Rozmowa

Sportowe Love. Miłość do siebie i triathlonu <3

On zakończył zawodniczą karierę dwa lata temu, ale spełnia się jako trener m.in.: własnej żony. Ona szykuje się do zbliżających  Wojskowych Igrzysk w Chinach. Sportowe Love, czyli Mateusz i Hania Kaźmierczakowie w rozmowie z TriathlonLife.pl opowiadają o znaczeniu triathlonu w życiu, początkach w sporcie oraz dalszych planach.

Jak wyglądały początki Waszych triathlonowych historii?

Mateusz: Nasze historie są dość podobne. Obydwoje zaczęliśmy przygodę z triathlonem jeszcze w wieku szkolnym w rodzinnych miastach: Lesznie i Kaliszu.

Hania: Mnie do spróbowania sił w triathlonie namówiła Agnieszka Jerzyk. To było chyba w 2006 roku. Trenowałyśmy wtedy w tym samym klubie pływackim. Jeździłyśmy też razem na szkolne zawody w biegach przełajowych. Nie trzeba mnie było zbyt długo namawiać. Razem z Agnieszką trafiłyśmy pod opiekę trenera Pawła Barszowskiego. Do dzisiaj Agnieszka kontynuuje współpracę z panem Pawłem. Przy okazji gorąco pozdrawiamy!

Mateusz: Również zaczynałem od pływania i to niekoniecznie z powodu szczególnych predyspozycji. Rodzice wysyłali mnie na basen, bo miałem sporą nadwagę. Pływałem znacznie krócej niż Hania, bo tylko do 13 roku życia. Potem zająłem się przez chwilę kolarstwem MTB. Tak się złożyło, że mój nauczyciel wychowania fizycznego był trenerem triathlonu. Wykorzystałem okazję. Postanowiłem spróbować i to się opłaciło. Zostałem w triathlonie na dłużej.

Hania i Mateusz Każmierczak triathlon

Zobacz też:

„Lola” nagroda Lucy Charles

Zaczęliście w tym samym momencie triathlonową przygodę, czy trzeba było namówić drugą osobę?

Hania: Zaczynałam mniej więcej trzy lata później od Mateusza. Miałam wtedy 16 lat. Nie znaliśmy się na początku. Mieszkaliśmy w innych miastach. Ale muszę przyznać, że zwróciłam uwagę na Mateusza podczas jednych z wielu szkolnych zawodów biegowych. To musiały być mistrzostwa Wielkopolski w lekkiej atletyce lub w biegach przełajowych. Nie trudno było zapamiętać rudego, całego czerwonego od wysiłku młodzieńca biegnącego w czołówce. Przypomniałam sobie o tym po wielu latach, jak już się poznaliśmy.

Mateusza: Zacząłem bardzo wcześnie, bo już w wieku 13 lat. Do dziś pamiętam, jak w weekendy jeździłem z tatą na zawody w kategorii młodzik. Co ciekawe już wtedy w 2003 roku większość dzieci startowała na rowerach szosowych.

Jak wspominacie pierwsze zawody?

Mateusz: To był aquathlon w Wąsoszach. Miałem wtedy 12 lat. Było bardzo zimno i padał deszcz. Jednak nikt ze startujących akurat o tym nie myślał. Pamiętam, że odczuwałem strach przed etapem pływackim. Dlatego ruszyłem, ile fabryka dała. Potem mocno to odczułem na biegu. To były bardzo krótkie dystanse: 200 metrów pływania i 800 m biegu. Do dziś te zawody zostały mi w pamięci. W triathlonie zadebiutowałem na zawodach w Górznie w 2003 roku. To było 200 m pływania, 6 km na rowerze i kilometr biegu. Udało mnie się wygrać w  kategorii wiekowej. Rozpierała mnie duma.

Hania: Pierwszy raz wystartowałam w triathlonie w 2006 roku. To było w Wąsoszach, w kategorii junior młodszy na dystansie 600/15/3.

Mateusz: A ja dodam tylko, że bardzo dobrze zapamiętałem Hanię z tych właśnie zawodów. Też w nich startowałem. W tamtych czasach grono osób w naszym wieku uprawiających triathlon było na tyle małe, że wszyscy szybko się poznawali i razem trzymali.

Hania i Mateusz Każmierczak triathlon

Czy mieliście jakieś problemy w początkowej fazie kariery?

Mateusz: Powiem chyba coś, co się rzadko w naszym kraju się słyszy. Nie przypominam sobie żadnych problemów. Może to jest kwestia wieku, w którym rozpoczęliśmy trenowanie i starty?

Hania: Całkowicie się z tym zgadzam. Często wspominamy te czasy właśnie jako  bezproblemowe. W naszych miastach były baseny. Kluby zapewniały rowery. Były zawsze miejsca do biegania.

W jakich klubach wtedy trenowaliście?

