Rozmowa

Piotr Klupczyński za wygranie podwójnego Ironmana dostał dwa wina i makaron

Był najszybszy podczas Pucharu Świata na podwójnym IM w Colmar. Piotr Klupczyński prawie zderzył się z samochodem. Opowiada o rozczarowaniu, przygotowaniach, a także o tym, co go zaskoczyło w zachowaniu Adriana Kostery. 

Jakie masz odczucia po ostatnim starcie w Pucharze Świata na podwójnym Ironmanie we francuskim Colmar?
Odczucia mam mieszane. Sam start to odrębna historia. Cieszę się, że mogłem wystartować zagranicą i z przyjaciółmi stworzyć zgrany team. W kontekście kolejnych dużych startów to niezwykle ważne. Same zawody opisuję na relacji (zapraszam Piotr Klupczynski Triathlon). Zapisując się ponad pół roku przed startem, liczyłem na mocniejszą stawkę i lepiej przygotowane zawody jak na rangę Pucharu Świata. Co ciekawe, nagrodą za 1 miejsce były 2 wina i karton makaronu.

Udało się wygrać, a czy jesteś zadowolony z osiągniętego czasu?
Celem było pokonanie trasy w okolicy 20 godzin. Już po pływaniu wiedziałem, że nie mam rywali do bezpośredniej rywalizacji. Chociaż jak się okazało, samo pokonanie trasy około 360 km po krętej drodze, w burzy, ulewie, otwartym ruchu samochodowym i zupełnego braku oświetlenia już było wymagające. Trasa była bardzo niebezpieczna, ze względu na auta i rowerzystów. Już na trzecim okrążeniu układałem się do uderzenia w auto na zakręcie. Na szczęście udało się to wybronić. Po tym incydencie stwierdziłem, że nie mogę sobie pozwolić na kolejną taką przygodę. Więc resztę przejechałem z dużą rezerwą i rosnącym rozczarowaniem.

Jak przebiegały Twoje przygotowania do tego startu?
Same przygotowania pod ten start finalnie zacząłem kilka miesięcy przed. Wcześniej trenowałem normalnie, przygotowując się do sezonu. Moje starty są różnorodne, od sprinterskich crossduathlonów po Ironmana. Na pierwsze półrocze celem głównym było Colmar 2xIM. To już historia. Można powiedzieć, że moje przygotowania pod triathlon ultra nie różniły się znacznie od tego, co robiłem do tej pory. Łączę trenowanie dwa razy dziennie z pracą na etat. Więc co mogłem, to wcisnąłem w grafik.

Na czyje wsparcie i pomoc mogłeś liczyć podczas tego wyzwania?
W supporcie byli ludzie, którzy mnie widzieli w przeróżnych stanach, są jak rodzina, gotowa podjąć walkę niezależnie od okoliczności. Managerem teamu była moja narzeczona. Do pomocy miała Kastę i Pana Areczka. To był profesjonalnie zorganizowany wyjazd. Nawet mieliśmy do dyspozycji operatora, który stworzył relacje. Z tym teamem czułem się jak pros. Wierzę, że na kolejnych wyzwaniach będę mógł znowu na nich liczyć.

Jak przebiegał start?
Byliśmy we Francji tydzień, a tylko w dzień startu była burza i padało. Finalnie to też wpłynęło na morale i chęć walki o 20 godzin. Zaczynaliśmy o 14 przy 35 stopniach, w otwartym basenie. Można sobie jedynie wyobrazić, jaka była woda w takim słońcu.  Pływaliśmy w piankach. Po około dwóch godzinach jazdy zaczęło padać, przywiało burzę. Temperatura mocno spadła do około 14 stopni. Do rowerzystów, samochodów na drodze dołączyły opadające gałęzie. Bieg również częściowo w deszczu, ale to akurat mi nie przeszkadzało. Po 40 km biegu już miałem taką przewagę, że mogłem resztę przemaszerować.

