Rozmowa

Piotr Młynarczyk: Czuję niedosyt po 10-krotnym IM

Pokonał dystans 10-krotnego Ironmana w Meksyku. Dokonał tego w czasie 254:52:25. Zajął trzecie miejsce. Piotr Młynarczyk w rozmowie z TriathlonLife.pl opowiada o zmaganiach oraz dalszych celach. A te są jeszcze bardziej ekstremalne.

Co czułeś, przekraczając linię mety 10-krotnego IM?

Czułem trochę zmęczenie oraz niedosyt. To zmęczenie wynikało z tego, że przez ostatnie dwie doby wyścigu nie miałem dłuższych przerw niż 15 minut. Goniłem zawodnika, który był przede mną.

Skąd wziął się ten niedosyt?

Czułem się świetnie na trasie. Miałem jeszcze siłę i ochotę, żeby kontynuować zawody. Nawet wcześniej myślałem o zapisaniu się na dystans 20-krotnego IM, ale nie było już dostępnych slotów. Finalnie przewidywano 15 przepustek na tę imprezę. Jednak szybko się rozeszły.

Czy to były zawody jak każde inne?

To nie były standardowe zawody. Oczywiście występowała rywalizacja, ale zawodnicy wzajemnie się wspierali. Jeśli ktoś miał problemy z rowerem lub czegoś zabrakło z zaopatrzenia, to mógł liczyć na wsparcie. Zawodnicy wymieniali się wszystkim. To były fajne zachowania suportów z innych drużyn. Jeśli dany startujący zawodnik nie miał własnej grupy pomocniczej, to mógł liczyć na pomoc od innych. W pewnym momencie zawodów wszyscy ludzie zżywają się ze sobą do tego stopnia, że tworzą jedną wielką rodzinę. Taka atmosfera panowała na zawodach.

Czego najbardziej obawiałeś się przed tymi zawodami?

Nie wiedziałem, jak zachowa się mój organizm. Najbardziej obawiałem się pływania. Wiedziałem, że to jest długi dystans. Najgorsze było to, że etap pływacki odbywał się na basenie, który był chlorowany. Była w nim zwiększona ilość chloru. Bo niektórzy zawodnicy załatwiali potrzeby fizjologiczne w piankę.

Jakie skutki były tego podniesionego poziomu chloru?

Nawet członkowie suportów, którzy nie wchodzili do wody, zatruwali się jej oparami. Dlatego zawodnikom i pomagającym im ludziom dokuczał intensywny kaszel. W ten sposób drogi oddechowe zostają mocno podrażnione. Oprócz tego podczas spędzania długiego czasu w chlorowanej wodzie występują oparzenia skóry i dróg oddechowych od chloru.

Piotr Młynarczyk  

Czytaj też:

Piotr Młynarczyk pierwszym Polakiem na mecie 5-krotnego Ironmana

Na jaki rezultat liczyłeś?

Chciałem ukończyć zawody w około 10 dni. W sumie to udało mi się osiągnąć ten cel. Pokonanie trasy zajęło mi 10,5 dnia. Można to było zrobić szybciej, jeśli ktoś nastawiał się na wynik. 

Czy byłeś pewny udziału w tych zawodach?

Sam start nie był pewny do końca. Największym problemem były finanse. Koszt jest bardzo duży. Nie udało mi się znaleźć sponsorów, którzy by choć w połowie pokryli wydatki. Jedynie udało się pozyskać jakieś stroje od firmy triathlonowej. Tak naprawdę, to była kropla w morzu potrzeb. Wszystkie koszty musiałem pokryć z oszczędności.

Natomiast organizator pożyczył mi za niską cenę rower, na którym wystartowałem. To było pewnym uproszczeniem dla mnie. Nie musiałem martwić się o to, czy sprzęt dotrze na miejsce oraz w jakim będzie stanie. To też obniżyło w pewnym stopniu koszty.  

Żałujesz, że pojechałeś na te zawody patrząc na poniesione koszty?

Na pewno tego nie żałuję. Można powiedzieć, że to była przygoda życia i spełnienie marzeń. To nie była stracona inwestycja. Do tego zdobyłem mega dużo doświadczenia. Dystans 10-krotnego IM jest niepowtarzalny. Na nim można odczuć niedosyt spania oraz przemęczenie mięśni.  

