Rozmowa

Filip Przymusiński: Jesteśmy na etapie, gdzie to wszystko kiełkuje

“Nie można oczekiwać cudów, że ktoś pstryknie palcem i nagle będziemy mieć Alistaira Brownlee w kadrze. Natomiast ciężka oraz systematyczna praca przynosi pierwsze efekty” – mówi w rozmowie z Triathlonlife.pl Filip Przymusiński, trener polskiej kadry narodowej juniorów.

Jak oceniasz start naszych zawodników podczas ME w Olsztynie?
Jeśli chodzi o starty indywidualne, to możemy je oceniać w kontekście ubiegłych lat. Uważam, że cały czas gonimy świat, ale robiona jest dobra praca.

Nie można oczekiwać cudów, że ktoś pstryknie palcem i nagle będziemy mieć Alistaira Brownlee w kadrze. Natomiast ciężka oraz systematyczna praca przynosi pierwsze efekty. Mieliśmy cztery finały A. Rok temu nie było żadnego.

Zawodnicy, którzy nie dostali się do głównych wyścigów dzielnie walczyli i dobrze pokazali się w finałach B. W kilku przypadkach zabrakło trochę szczęścia w awansie do finału A. Często to były drobiazgi i drobne błędy. To nie byli zawodnicy, którzy jechali w ogonie między Bułgarami, czy Turkami. Faktycznie walczyli. Widać, że ta ciężka i systematyczna praca przynosi efekty. Na pewno trzeba dać temu więcej czasu, jak z roślinką. Im więcej o nią dbamy, tym lepiej rośnie. Jesteśmy dopiero na etapie, gdzie nam to wszystko kiełkuje.

Czy mamy już grupę zawodników i zawodniczek, z którą nadal będziecie pracować, a to będzie przynosić efekty?
To nie jest zamknięta grupa. Ona jest zbudowana na bazie kryteriów. Z niej można wypaść i się do niej dostać. Podstawowym czynnikiem determinującym przynależność do tej grupy jest poziom sportowy danego zawodnika, udowodniony poprzez imprezy krajowe, mistrzowskie oraz międzynarodowe. Jest kilka furtek do kadry narodowej. Szukamy wciąż nowych zawodników, pracujemy z tymi, co w danym momencie są najlepsi.

Jest też wewnętrzna rywalizacja, która podnosi poziom każdego zawodnika, bo wiedzą, że muszą utrzymywać poziom sportowy, aby nadal otrzymywać dane świadczenia, a jest tego dużo. Moim zdaniem szkoleniowo wszystko poszło do przodu.

Opieramy wszystko o poziom sportowy. Musimy też pamiętać, że PZTri ma nad sobą ministerstwo, które finansuje wyjazdy zawodników i też ma jasno sprecyzowane oczekiwania co do wyników. Nie jest zawsze tak, że możemy robić to, co nam się podoba. Wszystko jest w ścisłych konsultacjach z ministerstwem, które opiniuje nasze decyzje. Z niektórymi się zgadza, a inne kwestie nam przykraca itd. To odbywa się na zasadzie współpracy.

Zobacz też: Borelioza nie cofnęła Pauliny do lasu

W tym roku kadra Polski trenowała w Hiszpanii. Jak oceniasz czas spędzony w Denii?
Było dużo pracy z przygotowaniem tego ośrodka. Od wielu lat do tego się przymierzaliśmy. Sam pomysł urodził się przy rozmowach z Filipem Szołowskim, kiedy jeszcze byliśmy zawodnikami. Minęło kilka lat od tamtej dyskusji. Przeszliśmy z zawodników do roli trenerów i działaczy. Po latach wróciliśmy z pomysłem. Najpierw jednak musieliśmy uporządkować finanse, bo obecnie to jest kluczowe. Trzeba mieć też zawodników, którzy predysponują do stworzenia tych warunków. Bo robienie ośrodka w sytuacji, w której nie mamy kim go obsadzić, jest bezcelowe. Natomiast pozwoliło racjonalnie wykorzystać środki i przy wynajmowaniu długoterminowym oraz zaangażowaniu samych zawodników, czy klubów, stworzyć to, co umożliwia przygotowanie się w dobrych warunkach i przetrwanie okresu zimowego i wczesnowiosennego.

Mamy spostrzeżenia, aby zrobić to jeszcze lepiej, ale uważam, że to jest bardzo dobry kierunek. Trzeba go kontynuować i wdrażać wnioski. Na pewno będziemy wszystko dopracowywać. Cały świat tak trenuje.

Wszyscy uciekają do Portugalii, czy do Hiszpanii.
Każdy szuka możliwości trenowania w komfortowych warunkach. Możemy bawić się w heroizm itd., ale jeśli chodzi o zawodowców ze sportu wyczynowego, są piekielnie szybcy, ale mają delikatną strukturę. Nie mogą w minus 10 stopniach jechać cztery godziny na rowerze. Będą mieli zapalenie płuc i wypadną na dwa tygodnie z treningów. Muszą być stworzone pewne warunki, aby mówić o rywalizacji. Często narzekaliśmy, że nasi zawodnicy są słabsi, ale oni nie mieli możliwości przygotowania się, jak ich koledzy z innych krajów. Obecnie te warunki są lepsze. To od razu przekłada się na wyniki. Ci zawodnicy przestają być tłem. To nas bardzo cieszy.

