Rozmowa

Kim jest Jacek Krawczyk?

Ustanowił nowy rekord Polski na ½IM startując dopiero drugi raz na tym dystansie. Pokonał trasę w Bahrajnie w 3:40:03. Jacek Krawczyk w rozmowie z TriathlonLife.pl opowiada o wyścigu, triathlonowych początkach, wyrzeczeniach, kontuzji i wielu innych sprawach.   

Pobiłeś rekord Polski na 1/2IM podczas zawodów IM 70.3 Bahrajn. Czy spodziewałeś się takiego rezultatu przed startem? 
Jadąc do Bahrajnu, na pewno nie spodziewałem się, że uda mi się osiągnąć tak dobry czas. Czułem się dobrze przygotowany, ale nawet mój najbardziej optymistyczny plan nie zakładał takiego rezultatu.  

Jak wyglądał wyścig? 
Był to dla mnie dopiero drugi start na dystansie ½ Ironmana. Z tego powodu nadal czułem się jak debiutant. Na pływaniu popełniłem trochę błędów. Nie wiem dlaczego, ale ustawiłem się na starcie najbardziej z lewej strony, gdzie zaraz po około 100 metrach był skręt o 90 stopni w prawo. Stając obok Bena Kanute myślałem, że może chociaż przez moment uda mi się utrzymać jego nogi. W ferworze startowej przepychanki nie udało się tego zrobić. Drugą części dystansu płynąłem w drugiej grupie. Poczułem się lepiej dyktując tempo, poprowadziłem ją do końca etapu pływackiego.

Krawczyk

Zobacz też:

Stawała na podium w każdych zawodach


Jak było na rowerze i podczas biegu?
Na rowerze jechałem mocno pierwsze kilometry. W ten sposób chciałem dogonić dwóch zawodników jadących przede mną. Niestety, krótki moment kryzysu spowodował, że straciłem do nich dystans. Na około 45 kilometrze dojechała mnie większa grupa, w której jechał m.in. Miłosz Sowiński. Razem dojechaliśmy do końca etapu kolarskiego. Na biegu do 16 kilometra biegłem równo. Trzymałem własne tempo. Udało mi się wyprzedzić paru rywali. Niestety, późnej opadłem z sił, przez co straciłem dwie pozycje. Finalnie na mecie zameldowałem się na 10 miejscu. 

Czy miałeś konkretne założenia startowe? 
Ze względu na to, że nie jestem jeszcze obyty z tym dystansem, to nie miałem wygórowanych oczekiwań. Tak naprawdę do końca nie wiedziałem, czego mogę się po sobie spodziewać. Wiedziałem jedno, rywale są mocni. To był mój pierwszy start w życiu, gdzie mierzyłem się z takimi nazwiskami, jak Blummenfelt, Kanute czy Weiss. To są zawodnicy z prawdziwego światowego topu. Chciałem, aby to był dobry start, w którym nie zrobię żadnych większych głupot, m.in. nie będę nadawać tempa w grupie na rowerze. Tego założenia z pewnością nie zrealizowałem. 

Na tych zawodach padało wiele znakomitych rezultatów oraz nowych rekordów. To była kwestia szybkiej trasy, czy czegoś innego? 
Trasa kolarska w Bahrajnie jest naprawdę bardzo szybka. Jest prawie idealnie płaska. W dniu zawodów było bezwietrznie. Lekki wiatr pomagał nam dopiero w drugiej części trasy. Podczas jazdy, gdy spoglądałem na licznik, widziałem, że grupa, w której byłem, trzyma średnią około 45 km/h. Warunki na trasie naprawdę sprzyjały osiąganiu bardzo dobrych rezultatów. Sam w to do końca nie wierzyłem, póki tam nie wystartowałem. Zarzuty do trasy kolarskiej sprowadzają się do tego, że była ona krótsza o około dwóch kilometrów w stosunku do trasy z zeszłego roku. W mojej ocenie to daje korektę wyników jedynie o około 3-3,5 minut. 

Krawczyk

Zajrzyj do:

Maja Bużycka nie poddawała się. Walczyła!


Czy podróż oraz aklimatyzacja przed tym startem przebiegły bezproblemowo?
 
W moim przypadku podróż przebiegła bez kłopotów. Jeśli chodzi o aklimatyzację, to ze względów finansowych nie mogłem pozwolić sobie na żaden obóz zagraniczny. Dlatego całość przygotowań przeprowadziłem w Polsce. Próbowałem przyzwyczaić się do wyższych temperatur poprzez wizyty w saunie oraz gorące kąpiele. 

Czy chciałbyś jeszcze powrócić na trasę w Bahrajnie? 
Trasa w Bahrajnie jest bardzo szybka. Z przyjemnością wybrałbym się tam w przyszłym roku, chcąc poprawić czas. To jednak uzależnione jest głównie od możliwości finansowych jakie będę miał w przyszłym sezonie. Wyjazd do Bahrajnu jest wymagający finansowo. Jeżeli uda mnie się znaleźć sponsorów chcących mnie wspierać w kolejnym sezonie, to z chęcią wrócę do Bahrajnu, żeby powalczyć zarówno z własnym rekordem oraz ze światową czołówką. 

Kiedy trafiłeś do triathlonu? 
W 2011 roku, pierwsze kroki stawiałem w klubie UAM Triathlon Poznań pod okiem trenerów: Filipa Przymusińskiego, Wernera Urbańskiego oraz Huberta Króla. Do klubu przyszedłem pod koniec listopada. Do sezonu było jeszcze daleko. To pozwoliło mi na odpowiednie wdrożenie się w ten sport.