Hania: Do fajnych klubów trafiliśmy. Ja dołączyłam do 64-100 Leszno, który wcześniej się nazywał Galaxy Leszno.

Mateusz: Ja trenowałem w klubie Delfin Kalisz. W tamtych czasach to była bardzo mocna ekipa triathlonowa. Później triathlon w Kaliszu trochę przycichł. Na szczęście w tym roku nastąpiła całkiem konkretna reaktywacja za sprawą pierwszej edycji zawodów Calisia Triathlon z pływaniem w rzece Prośnie i niebanalnym etapem kolarskim. Miałem skromny wkład w organizację tego wydarzenia. Obudziliśmy na nowo zainteresowanie tą dyscypliną. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy.

W jaki sposób motywujecie się nawzajem do treningów oraz startów?

Mateusz: Jesteśmy zupełnie różni. Motywujemy się w zupełnie inny sposób. Coś, co na mnie działa pozytywnie i budująco, dla Hani może być stresujące. To odnosi się do współzawodnictwa oraz treningów.

Hania: Jesteśmy trochę jak ogień i woda. Mieliśmy z tego powodu problemy. Na szczęście,  zamiast borykać się z nimi sami, podjęliśmy współpracę z Michałem Dąbskim, psychologiem sportu. Zresztą miałeś okazję niedawno z nim rozmawiać. Michał zna nas teraz najlepiej.  Udało mu się do nas dotrzeć i zachęcić do wypracowania indywidualnego nastawienia mentalnego do treningów i startów. Ale na pewno fakt, że trenowaliśmy pod jednym dachem,  bardziej komplikował, niż ułatwiał sytuację.

Czy dużo ze sobą rozmawiacie?

Mateusz: Na pewno dużo z sobą rozmawiamy. Po tak długim czasie znajomości wiemy już, jak ze sobą rozmawiać i co nas motywuje. I to są naprawdę przeciwieństwa. Teraz rozumiemy je i akceptujemy. A w przeszłości zdarzało się nam z nimi walczyć. Na przykład Hania nie rozmawia o nadchodzących zawodach. Nie analizuje scenariuszy. Nie spekuluje, a mnie to nakręca. Hania preferuje spokój. Szuka wyciszenia, ja natomiast lubię, jak dużo się dzieje.

Czego ci brakuje po wymuszonym zakończeniu kariery?

Mateusz: Muszę przyznać, że teraz po wymuszonym kontuzją zakończeniu kariery,  najbardziej brakuje mi tej atmosfery zawodów. Na szczęście to, że jestem obecnie trenerem Hani oraz całkiem licznej ekipy zawodników age group, dostarcza mi podobnych emocji. Bywam na zawodach przy okazji startów moich podopiecznych. Zdarzało mi się też pełnić inne role, np. komentatora. 

Hania i Mateusz Każmierczak triathlon

Przeczytaj też:

Piotr Młynarczyk ukończył 10-cio krotnego Ironmana

Trenowaliście zazwyczaj wspólnie, czy osobno?

Hania: W przeszłości lubiliśmy razem trenować. Choć wiadomo, że mieliśmy zupełnie różne intensywności. Na pewno zgrywaliśmy logistykę.

W jaki sposób?

Hania: Na przykład na basen wychodziliśmy razem. Robiliśmy wspólne rozgrzewki, ale już zadania główne realizowaliśmy osobno. Trening kończyliśmy zazwyczaj razem lub w tym samym czasie.

Czy podziwiacie jakiś sportowców?    

Hania:  Dla mnie sportowym autorytetem jest zdecydowanie Chrissie Wellington. Podziwiałam jej waleczność podczas startów. Jej sportowa droga jest naprawdę imponująca. To samo da się powiedzieć o działalności charytatywnej Chrissie Wellington po zakończeniu kariery, Wśród polskich sportowców bardzo cenię Bartka Kizierowskiego za wspaniałą postawę i wielką waleczność w sporcie.

Mateusz: Dla mnie sportowym autorytetem jest Javier Gomez, bezapelacyjnie. Podziwiam go głównie za ciężką pracę. Dzięki niej utrzymuje się tak długo na najwyższym poziomie sportowym. Miałem przyjemność startowania z Gomezem kilka razy na Pucharach Świata i serii mistrzostw świata. Bije od niego moc.

Co jest i było mocną, a co słabą Waszą płaszczyzną w triathlonie?

Mateusz: Mocną stroną Hani jest pływanie, a moją był rower. Nie mogę biegać i w triathlonie już raczej nigdy nie wystartuję, ale do mojej ulubionej jazdy na rowerze nie mam przeciwwskazań. Dlatego zdecydowałem się na kontynuację treningu kolarskiego. Może coś się z tego urodzi, kto wie?

Hania: Ja najmniej pewnie czuję się na  rowerze, a największym zmartwieniem Mateusza było pływanie.