Zajrzyj do: Mikołaj Luft o powrocie do PRO i walce z depresją

Jakbyś miał scharakteryzować naszą grupę, jaka ona jest?
To jest ambitna grupa, która jest sfokusowana na celu, a nim jest zrobienie wyniku na docelowej imprezie, czy walka o kwalifikacje na Igrzyska Olimpijskie i utrzymanie się w tej szkoleniowej grupie. Dlatego, jeśli jest ta złość sportowa, to mnie cieszy, bo nie jest tak, że zawodnik przybiegł na metę i jest zadowolony, że dotarł. Tylko mają świadomość, że nie przyjechali na zawody, żeby tylko je ukończyć, tylko rywalizować o lokaty. Jeśli jest złość sportowa, bo widzieli, że można było jeszcze coś więcej wycisnąć, to jestem z tego zadowolony. Bo widać wyraźny progres w porównaniu do zeszłych mistrzostw Europy. Mieliśmy cztery finały A. Maciej i Michał byli wysoko. Pokazały się też Roksana i Weronika. Do tego zawodnicy z finałów B byli na dobrych miejscach. Niektórzy z nich przy odrobinie szczęścia mogli awansować do głównych wyścigów. Wszyscy przyjeżdżają, aby walczyć, a nie tylko uczestniczyć w zawodach. To jest bardzo pozytywne. Jeśli są niezadowoleni do końca ze startów w Olsztynie, to ja tak krytycznie tego nie oceniam. Mam chłodniejsze spojrzenie. Uważam ten start za pozytywny. Pamiętam, że kiedyś nasza kadra głównie opierała się na kobietach. Teraz ten ciężar fizyczny i psychiczny robienia wyników wzięli na siebie Panowie. To też jest pozytywne. Ta kadra uzupełnia się. Dobrze to wygląda.

Mężczyźni pierwszy raz od wielu lat byli lepsi w finale A od kobiet.  
Tak, ale pamiętajmy, że to jest złożony temat. Mamy zawodniczki, które szykują się do igrzysk olimpijskich. Dla Roksany to był start, aby pokazać się u siebie. Ona celuje w IO.

Nie patrzmy też na kadrę jako rywalizacje między kobietami a mężczyznami. Spójrzmy na to, jak na wynik robiony dla Polaków.

Wysyłamy całą szeroką grupę. Wystarczy, że wyjdzie dwóm osobom, to jest sukces całej kadry. Wszyscy razem współpracują i spędzają czas. Każdy z nich wkłada cegiełkę do wyniku sportowego kolegi i koleżanki.

Przeczytaj też: Triathloniści też chorują na depresję

Mówiłeś, że od zeszłego roku wiele zmieniło się w szkoleniu. Jakie to były zmiany?
Wszystko jest naczyniami połączonymi. Ośrodek stworzył możliwość kontynuacji stałego szkolenia, jeśli chodzi o cały rok. To nie jest tak, że jedziemy na obóz, mamy 2-3 tygodnie w dobrych warunkach i potem myślimy, jak dotrwać do kolejnego zgrupowania. Stworzenie bazy pozwoliło zawodnikom spokojnie trenować, odpoczywać po treningach, zminimalizować czas na przejazdy i efektywnie wykorzystać to, co mają. Jeśli chodzi o wsparcie sprzętowe, to cały czas się rozwijamy. Tego mamy coraz więcej np.: sprzęty do masażu, zabezpieczenia odżywek. To, co wydaje nam się oczywiste, widzimy całą kadrę w narodowych strojach. To znakomicie wygląda. Za moich czasów tego nie było. Jeśli chodzi o kwestie logistyczne, organizacji, przejazdów, współpracy z ministerstwem, czy programów związku około kadrowych, czyli zaplecze, budowanie rywalizacji krajowej poprzez Puchary Polski, wspieranie klubów – tych pomysłów jest dużo. Przychodzą sponsorzy np. AMZ, czy Orlen. Mamy szeroki fundament, który rozpoczął się od uporządkowania finansów związku. To pozwoliło dalej budować pewne gałęzie. To jest cała masa różnych działań, które złożone do kupy, zaczynają przynosić efekty.

To jest jak układanie puzzli. Mieliśmy je porozrzucane i trzeba było to spiąć w całość. Coraz ładniejszy obrazek kształtuje się z tego.

Co w tym roku jest najważniejsze dla naszych zawodników?
Juniorzy start docelowy mieli w Olsztynie. Każda kategoria ma własne docelowe zawody. Dla juniorów młodszych to będą Mistrzostwa Europy we Francji, we wrześniu. Potem mamy jeszcze elitę, Mistrzostwa Europy na dystansie olimpijskim. Różne są cele, w zależności od kategorii. Celem oczywiście są IO, ale jest grupa młodych zawodników, którzy zbierają doświadczenie. Widzimy zawodników z innych krajów. Widać ich mocne obycie z międzynarodowymi imprezami. Brakuje trochę, żeby z tymi młodszymi postartować i pojeździć. Muszą od startu do mety pracować na pełnych obrotach. Popełniają dużo błędów, ale temu służą starty, aby je eliminować. Jest wiele celów. Dla najmłodszych rozwijanie się poprzez starty, a główną kadrę czeka walka o igrzyska. To jest ekstremalnie trudne i jeszcze bardziej kosztowne.  

Marcin Dybuk
foto Labosport i Triathlonlife.pl

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X