W jakim stopniu treningi różniły się od przygotowań do 5-krotnego IM?

Miałem trochę nocnych treningów. Chciałem wystartować w pełni wypoczęty. To był jeden z wniosków po starcie na 5-krotnym IM. Wtedy startowałem na zmęczeniu po intensywnym treningu. Dlatego w przygotowaniach do 10-krotnego IM postawiłem na pełną regenerację z pojedynczymi jednostkami treningowymi. Ten system bardzo mi pomógł. Dlatego ten wynik był dobry, ale mógł być znacznie lepszy. Do tego niedawny start na podwójnym Ironmanie traktowałem jako część przygotowań. Nie osiągnąłem jakiegoś super wyniku, ale jestem zadowolony, że wystartowałem. Choć to wiązało się z pewnym ryzykiem.

Piotr Młynarczyk

Zobacz też:

Kim jest gość, który zrobił 10-krotnego Ironmana?

Jakim?

Po pokonaniu 5-krotnego Ironmana miałem lekki uraz. Przez to trafiłem na tydzień do szpitala. Jednak udało mnie się wrócić do zdrowia. Mogłem wystartować na podwójnym IM.

Podobno „chwilę” po zawodach zdecydowałeś się na jeszcze jedno wyzwanie?

Uczestniczyłem w treningu z miejscowymi biegaczami 2-3 dni po zawodach. On polegał na wbiegnięciu na najwyższą górę w okolicy. Miała 2600 m n.p.m. 

Gdzie przygotowywałeś się do startu w 10-krotnym IM?

Trenowałem na miejscu. Nie miałem możliwości oraz urlopu z pracy, żeby wyjeżdżać na specjalne zgrupowania. Pewnie przydałyby się takie wyjazdy, ale musiałem radzić sobie w inny sposób. Tym bardziej, że zawody odbywały się na wysokości 1800 metrów, a ja mieszkam w Szczecinie, gdzie teren jest nizinny.

W lipcu ukończyłeś 5-krotnego IM. Czy miałeś wystarczająco dużo czasu na regenerację i przygotowanie do jeszcze większego wysiłku?

Po tamtych zawodach zmieniłem nastawienie. Postawiłem na większą regenerację organizmu, który był mocno obciążony. Treningi były ukierunkowane na pracy na pełnym zmęczeniu. Jednak to nie były intensywne jednostki.

Ile czasu trwała jedna jednostka treningowa?

One były ukierunkowane bardziej na wytrzymałość. Treningi trwały 8-10 godzin i najczęściej odbywały się w nocy.

Więc jak wyglądał Twój rozkład dnia?

Od rana chodziłem do pracy. Potem miałem obowiązki rodzinne. Wieczorami wychodziłem na treningi. Przez te treningi chciałem przyzwyczaić organizm do nocnego wysiłku. Moim celem było uniknięcie sytuacji, w której na bieganiu lub rowerze będę przysypiał. To jest dosyć istotny element w tej wielogodzinnej rywalizacji. Zdarzało się, że zawodnicy przysypiali podczas jazdy na rowerze. Nawet w ciągu dnia przemęczeni rywale mieli wypadki rowerowe. To są drobne rzeczy, które mają ogromne znaczenie.

Ile treningów tygodniowo przeprowadzałeś?

Robiłem jeden intensywny trening w tygodniu. Do tego takie mniejsze jednostki po dwie godziny. Ogólnie treningów było mniej niż w przygotowaniach do 5-krotnego IM, ale były lepiej rozłożone. Do tego spędzałem dużo czasu w saunie, żeby przyzwyczaić się do warunków panujących w Meksyku. Temperatury tam potrafiły wynosić 35-40 stopni.

Piotr Młynarczyk

Przeczytaj też:

Marcin Konieczny: Czuje niedosyt po Frankfurcie

A na co trzeba zwracać uwagę podczas etapu biegowego?

Trzeba zwrócić uwagę na odpowiednie rozłożenie sił. Można podzielić ten dystans na odcinki, a pomiędzy nimi stosować dobrą regenerację. W ten sposób jest energia do dalszego wysiłku.  

Na trasie miałeś problemy zdrowotne. Kiedy się one dokładnie pojawiły?

