Rozmowa

Ola Sienicka: To, co przeszłam, było lekcją pokory i wytrwałości

#polskieHAWAJE Niedawno wróciła do startów po problemach zdrowotnych, a w międzyczasie wyszła za mąż. Teraz Ola Sienicka skupia się na jednym celu – Hawaje.

Za Tobą intensywny czas w życiu prywatnym. Gratulacje z okazji ślubu. Czy wróciłaś już do regularnych treningów?
Tak! Choć ta regularność jest mocno zaburzana moim stanem zdrowotnym, tak jakby ciało chciało mi powiedzieć „hej, nie tak prędko, musisz przystopować!”. Jeśli chodzi o powroty do formy, to byłam bardzo niecierpliwa. Chciałam jak najszybciej być w gazie i stąd pojawiały się zrywy, które kończyły się przeciążeniami i drobnymi kontuzjami. Do najważniejszego startu zostało 9 tygodni. To bardzo mało, ale zrozumiałam, że muszę słuchać organizmu i powoli wdrażam się w trening na bieżąco, analizując z trenerem własne możliwości i siły. Ważne jest, żeby nie oglądać się za innymi, zamiast tego skupić się na własnych celach i zdolnościach.

Pół roku temu przeszłaś ostatnią operację barku. Jak obecnie wygląda sytuacja zdrowotna?
Z barkiem jest dużo lepiej. Gdy lekarz powiedział mi, że nie będę pływać przez pół roku, nie bardzo chciałam mu uwierzyć. Naiwnie myślałam, że wrócę po 2-3 miesiącach. Organizmu się nie oszuka. Regeneracja musi potrwać odpowiednio długo, żeby doszło do pełnego wyleczenia. Teraz wiem, że każdy uraz zmienia sportowca, a stwierdzenie, że wraca się silniejszym, nie jest wcale wyjęte z czapki (śmiech). Po tym co przeszłam, jestem odporniejsza na ból i z większym dystansem podchodzę do tego sportu. Rehabilitacja i leczenie dyskomfortu są dużą lekcją wytrwałości i pokory.

Nie ukrywałaś, że celem sezonu jest Kona. Czy tamte problemy zdrowotne realnie zagrażały temu startu?
W grudniu 2021 większym “problemem” zagrażającym temu startowi, było NIE zrobienie operacji. Moja kontuzja barku trwała 10 lat, powracające zwichnięcia i nastawianie ich zaczęły pojawiać się coraz częściej, w coraz bardziej codziennych sytuacjach. W listopadzie bark “wypadł” mi dwa razy podczas biegania. Wtedy wiedziałam, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest operacja. Oczywiście brałam też pod uwagę to, że mogę nie zdążyć i na Konie nie wystartować, ale to było zdecydowanie mniejsze ryzyko. Największe podziękowania należą się mojemu mężowi, który wspierał mnie przez ten cały okres i wierzył we mnie bardziej niż ja w siebie. Nie raz wycierał moje łzy z policzków i ze wszystkich sił podnosił na duchu.

Jak te komplikacje zdrowotne wpłynęły na Twoje przygotowania i plany startowe prowadzące na Hawaje?
Minęło pół roku zanim wróciłam do normalnej sprawności. W znaczącym stopniu wpłynęło to na mój trening i plany startowe. Musiałam czymś zapełnić treningową lukę. Najlepszą rzeczą, jaką mogłam zrobić, było znalezienie innej aktywności, która zastąpiła na pewien czas triathlon. Do startów mi się nie paliło, bo wiedziałam, że nie zaprezentowałabym najwyższej formy.

Miesiąc temu pierwszy raz wystartowałaś po tej przerwie. Jak wspominasz start w Estonii?
To był duży spontan (śmiech). Po ślubie pojechaliśmy z mężem do Estonii. Jednego wieczoru wyszliśmy na krótką przebieżkę wokół jeziora i z daleka zobaczyłam bojki. Byłam pewna, że odbędą się zawody triathlonowe. Więc kiedy wróciliśmy wyszukałam je i następnego ranka byłam już zapisana na zawody na dystansie olimpijskim. Nie miałam dużych oczekiwań.  Chciałam poczuć dreszczyk emocji związanych ze startem i udowodnić sobie, że czas już wracać do rywalizacji. W dniu startu pojawił się stres, nie przepłynęłam więcej niż 500 metrów kraulem, a tutaj było 1500, w dodatku w jeziorze z innymi ludźmi. Ustawiłam się na samym końcu, omijając ludzi szerokim łukiem. Trasa dała mi mocno w kość, pagórkowaty rower z crossowym górzystym biegiem. Pomimo olbrzymiego zmęczenia, byłam przeszczęśliwa, brakowało mi tych emocji.

Ile planujesz jeszcze startów przed Hawajami?
Niedługo ponownie wyjeżdżamy na miesiąc pracy zdalnej do Estonii. Tam będę przygotowywać się do Kony i zaplanowane mam dwa starty. Jeden na dystansie 1/2IM, drugi na dystansie olimpijskim. Jeśli pogoda będzie łaskawa, wystartuję jeszcze na 1/4 w Płocku.

Z jakim nastawieniem pojedziesz na Hawaje?
Moim najważniejszym celem jest teraz dotrwać do startu bez kontuzji i kolejnych przerw. Czasu jest mało, ale zrobię, ile będę mogła, żeby się jak najlepiej do nich przygotować. Jadę tam z nastawieniem walki z własnymi słabościami, z warunkami… no i żeby po raz czwarty usłyszeć na mecie „Ola, you are an Ironman”.

Co sprawia, że start na Hawajach jest taki dla Ciebie wyjątkowy?
Ten start jest wisienką na torcie w mojej sześcioletniej triathlonowej “karierze”. Zawsze mówiłam, że po Konie idę na “emeryturę” i taki jest plan. To będzie mój ostatni start przed dłuższą przerwą. Mam nadzieję, że będzie wyjątkowy!

Czego Ci życzyć przed kolejnymi tygodniami i startami?
Zdrowia, dobrej pogody i bezpiecznych podróży!

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X