Jak spędzacie czas poza triathlonem?

Hania: Jesteśmy bardzo towarzyską parą. Czas wolny od treningów i pracy lubimy spędzać ze znajomymi. Jednak często są to osoby ze środowiska zawodniczego i trenerskiego. Więc tematy kręcą się zazwyczaj wokół sportu.

Czy macie oprócz triathlonu inne pasje?

Hania: Cały czas rozwijam zainteresowania w dziedzinie fizjoterapii. Skupiam się na zagadnieniach takich jak trening motoryczny i prewencja kontuzji. Podjęłam nawet studia w tym kierunku. Od jakiegoś czasu jestem też zafascynowana jogą. Poza tym bardzo lubię czytać książki kryminalne.

Mateusz: Przechodzę aktualnie przez dużą zmianę w życiu zawodowym. Po zakończeniu kariery sportowej układam sobie wiele rzeczy na nowo. Zawsze chciałem iść w kierunku szkolenia zawodników. Na razie udaje mi się ten cel realizować. Obecnie równie dużo czasu poświęcam na kwestie biznesowe, na merytoryczną pracę z zawodnikami i stały rozwój własnych kompetencji jako trenera. Trochę inaczej to sobie kiedyś wyobrażałem, ale muszę przyznać, że bardzo dobrze się odnajduję w tej sytuacji. Oprócz prowadzenia Hani i zawodników age group, podejmuję się też innych wyzwań. Prowadzę treningi dla firm. Tworzę też plany treningowe i filmuje ćwiczenia na potrzeby mobilnej aplikacji fitnessowej oraz biorę udział w projektach, takich jak Run Fitting.

W jakim stopniu triathlon jest częścią życia prywatnego?

Hania: W naszym życiu prawie wszystko jest związane z triathlonem. Jesteśmy sportową parą i już. Nawet nadaliśmy temu zjawisku własną nazwę: Kaziki i  Sportowe Love. Wiele lat razem trenowaliśmy. Teraz ja jestem nadal czynną zawodniczką, a Mateusz moim trenerem. Mogę powiedzieć, że triathlon maksymalnie wpływa na nasze życie. Chyba bardziej już by się nie dało. Ale to jest właśnie nasze życie.

Czy w jakimkolwiek momencie chcieliście skończyć z triathlonem?

Mateusz: Bywały okresy lepsze i gorsze, ale chyba nigdy nie doszliśmy do takiego stanu. Hania ma teraz przed sobą ważne zawody w Chinach. Tam wraz z koleżankami będzie reprezentować Wojsko Polskie na wojskowych igrzyskach w Wuhan. Dalszy przebieg jej kariery okaże się po tych zawodach. Zamierzamy na spokojnie to przemyśleć. Moją karierę zakończyłem definitywnie dwa lata temu z powodu trwałej kontuzji.

Hania i Mateusz Każmierczak triathlon

Sprawdź także:

Frodeno o Brownlee: On zawsze był dupkiem

Jakie zawody są jeszcze w tym sezonie dla Was najważniejsze?

Mateusz: Hani start na dystansie olimpijskim w Igrzyskach Wojskowych w Chinach odbędzie się 27 października. To są nasze najważniejsze zawody w tym sezonie. Każdy start mojego zawodnika jest też moim. Dla mnie każde zawody są bardzo ważne. Moi pozostali podopieczni zakończyli już sezon.

Jak oceniacie ten sezon w swoim wykonaniu w roli zawodniczki oraz trenera?

Hania: W tym sezonie wracałam do formy po ciągnącej się przez prawie rok kontuzję kolana. Przez to bieżący sezon był w moim wykonaniu słaby. Nie udało mnie się do niego dobrze przygotować. Ale co najważniejsze, kontuzja kolana jest już wyleczona. Mogę już normalnie biegać.

Mateusz: A ja jestem bardzo dumny ze swoich zawodników. Robią postępy. Naprawdę dobrze sobie radzą i cieszą się tym sportem.

Co chcielibyście jeszcze osiągnąć w tym sporcie?

Hania: Ja się koncentruję wyłącznie na najbliższych wyzwaniach. Chcę zawalczyć o dobry wynik w Igrzyskach Wojskowych w Wuhan i wesprzeć tym samym reprezentację w walce o podium w klasyfikacji drużynowej.

Mateusz: Obecnie mierzę własne osiągnięcia wynikami moich zawodników. Chciałbym użyć całej wiedzy i doświadczenia, by ich harmonijnie rozwijać. Chcę cały czas się kształcić i pogłębiać wiedzę trenerska. Wyniki przyjdą, a wraz z nimi satysfakcja.  

Czy rozważacie w przyszłości zmianę dyscypliny?

Hania: Nigdy nie mówimy nie. Jesteśmy już bardzo długo w triathlonie. Zobaczymy, co pokaże życie.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne i Filip Zubowski

 

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close