Pojawiły się po zakończeniu etapy pływackiego. Wówczas zatrułem się chlorem. To był mój największy problem zdrowotny. Ten kaszel męczył mnie przez pierwsze trzy dni jazdy na rowerze. Z czasem to przeszło.

Czy oprócz zatrucia chlorem miałeś jeszcze inne „przygody” na trasie?

Miałem dwa wypadki na rowerze. Pierwszy miał miejsce trzeciego lub czwartego dnia rywalizacji kolarskiej. W pewnym momencie są wyłączone lampy oświetlające trasy i trzeba jeździć tylko na oświetleniu rowerowym. O drugiej w nocy padły mi lampki. Akurat był ostry zakręt. Jechałem z dużą prędkością, a przede mną był mur. Żeby w niego nie uderzyć, położyłem się na prawym boku i przerysowałem mocno łokciem po nawierzchni. Do tego miałem zbite biodro. To mi nie przeszkadzało w późniejszej jeździe, ale musiałem zostać opatrzony. Po tym zajściu zmniejszyłem prędkość i uważniej jechałem.

A jak wyglądała ta druga sytuacja?

To wydarzyło się na otwartej drodze w największym parku w mieście, który był cały ogrodzony, a wstęp był płatny. Jednak pojawiło się w nim dużo ludzi. Na tej samej trasie biegali, jeździli na rowerach oraz rolkach. Nie brakowało też różnych zwierząt np. kóz, wiewiórek, gęsi. Trzeba było je wszystkie wymijać. W jednym miejscu w parku kilku rowerzystów ustawiło się tak, że zajęli całą drogę wszerz. Zjeżdżałem z górki, a po dwóch stronach był murek. Nie mogłem nic zrobić. Zjechałem prosto w jednego z tych rowerzystów. Uszkodziłem sobie nadgarstek. To miało miejsce na siedem pętli przed ukończeniem etapu kolarskiego, czyli 49 kilometrów.

Piotr Młynarczyk

Sprawdż też:

Piotr Ławicki: Byłem załamany pływaniem

A co zagrało?

Przede wszystkim to, że nie miałem żadnych odcisków na stopach oraz oparzeń. Nie jestem pewny, czy to było zasługa dobrych butów biegowy, czy treningu stóp.

W jaki sposób przygotowałeś stopy do tego startu?

Na tydzień przed zawodami przecierałem stopy spirytusem, aby wzmocnić skórę. Robiłem to przeważnie wieczorami raz dziennie. Nie wiem, czy to pomogło, ale najważniejsze jest to, że nie miałem problemów tej natury.

Jak wyglądała sytuacja z wyżywieniem podczas startu?

Nie musiałem mieć przygotowanego jedzenia. Były zrobione specjalne bufety, w których były lokalne potrawy. Oprócz tego urozmaicałem dietę specjalnymi batonami, które dostarczały dodatkowy cukier. Nie przyjmowałem żadnych żeli. Na basenie jadłem zupę. Potem na późniejszym etapie wyścigu składnikami mojej startowej diety były makarony, ryże, ziemniaki, warzywa, owoce, mięso oraz pizza. Nieraz jest tak, że mimo wszystko zawodnik przyjmuje za mało pokarmów podczas zawodów. W ten sposób traci siły. Żywienie jest jednym z ważniejszych elementów całego wyścigu.

W jaki sposób poradziłeś sobie z tym niedojadaniem w czasie startu?

Miałem przygotowaną specjalną strategię. Przed zawodami jadłem jak najwięcej, aby mieć zapasy tłuszczu, które zostaną spalone na trasie. Dzięki temu podczas rywalizacji nie czułem takiego głodu. Wszystko, co przyjąłem przed oraz w trakcie startu, wystarczyło na pokonanie tego dystansu.   

Piotr Młynarczyk

Zajrzyj do:

Mikołaj Luft: Rozważam zakończenie kariery PRO

Jak wygląda sytuacja ze snem?

Każdy zawodnik ustala sobie system snu. Musi po prostu znaleźć czas na niego. Przeważnie pomiędzy interwałami, które każdy sobie narzuca. Taka regeneracja trwa 30 minut lub godzinę.

Ile trwał Twój najdłuższy sen podczas tych zawodów?

