Rozmowa

Julia Sanecka: W Hamburgu dowiedziałam się ile brakuje do czołówki

Jej ostatnim startem był niespodziewanie WTS Hamburg. Tym samym zadebiutowała w elicie. Wyciągnęła z tych zawodów cenną naukę. Julia Sanecka już w październiku wraca do treningowej rutyny.

Niedawno zadebiutowałaś w elicie podczas WTS Hamburg, gdzie zajęłaś 59 miejsce, będąc jedną z najmłodszych w stawce. Z jakimi doświadczeniami wracasz do Polski?
Do Polski wracam przede wszystkim z bezcennym doświadczeniem. To ściganie było zupełnie inne niż w stawce juniorskiej. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam być częścią tak ważnego sportowego wydarzenia. Dało mi to dużo motywacji.

Jak wrażenia ze startu?
Było ciężko. Wbrew pozorom trasa kolarska była dla mnie jedną z cięższych. Może ze względu na to, że juniorki jeżdżą trochę mniej dynamicznie niż elita. Do pokonania miałyśmy aż sześć pętli, a na każdej z nich wychodziły po cztery zrywy. Tyle interwałów bardzo mnie wymęczyło. Jestem z siebie dumna, że nie odpadłam z grupy.

Jak oceniasz całą otoczkę tych zawodów?
W ubiegłym roku podczas mistrzostw świata w Lozannie, kiedy startowałam jako juniorka, ta otoczka była niesamowita. Wielu kibiców, wszystko bardzo widowiskowe i świetnie zorganizowane. W tym roku nie dało się aż tak bardzo odczuć całej tej atmosfery, ponieważ zawody były całkowicie zamknięte dla kibiców. Dookoła tras były rozłożone dwumetrowe płoty zasłonięte czarnym materiałem, aby nie było zgromadzeń kibiców. Na miejscu mogli być tylko trenerzy, organizatorzy, zawodnicy i media. Mimo tego i tak było niesamowicie, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku wszystko wróci do normy.

Z jakimi emocjami stanęłaś na starcie?
Byłam wyjątkowo spokojna. Pierwszy raz od dawna nie czułam presji. Nareszcie mogłam skupić się na starcie samym w sobie, a nie oczekiwaniach innych, jak i moich. Potrzebowałam tego. Moim celem na ten start było niedostanie LAPa i zebranie doświadczenia. Udało się.

Jakie to było uczucie, startując razem z takimi gwiazdami jak Georia Taylor-Brown, czy Flora Duffy?
Przed startem świadomość tego, z jakimi zawodniczkami będę się ścigać, przynosiła podekscytowanie, radość, momentami pozytywny stres, a czasem ten nie do końca dobry… Wiele razy przewinęła mi się przez głowę myśl, czy zasługuję na ten start. W trakcie samego już wyścigu dopiero na części biegowej znowu doszło do mnie, gdzie jestem i co robię.  Wcześniej byłam zbyt zajęta walką o przetrwanie i nie było na to czasu.

sanecka

Zobacz też:

Łukasz Biskup: Od fascynacji kolarstwem do triathlonu

Jak przebiegał start z Twojej perspektywy?
Zazwyczaj na pływaniu wychodziłam w pierwszej części grupy, a płynąc z przodu, nie trzeba aż tak walczyć o miejsce. Tu było inaczej, ponieważ płynęłam w tyle. Na pierwszej bojce było bardzo duże zamieszanie i mało miejsca. Wyszłam z wody pod koniec stawki, ale dałam radę zrobić dobrą strefę zmian i złapać grupę. Wiedziałam, że jeśli się to nie uda, to prawdopodobnie dostanę lapa. Dlatego byłam troszkę spokojniejsza, że jestem w miarę dobrej sytuacji. Pierwsze trzy pętle czułam się dobrze, ale im dalej, tym bardziej czułam ciężar tych wszystkich zrywów. Ostatnia pętla była dla mnie najgorsza, walczyłam o przetrwanie. Schodząc na bieg, czułam, że muszę złapać rytm i włożyć to, co mi zostało. Na ostatnim etapie cały czas miałam uśmiech na twarzy, ponieważ wiedziałam, że już teraz na pewno ukończę ten wyścig. Największą jednak radość czułam, wbiegając na metę.

Co Ci pokazał wyścig w gronie czołowych zawodniczek świata?
Pokazał mi, gdzie jestem w skali świata. Jakie elementy sprawiały mi największy problem i co miało największy wpływ na wynik. Wiem, nad czym pracować.

Z jakimi wspomnieniami będzie Ci się kojarzyć ten wyścig?
Przede wszystkim ze spontanicznością całej sytuacji. Z radością i niedowierzaniem, że coś tak niesamowitego się dzieje. A na pewno z cenną lekcją.

Czy podczas pobytu w Hamburgu miałaś okazję poznać i porozmawiać z tymi zawodniczkami?
Tak, rozmawiałam z kilkoma zawodniczkami. Były bardzo miłe, uśmiechnięte i takie normalne. Nie czułam się, jakbym rozmawiała z kimś niedostępnym tylko ze zwykłą osobą, z którą łączy mnie ta sama pasja.

Patrząc na ten wyścig, w czym tkwi największa różnica między poziomem juniorskim a elity?
W elicie poziom jest bardzo wysoki i  bardziej wyrównany niż w juniorkach. Zdaje mi się, że w juniorkach czasem było to możliwe, żeby troszkę pokombinować. Na przykład dobre biegaczki nie musiały martwić się, jeśli grupa z tyłu je złapie, ponieważ znały swoje możliwości biegowe. Wiedziały, że te z tyłu im „nie zagrażają”. W elicie natomiast osób świetnie biegających jest o wiele więcej, dlatego każdy pracuje na 100 procent przez cały wyścig. Nie wiem, czy po jednym starcie mogę wypowiadać się na ten temat, ale takie odniosłam wrażenie. Przebywając wśród tych zawodniczek, zauważyłam też różnicę w zachowaniu przed startem. Zdaje mi się, że biło od nich skupienie, ale też pewność siebie i spokój. Stres nie był tam aż tak widoczny.

Na podstawie tego startu, w którym momencie rozwoju jesteś i nad czym jeszcze trzeba pracować?
Myślę, że biorąc pod uwagę okoliczności mojego startu w tych zawodach, mogę ocenić go pozytywnie. Jeszcze długa droga przede mną, a popracować trzeba nad wszystkim. Mamy z trenerem wstępny plan, ale na pewno będziemy modyfikować go na bieżąco. Na ten moment mogę powiedzieć, że chcemy trochę większą uwagę zwrócić na rower. Ten rok będzie dla mnie pełen zmian… studia, nowa kategoria, nowe cele. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

W jaki sposób podchodzisz do tego osiągniętego czasu i miejsca w ostatnich zawodach?
Jestem dumna, że ukończyłam start. Co do czasu za bardzo nie zwracam na niego uwagi, ponieważ każda trasa jest inna. Bardziej interesują mnie różnice do innych zawodniczek, a tam jest bardzo dużo analiz do zrobienia.  Miejsce 59 na 66 jak na pierwszy raz jest okej.  Mam co poprawiać.

Jak wyglądają najbliższe plany?
Teraz wracam do roztrenowania. Jadę na szkolenie wojskowe, a po powrocie rozpoczynam studia. W październiku zaczynam kolejny okres przygotowawczy i wracam do treningowej normalności.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne, Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button