Kiedy wystartowałeś pierwszy raz?
Pierwszy start miałem w Ślesinie w 2012 roku. Ze startu pamiętam głównie moje zaskoczenie, że w wodzie należy tak mocno walczyć o pozycje. Byłem tym na tyle przerażony, że płynąłem około 50 metrów z boku w stosunku do całej stawki. 

Krawczyk

Przeczytaj też:

Kamil Damentka i jego walka z kontuzją i kryzysem


Z jednej strony triathlon to sukcesy, bicie rekordów oraz laury, ale jest też ta druga strona medalu. Z jakimi wyrzeczeniami wiąże się w Twoim przypadku uprawianie triathlonu?
 

To jest przede wszystkim ograniczone do minimum życie towarzyskie. Udział w zawodach oraz też obozach wymaga zabezpieczenia finansowego. W moim przypadku odbywa się to przede wszystkim dzięki pomocy ludzi dobrej woli, a także oszczędnościom. W Bahrajnie startowałem na wypożyczonym rowerze, z pożyczonym kaskiem i skinem. Bilety lotnicze opłacił mi darczyńca. Bardzo wszystkim przy tej okazji dziękuję. Wiem, że rywalizacja z najlepszymi zawodnikami na świecie to nie tylko kwestia treningu. Bez udziału sponsora jest to niemożliwe. Cały czas muszę dzielić pomiędzy trening, regenerację i pracę/studia. To jest  wymagające, ale zdaję sobie sprawę, że większość osób uprawiających sport, musi zmierzyć z podobnymi wyrzeczeniami. Dodatkowo dochodzi do tego wygospodarowanie choć chwili czasu na życie pozasportowe, które pomaga odpocząć psychicznie od ciężkiego treningu. 

A jakie korzyści czerpiesz dzięki triathlonowi?
Triathlon nauczył mnie wytrwałości w dążeniu do celu oraz organizacji czasu. Zweryfikował też parę razy listę moich priorytetów. Pokazał, że dojście do pewnych rzeczy wymaga większych poświeceń.  

Co Ciebie motywuje do treningów i startów? 
Otaczają mnie zmotywowani ludzie i to oni w głównej mierze dodają mi energii do dalszej pracy i osiągnięcia jak najlepszych wyników. Na obozach motywują mnie też koledzy z teamu. Trening sprawia mi przyjemność. Nie muszę się bardzo do niego wewnętrznie przekonywać, szczególnie jeśli chodzi o te lżejsze sesje. Te cięższe wymagają już ode mnie więcej samozaparcia i działań motywacyjnych. 

Krawczyk

Zobacz także:

Cud, który pomaga w treningu


Na co dzień współpracujesz z trenerem Tomaszem Kowalskim. Jak się układa współpraca?
 
Nasza współpraca układa się od samego początku bardzo dobrze. Z trenerem Tomkiem rozpocząłem współpracę w listopadzie zeszłego roku. Od tego czasu bardzo dużo mu zawdzięczam. To on jest architektem wyników jakie osiągam. 

Obecna forma i osiągane wyniki to jest maksimum Twoich możliwości, czy to dopiero początek? 
Ufam, że przygotowując się do kolejnych sezonów, cały czas będę się rozwijał. Na pewno moja dyspozycja w Bahrajnie nie była taka, jaką bym sobie wymarzył. Kontuzja, z którą się zmagałem w połowie tego sezonu, spowodowała, że moja forma była trochę gorsza, niż przed kontuzją. 

Czy kontuzja zapalenia ścięgna Achillesa lewej nogi wpłynęła jakoś na Twoją psychikę, zważywszy, że zabrała Tobie blisko 1,5 miesiąca sezonu? 
Kontuzja była dla mnie trudnym doświadczeniem. Przydarzyła mi się podczas obozu przygotowawczego do drugiej części sezonu m.in. do udziału w Mistrzostwach Polski w Białymstoku. Na obozie czułem, że wykonałem bardzo dobrą pracę. Było mi po prostu żal, że nie mogę potwierdzić tego wynikiem.  

Krawczyk

Posłuchaj też:

Jerzy Górski o codziennej walce ze słabością. Podcast #3

 

Ten start w Bahrajnie był dobrym podsumowaniem sezonu? 
Wynik osiągnięty w Bahrajnie był ponad moje oczekiwania. To jest z pewnością bardzo dobre zakończenie, o którym nawet nie marzyłem. Cały sezon nie był jednak tak dobry, jak ostatni start. W głównej mierze wpływ miała na to kontuzja ścięgna Achillesa, której się nabawiałem na przełomie lipca i sierpnia. Początek sezonu oceniam bardzo dobrze. Podniosłem poziom sportowy i poprawiłem najsłabszą konkurencję, czyli jazdę na rowerze. Pracowałem też nad pływaniem. Pomimo ciężkiego treningu nie udało mnie się popłynąć na poziomie pierwszej grupy na zawodach rangi ITU. To jest konieczny element, żeby móc rywalizować na wysokim poziomie w triathlonie olimpijskim. Po kontuzji próba startów na dystansach Ironman 70.3 była na pewno udana. 

Kiedy wracasz do treningów przed sezonem 2020? 
Już w przyszłym tygodniu, ale regularne treningi wznowię od nowego roku. 

Jakie masz plany dotyczące sezonu 2020? 
Chciałbym nawiązać rywalizację ze światową czołówką na najważniejszych wydarzeniach triathlonowych – mistrzostwach świata, a także na zawodach z cyklu Ironman 70.3. Planuję też  powalczyć o najwyższe lokaty na naszych krajowych zawodach, takich jak Gdynia, Warszawa, Poznań, czy Bydgoszcz.  

Rozmawiał Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X