Najdłużej spałem 4,5 godziny. Taki czas regeneracji miałem po pływaniu oraz po pierwszym maratonie. W planach było, że mnie support obudzi po 30 minutach, ale ostatecznie nie dogadaliśmy się i wstałem cztery godziny później. Choć wtedy byłem wypoczęty i mogłem dłużej być na trasie.

Jaki miałeś system regeneracji?

Pływanie zrobiłem bez przerwy. Pokonanie pierwszego etapu wyścigu zajęło mi 21 godzin. Na rowerze robiłem przerwy trwające 30 – 45 minut. Wtedy podłączałem specjalne elektrody do rozbijania mięśni. Podczas takiego masażu, robiłem krótką drzemkę lub jadłem. Po takiej przerwie robiłem kolejny założony odcinek trasy. Na bieganiu robiłem takie przerywniki po każdym maratonie. Wtedy też to trwało 30 – 45 minut. Choć był jeden wyjątek. Kiedy panował wielki upał, to nie chciałem ryzykować. Dlatego wówczas zrobiłem przerwę na regenerację i spałem 1,5 godziny.   

Ile osób z Tobą pojechało w roli supportu?

Niestety, żona nie mogła mi towarzyszyć tym razem na zawodach. Dlatego pojechał ze mną tylko jeden kolega. Jednak mogłem liczyć na pomoc członków innych drużyn. Kiedy miałem naciągnięty mięsień, to pomógł mi jeden masażysta. Drugi support założył mi tejpy. Mój kolega też pomagał innym zwłaszcza w sprawach rowerowych. Tak to działało.

Piotr Młynarczyk

Czytaj także:

Sportowe Love. Miłość do siebie i triathlonu <3

Twoim marzeniem było ukończenie 10-krotnego IM. Zrobiłeś to. Czy masz kolejne cele?

Jestem już zapisany na nowe zawody, które odbędą się w maju. Nazywają się Trans Am Tri. Przewidzianych jest tylko 20 slotów do tej imprezy. Chyba wszystkie są już rozdysponowane.  Najpierw pływa się 50 kilometrów w jeziorze Cane – Orlando na Florydzie na kilometrowej pętli. Następnie jedzie się na rowerze 4300 km przez całe Stany Zjednoczone. Trzeba samemu naprawiać sprzęt, organizować jedzenie oraz nocleg. Ostatnim etapem jest 500-kilometrowy bieg. Część trasy będzie przebiegać przez popularną Dolinę Śmierci w Kalifornii, gdzie temperatura sięga 50 stopni. Oczywiście na trasie jest dużo przewyższeń i warunki są dosyć trudne. Dodatkowo na trasie biegowej trzeba mieć zapewniony support w postaci samochodu jadącego za zawodnikiem. Ten wymóg jest spowodowany względami bezpieczeństwa. Te zawody są nazywane „najcięższym triathlonem w historii”. To jest impreza, w której bardzo chciałbym uczestniczyć.

Więc co stoi na przeszkodzie?

Przede wszystkim chodzi o koszt całej logistyki i transportu związanej z tym zawodami. Tych rzeczy jest naprawdę dużo. Szacuję, że to jest wydatek w granicach 30 tysięcy złotych. Więc musiałbym poszukać sponsorów, którzy pomogliby mi spełnić kolejny cel. Mam nadzieję, że uda mi się ich znaleźć. Wtedy mój udział w tych zawodach będzie realny.   

Czy dalej myślisz o 20-krotnym IM?

Chciałem zapisać się na te zawody na miejscu. Jednak niestety, zabrakło mi urlopu. W przyszłym roku nie ma nigdzie organizowanych zawodów na tym dystansie. Być może pojawią się w 2021 roku w Stanach Zjednoczonych. Choć też zwrócę uwagę na formę przebiegu tych zawodów, bo ja jestem zainteresowany tylko „continues”. Ciągłą rywalizacją. Taka forma jest bardzo dużym i ciekawy wyzwaniem. Oprócz ekstremalnych zawodów może wystąpię na podwójnym lub potrójnym Ironmanie. W przyszłości rozważam poprawienie czasu na 5-krotnym IM. Nie wykluczam też treningowego startu na 1/4IM lub 1/2IM.

 

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close