam styczność ze sportem od najmłodszych lat, ale nigdy nie trenowałam nic wyczynowo. Zawsze lubiłam biegać i byłam w tym dość dobra. Od 20 roku życia bieganie, siłownia, crossfit i sezonowo narty stały się sposobem na utrzymanie zdrowia i ładnej sylwetki.

Pod czyim okiem trenujesz?
Mateusza Raka. Do Mateusza trafiłam całkiem przypadkowo.

Jak układa się ta współpraca?
Współpraca układa się bardzo dobrze. Choć jeszcze cały czas się poznajemy i docieramy. Mateusz jest bardzo konkretnym trenerem i ja też staram się taka być. Podchodzi do Nas – całej grupy – bardzo indywidualnie, każdy z nas ma przecież inne cele i startujemy na różnych dystansach. Czuję, że zależy mu na nas. Rozpoczynając współpracę z Mateuszem, przyszłam do niego z konkretnym planem. Więc wiedzieliśmy, na czym się skupić. Na dystansach krótkich – sprint i olimpijka. Bardzo cenię współpracę z Mateuszem, przede wszystkim za jego podejście i świadomość tego, że triathlon jest dla mnie pasją, która ma przynosić mi radość obok życia codziennego, a nie być jego głównym celem. Mateusz bardzo często podkreśla:

„Najważniejsze w tym wszystkim jest, żebyś czerpała radość z tego wszystkiego”.

Przeczytaj również: Trening kobiety w triathlonie

Z czym miałaś na początku największe problemy w triathlonie?
Zdecydowanie z pływaniem. Gdy wypowiadałam głośno, „będę startować w TRI”, minęło, myślę, z 20 lat od mojej ostatniej wizyty na pływalni. Po tych 20 latach, przepłynięcie 25m stanowiło dla mnie ogromny wysiłek, a pierwsze wizyty w jeziorze, były lekcjami radzenia sobie z atakami paniki, a nie treningiem pływackim.

W jaki sposób udaje się łączyć wszystkie obowiązki, życia codziennego i sport?
Nauczyłam się dobrze planować dzień. Staram się, jeżeli jest to możliwe, wykonać pierwszą jednostkę treningową jeszcze przed rozpoczęciem pracy. Wykonuję zawodowo pracę w trybie siedzącym przed komputerem, więc zupełnie odbiega ona od mojej pasji. Jednak zaczęłam ją traktować jako element całej tej układanki triathlonowej, jest to czas regeneracji przed, często drugą, jednostką treningową. Zdarzają się oczywiście dni, kiedy dzień wcześniej, muszę usiąść z kartką i długopisem i rozpisać plan następnego dnia co do minuty. Jednak życie w ciągłym biegu, to jest to, co lubię!

Czego do tej pory nauczył Cię triathlon?
Tego, że ciężką pracą i wytrwałością, można osiągnąć to, czego pragniemy i o czym marzymy. I że życie z pasją jest bardziej wartościowe. Daje wiele więcej radości oraz motywacji do działania w codziennym życiu!

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Moim marzeniem na początku przygody z triathlonem było stanąć na podium mistrzostw Polski. Stanęłam i to nie tylko na podium, ale na najwyższym jego stopniu. Zdobyłam również mistrzostwo Europy w AG. Czy można mieć jeszcze jakieś marzenia? Być mistrzem świata? Jednak od początku moim marzeniem jest udział w Alpe d’Huez Triathlon, gdzie do pokonania jest 13 kilometrowy podjazd, ze średnim nachyleniem ponad 8%. Dlatego muszę wykonać jeszcze dużo pracy na rowerze. Jednak mam na to czas, bo triathlon stał się nieodłącznym elementem mojego życia. Jeżeli mi tylko zdrowie mi na to pozwoli, zostanie ze mną do końca.

Jakbyś zachęciła inne osoby, aby spróbować sił w tym sporcie?
Myślę, że do tego sportu nie da się zachęcić albo chce się spróbować sił w nim, albo woli się stać po drugiej stronie w roli kibica. Nie tylko ze względu na to, że wymaga on od nas – zawodników ogromnej wytrzymałości i kondycji, nawet na poziomie amatorskim, ale przede wszystkim dlatego, że aby trenować tak często, trzeba naprawdę kochać SPORT.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X