Rozmowa

Samouk marzący o slocie na mistrzostwa świata. Może być nawet w wieku 80 lat

Zaliczył dobry start w Poznaniu. Igor Zalewski nie ukrywa, że jego triathlonowym marzeniem jest zdobycie slota na mistrzostwa świata.

Kilka dni temu wystartowałeś w Poznaniu. Jakie masz odczucia po starcie?
Sama impreza pomimo niekorzystnych warunków przyrodniczych, jakimi były sinice, które uniemożliwiły pływanie, była bardzo udana. Jeżeli chodzi o start, to założenia zostały wykonane w 100 procentach.

Z jakim nastawieniem stawałeś na starcie w Poznaniu?
Start traktowałem jako formę treningu, liczyła się dobra zabawa od startu do mety.

Jak zareagowałeś na zmianę formuły na duathlon?
Nie ukrywam, że na gorąco trochę mnie to zasmuciło, bo bardzo chciałem powalczyć na dystansie „połówki” i zobaczyć, jak plasuję się w stosunku do najlepszych age-grouperów w Polsce. Informacja ta zadecydowała o zmianie dystansu na 1/8IM i szybką reorganizację planów na sezon.

Jak przebiegała rywalizacja?
Czułem się tego dnia bardzo dobrze, nie duże tempo na pierwszym odcinku biegowym pozwoliło objąć prowadzenie. Po nawrotce na rowerze widziałem, że mam dosyć dużą przewagę i dalszą część mogłem już odpoczywać przed drugim biegiem. W T2 komentator powiedział, że mam około półtora kilometra przewagi. To upewniło mnie, że spokojnie dam radę utrzymać pozycję lidera do mety.

Który odcinek trasy był najbardziej wymagający?
Obawiałem się pierwszego biegania, ale chłopaki na szczęście też oszczędzali siły na dalszą część rywalizacji.

Czy jesteś zadowolony z osiągniętego rezultatu?
Pierwsze miejsce zawsze cieszy. Z takim planem przyjeżdżałem do Poznania, żeby powalczyć o TOP3.

Jak wyglądają plany sportowe na dalszą część sezonu?
Sezon dopiero rozpoczynam. Start główny planuję na Sardynii, na dystansie 70.3IM w październiku. Do tego czasu na pewno wystartuję jeszcze w jakichś lokalnych zawodach na różnych dystansach.

Jak trafiłeś do triathlonu?
Wszystko zaczęło się od pływania w lokalnym klubie we Włocławku. Niestety, nie byłem asem, a do ciężkiej pracy motywował mnie mój najlepszy trener Sebastian Gogacz. Pamiętam jak dzisiaj, że za najlepszą frekwencję na treningach dostawaliśmy drobiazg. To od niego dostałem pierwsze spodenki do biegania i postanowiłem zmienić dyscyplinę na bieganie. Triathlon zdecydowałem się zacząć trenować dopiero w 2016 roku. Pływanie i bieganie miałem już na dobrym poziomie, niestety o rowerze do dzisiaj nie mogę tego powiedzieć (śmiech).

Jak wyglądały początki w tym sporcie?
Bardzo przyjemnie. Po prostu jedną dyscyplinę zamieniłem na 4, bo doszła jeszcze siłownia. Jak nie chciało mi się iść na basen, to szedłem pojeździć albo pobiegać. Systematyka i plan weszły dopiero później.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Całkiem przyjemnie, bo od razu wskoczyłem na pudło w kat. wiekowej. Niestety, nic wtedy nie wiedziałem o tym sporcie i większość trasy kolarskiej przejechałem na drafcie (śmiech) za co bardzo wszystkich przepraszam. Pamiętam, że dużo osób coś mi krzyczało, ale wtedy nie miałem pojęcia, o co im chodzi.

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Zdecydowanie kolarstwo i zostało tak do dzisiaj (śmiech).

Czym zafascynował Cię triathlon?
Wszechstronnością, jest to sport dla każdego i nie daje się znudzić.

Jaki był dla Ciebie najbardziej wymagający start do tej pory?
Szczerze powiedziawszy, to nie był to start triathlonowy, tylko biegowy. Mój pierwszy maraton w wieku 19 lat i to na dodatek nocny. Pamiętam, że nie przebiegłem wtedy na treningu więcej niż 18 kilometrów. Młodzieńczy zapał pchnął mnie do walki o złamanie 3 godzin i do połowy dystansu było nawet blisko (1:30:11). Niestety, druga część nie była taka fajna i skończyło się na 4:11:44.

Jak udaje się na co dzień łączyć treningi z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi?
We wszystkim pomaga mi moja żona, która dba o przyrządzenie posiłków i ma anielską cierpliwość. A tak to od dziecka się nic nie zmieniło. Wtedy była szkoła, teraz po prostu zastąpiona jest pracą, treningi zawsze były obecne w moim życiu.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
Zależy od okresu treningowego, ale staram się, żeby przynajmniej jeden trening dziennie był wykonywany.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
Ciężko mi mówić o motywacji, ponieważ trenowanie jest dla mnie przyjemnością, móc wyjść i sponiewierać się na treningu, nie jest to dla mnie żadnego rodzaju obowiązek ani przymus.

Pod czyim okiem trenujesz?
Sam planuje sobie treningi. Wiem, co dobrze na mnie działa i na razie się to sprawdza.

Co byś poradził innym amatorom, którzy mają problem z łączeniem obowiązków ze sportem?
Zacznijcie wstawać o 5 (śmiech). A tak szczerze, nauczcie się czerpać z tego przyjemność, bo na przyjemności zawsze znajdzie się czas.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Na pewno chciałbym kiedyś powalczyć o slota na mistrzostwa świta. Noże to być nawet w kategorii M80. Cierpliwie będę do tego dążyć (śmiech).

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X