Rozmowa

Sabina Bartecka: Wiele wspomnień z Roth zostanie ze mną

Podczas Challenge Roth nie tylko ustanowiła nową życiówkę na pełnym dystansie, ale też zajęła drugie miejsce w kategorii wiekowej. Dla Sabiny Barteckiej to był jeden z ważniejszych startów w sezonie.

Czy opadły już emocje po niezwykle udanym dla Ciebie starcie w Challenge Roth?
Troszkę tak, bo już zaczynam myśleć o kolejnym starcie. Bardzo chętnie wracam  wspomnieniami do tych zawodów. Myślę, że wiele chwil na zawsze pozostanie ze mną.

Co czułaś, stając na starcie tych kultowych zawodów?
To, co zawsze: ekscytację, ale i strach. Nigdy nie jestem pewna formy na 100 procent! Zawsze wydaje mi się, że mogłam coś lepiej zrobić i się przygotować. Atmosfera była tak wyjątkowa, a ludzi tak dużo, że skupiłam się na tym, aby najpierw dobrze ogarnąć strefę zmian, a potem celebrować udział w tym wyjątkowym wydarzeniu i dobrze się bawić.  

Czy to był jeden z głównych punktów Twojego tegorocznego terminarza startów?
Przed IM Warszawa to był jeden z dwóch głównych startów na ten rok. Zaplanowałam dwa pełne dystanse: Challenge Roth i Ironman Italy. Jednak po bardzo udanych dla mnie zawodach w Warszawie, gdzie zdobyłam slota na Ironman 70.3 World Championship Utah, doszedł do tego trzeci bardzo ważny start. Który jest ważniejszy? Na wszystkich będę walczyć o jak najlepszy wynik.  

Jak czułaś się na poszczególnych etapach wyścigu?
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że świetnie. Płynęło mi się bardzo dobrze i spodziewałam się bardzo dobrego wyniku. Gdy jednak spojrzałam na zegarek, wiedziałam, że wcale tak dobrze nie było i żeby uzyskać dobry rezultat, muszę dobrze pojechać i dobrze pobiec. Trasa rowerowa bardzo mnie zaskoczyła. Miała być płaska i szybka, a wyszło 1500 metrów przewyższeń i 3 konkretne podjazdy, które trzeba było podjeżdżać na stojąco. Lubię górki, więc cały czas wyprzedzałam i odrabiałam straty. Pływanie ukończyłam na 169 miejscu wśród kobiet, a rower już na 44, wliczając w to zawodniczki pro i to światowej klasy! Mimo to nie byłam zadowolona. Spodziewałam się lepszego czasu, ale upał zrobił swoje. Po słabym pływaniu i średnim rowerze (w moim odczuciu) postanowiłam chociaż dobrze pobiec. Już nie dla wyniku, bo na dobre miejsce nie liczyłam, ale dla własnej satysfakcji. Biegło mi się całkiem dobrze, wyprzedziłam sporo osób. W rezultacie udało mi się uzyskać 18 wynik wśród kobiet i średnie tempo 5:13.    

Która płaszczyzna była dla Ciebie najbardziej wymagająca?
Na pewno bieganie. Ten etap rywalizacji zaczęłam ok. godz. 14:00. Nie wiem, ile było wtedy stopni, ale o godz. 19:00 było 30!!! Po zejściu z roweru wydawało mi się, że nie ma absolutnie żadnych szans na to, abym w takim upale dobrze pobiegła maraton. A jednak, biegło mi się lekko i dobrze. Do 25 kilometra udawało mi się utrzymywać tempo 5:07, mimo zatrzymywania się w każdym bufecie. Później jednak było pod wiatr, a od 30 km trasa zaczęła piąć się w górę. Od tego momentu zaczęła się już walka z głową, bo te ostatnie kilometry mocno mną sponiewierały. W dodatku nie miałam pojęcia, która jestem i ile mi brakuje do zawodniczki przede mną. Nie miałam żadnej motywacji poza tą, aby dobrze pobiec. 

Zawodnikom doskwierał też upał. Jak sobie radziłaś z tymi trudnymi warunkami atmosferycznymi?
Zatrzymywałam się na każdym bufecie. Jeden kubek z wodą wylewałam na głowę, drugi na ciało, a trzeci wypijałam. Nie było lodu na trasie, ale mnóstwo mieszkańców Roth stało na trasie z wiadrami i z wężami ogrodniczymi, obficie polewając wodą umęczonych zawodników.  

Co czułaś, wbiegając na metę, z nową życiówką na pełnym dystansie – 10:36:21?
Ulgę, że to już koniec. Nie miałam pojęcia, która jestem. Nie znałam nawet końcowego czasu. Nic mnie nie interesowało. Chciałam tylko schować się do cienia i odpocząć. Dopiero po jakimś czasie mąż powiedział, że jestem druga, ale to jeszcze nic pewnego, bo w mojej kategorii sklasyfikowane są dopiero trzy zawodniczki. Nikt mnie już nie wyprzedził i naprawdę byłam druga. W dodatku jako jedyna osoba z Polski stanęłam na podium tych kultowych zawodów.    

Nie ukrywałaś sympatii do tych kultowych zawodów. Co najbardziej wywarło na Ciebie wrażenie w Challenge Roth?
Tutaj wszystko jest wyjątkowe, począwszy od expo, poprzez tysiące zaangażowanych wolontariuszy (którzy z całego serca chcą ci pomóc), a skończywszy na imprezie kończącej zawody z pokazem laserów i fajerwerków. Trasa jest piękna, ale nie radzę się nastawiać, że będzie płasko i szybko, bo można się zdziwić.

Które wspomnienie z Roth najbardziej zapadło w pamięć?
Nie będę oryginalna, bo na pewno słynny podjazd Solarer Berg. To było jakieś szaleństwo. Mnóstwo ludzi, którzy piszczą, krzyczą, walą kołatkami, trąbkami i czym tylko się da. Stoją na całej ulicy, rozstępują się tylko na chwilę i tylko na tyle, aby zmieścił się jeden zawodnik. Czad! 

Czy w przyszłości chciałabyś jeszcze wystartować w tym miejscu?
Oczywiście.

Co byś podpowiedziała innym zawodnikom, którzy w przyszłości chcieliby wystartować w Challenge Roth?
Zazdroszczę Wam cudownej przygody i poczytajcie moje relacje. Tam macie komplet informacji.

Nie da się ukryć, że ostatnie tygodnie są dla Ciebie niezwykle udane. Czy wracasz jeszcze pamięcią do Warszawy, gdzie w IM 70.3 wygrałaś w kategorii i byłaś na szóstym miejscu wśród amatorek?
Cieszę się bardzo z tak wysokiego miejsca. Zawody w Warszawie przyniosły mi nową życiówkę na połówce (4:46), ale przede wszystkim slota do Utah. To był mój cel! Odkąd usłyszałam o zawodach w Utah, bardzo chciałam tam jechać. Określenia w stylu: mordercze podjazdy bardziej mnie zachęcają, niż zniechęcają. Kiedy słyszę, że jest ciężko, to zaczynam się uśmiechać i wiem, że to coś dla mnie.    

Jakie jeszcze czekają wyzwania na Ciebie w tym sezonie?
We wrześniu Ironman Italy, w październiku wspomniane mistrzostwa i jakaś dziura w kalendarzu w sierpniu. Pora to zmienić, bo zaczyna mnie nosić.  

Sabina Bartecka przygotowuje się do startów pod okiem trenerów z I’M Inspiration

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X