Rozmowa

Piotr Ławicki: Czuję spory niedosyt po Karpaczu

Wystartował w mistrzostwach Polski w biegu na 10 km. To był jego główny start. Piotr Ławicki przyznaje, że popełnił sporo błędów, które nie pozwoliły mu osiągnąć oczekiwanego rezultatu.

Niedawno podczas MP w Karpaczu w biegu na 10 km pokonałeś dystans w czasie 32:43. Jakie masz odczucia po tym starcie?
Czuję spory niedosyt. Moje plany zakładały złamanie 31 minut. Niestety, już od początku biegu czułem, że tego dnia nie dam rady.

Jak przebiegał start?
Od samego startu objęliśmy prowadzenie w serii razem z Michałem Oliwą i Pawłem Najmowiczem. Przez ponad  dwa kilometry biegliśmy razem. Potem się podzieliliśmy i każdy walczył sam. Ja biegłem na trzeciej pozycji, aż do dziewiątego kilometra, kiedy to zebrałem się na długi finisz i odebrałem drugie miejsce Pawłowi. Ostatecznie zająłem 32 miejsce.

Jakim wyzwaniem była dla Ciebie bieżnia?
To było spore wyzwanie i dużo nowych doświadczeń. Przede wszystkim bieganie na bieżni jest zupełnie inne niż wyścigi uliczne. Na stadionie dużo większe znaczenie odgrywa głowa. Bardzo ciężko jest „kręcić kółka”, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa. Moim zdaniem na ulicy dużo łatwiej jest pokonać kryzysy w trakcie zawodów.

Czego nauczył Cię ten start/przygoda z lekką atletyką?
To ogromna lekcja pokory. Początkowo wydawało mi się, że założę kolce i będę biegaczem. Otóż nie. Samo ograniczenie treningów pływackich i kolarskich nie daje nam nagłego wystrzału formy biegowej. Gdy tylko rozpocząłem ten eksperyment biegowy, zacząłem popełniać wiele znaczących błędów, które zauważyłem dopiero teraz, gdy pokusiłem się o głębszą analizę.

ławicki

Zobacz też:

Marcin Ławicki: 4 miejsce w Płocku jest sukcesem

Jakie to były błędy?
Po pierwsze zbyt wysokie prędkości na treningach tempowych, które w parze ze zwiększoną objętością biegania, okazały się zabójcze. Zabrałem się za prędkości, które nie są na ten moment dla mnie. Po drugie zbyt wysokie prędkości na wybieganiach i ciągłych drugich zakresach. Te wszystkie błędy złożone w jedną całość, sprawiły, że moja wytrzymałość,  zamiast szybować w górę, leciała w dół na łeb na szyje. Trzeba było zwiększyć samą objętość, ale pozostać na prędkościach, na których biegałem wcześniej. Ewentualnie dołożyć elementy szybkościowe i siłowe. Dla przykładu, po dwóch miesiącach treningu moje tempo progowe  pogorszyło się o 15 sekund. Kolosalna różnica. Wykonywany przeze mnie trening tempowy zniszczył mnie. To tylko i wyłącznie mój błąd, ponieważ większość treningów biegałem szybciej, niż nakazywał mi trener Marek Jaskółka.

Jakie wyciągnąłeś wnioski po tych startach w lekkiej atletyce?
Tak jak każdy sport wymaga ogromnej dawki cierpliwości i pokory. Nic nie przychodzi od ręki i samo ograniczenie pływania i roweru nie sprawi, że będziemy z automatu biegać dużo szybciej.

Jakie to może mieć przełożenie na triathlon?
Myślę, że intensywne treningi na wysokich prędkościach i duża objętość z pewnością po czasie oddadzą i w przyszłym sezonie będę biegał znacznie lepiej, jeśli mądrze i solidnie przepracuję zimę.

Czy w przyszłym roku wracasz w pełni do triathlonu?
Bardzo chciałbym. Wszystko jest w tej chwili uzależnione od tego, czy i jak uda mnie się dogadać ze sponsorem na przyszły rok. Jak powszechnie wiadomo, sytuacja w firmie CCC nie jest łatwa z powodu pandemii i moja przyszłość w pomarańczowych barwach nie jest pewna.

Można się spodziewać jeszcze pojedynczych startów w lekkiej atletyce?
Zdecydowanie tak!

Z perspektywy czasu żałujesz, że ten sezon poświęcić na tę dyscyplinę?
Nie, myślę, że bardzo dużo się nauczyłem i na pewno ta wiedza i trening zaprocentują w przyszłości.

Jak wyglądają obecne plany sportowe?
Następny przystanek: mistrzostwa Polski w duathlonie w Rumi, 11.10.2020.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button