W którym momencie zaczęły pojawiać się pierwsze kryzysy?
Jedyny kryzys, jaki miałem, to w chwili wyłączenia się lampki. Jechaliśmy głównie w nocy, przy deszczu. Nic nie oświetla drogi tylko lampka przy rowerze. Pod koniec na ok. 340 km lampka mi nagle zgasła. Musiałem szybko zgłosić zamówienie na lampkę do teamu. Ciało nie wołało o pomoc, nie miałem kryzysu. O wszystko, co chciałem, zadbał team. To im jestem wdzięczny za tak komfortowy start.

Czy pojawiały się jakieś inne problemy na trasie?
Problemem na trasie były auta i maszyny gospodarcze. Do tego sporo rowerzystów, nieoświetlona trasa to były problemy tego typu, że trudno przewidzieć, co może się za ciasnym osłonięty winoroślami zakrętem wydarzyć.

Jaką miałeś taktykę żywnościową na wyścigu?
Wiedziałem, że będzie zimno w nocy i będzie padać. Jadłem dużo, piłem dużo ciepłego. Przykładowe jedzenie to tak zwane “coś konkretnego”, czyli makaron, pesto, kurczak w naleśniku. Pojawiały się też deserki, banany w naleśniku, mascarpone i czekolada. Za te pyszności odpowiadał mój prywatny dietetyk, kucharz i menager Anna. Dobre jedzenie sprawiło, że bieg zacząłem świeżo, w gotowości na najważniejszy etap wyścigu.

Na końcowym etapie zmagań mogłeś też liczyć na doping trenera, Adriana Kostery, który wtedy poprawił rekord świata na 5xIM. Czy jego obecność była dla Ciebie dodatkową motywacją w dotarciu na metę?
Adrian mnie mocno zaskoczył swoim wyczynem. Na objeździe trasy widziałem go wielokrotnie. Mimo że był świeżo po swoim morderczym i bardzo udanym starcie. Przyszedł na start przekazać kilka rad. Zamiast leżeć i pachnieć zdecydował się przyjść i towarzyszyć mi tak naprawdę przez większość wyścigu. Bardzo mu jestem za to wdzięczny.

Co czułeś, wbiegając na metę?
Sześć lat temu pierwszy raz pokonałem dystans Ironamna. Miałem podobne uczucie. Poczucie, że na ten moment robię coś wyjątkowego. Nie dla zwykłych śmiertelników. Tęskniłem za tym uczuciem, chociaż mam już na koncie pięć Ironmanowych wyścigów, to dopiero teraz pojawiło się znowu. Myślę, że warto to powtórzyć, ale na lepiej dopracowanych zawodach i z mocniejszą stawką.

Czy ten wyścig należał do najtrudniejszych w Twojej dotychczasowej karierze w triathlonie?
Pod względem dystansu to z pewnością było to największe wyzwanie. Z uwagi na obecność świetnego teamu, formę i przewagę, jaką miałem, finalnie nie był to trudny start. Może psychicznie byłem nastawiony na dużo większą walkę, stąd takie wrażenia.

Od kiedy współpracujesz z Adrianem?
Z Adrianem współpracuję, odkąd wpadłem na pomysł startu w ultra wyścigach. Wiem, że on ma doświadczenie w tym temacie. Stąd pojawiła się prośba z mojej strony o pomoc. Chociaż mam doświadczenie w przeróżnych startach, to ultra jest dla mnie nowością. Wymieniamy doświadczenia i myślę, że współpraca układa się dobrze.

Jak układa się Wasza współpraca?
W tym sezonie pojawi się jeszcze kilka krótszych startów i z pewnością w sierpniu kolejny pełen dystans. Jestem po tygodniu przerwy od trenowania i wracam do gry. Tam celem jest wynik poniżej 9 godzin. Mam nadzieję, że z dużym zapasem poniżej.

Jeśli jest możliwość, to przy okazji tego wywiadu chciałbym bardzo podziękować osobom, które miały ogromny wpływ na przygotowania i oczywiście samą możliwość startu we Francji
– Dimie, Natalii, Bogdanowi – Work Assist Group
– rodzicom
– mojemu teamowi Annie, Panu Areczkowi, Kaście
– Strefarowery
– władzom miasta Wągrowiec

I wszystkim co od wielu lat wiernie trzymają kciuki!

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X