Rozmowa

Daniel Jakimiuk: Czuję się cieniem samego siebie

Ukończył zawody w Poznaniu na dystansie średnim w TOP10. Ale jak przyznaje Daniel Jakimiuk nie brakowało problemów na trasie. Plany na dalszą część sezonu są ambitne. 

Jakie masz odczucia po starcie w Poznaniu?
Jestem bardzo zadowolony. Wiem, że w tym dniu dałem z siebie wszystko.

Jak podchodziłeś do całego zamieszania związanego z zawodami w Poznaniu i m.in.: zmiany formuły na duathlon?
Uczucia były mieszane. Jeśli chodzi o podejście, to starałem się od tego wszystkiego odciąć i nie dorzucać swoich pięciu groszy oraz zbędnych komentarzy.

Czy rozważałeś rezygnację z tego startu z powodu tego zamieszania?
Nie, forma była zrobiona, plan pod start ułożony. Byłem gotowy na wyścig i miałem zamiar go ukończyć.

Jakie miałeś nastawienie przed tymi zawodami?
Przede wszystkim dotrzeć do mety i dać z siebie wszystko. Ten sezon jest dla mnie dość ciężko. Staram się nie dokładać dodatkowej presji oraz oczekiwań.

Jak przebiegała rywalizacja?
Od początku do mety był pełny gaz. Wyścig układał się bardzo dobrze do 30 km roweru, gdzie musiałem zmierzyć się z delikatnym defektem… Do tego czasu po dobrym biegu ruszyłem z silna grupą. Znaleźli się tam Łukasz Kalaszczyński, Kuba Woźniak, Bartek Banach, Jens Frommhold, Christopher Pietruczuk i Tomek Spaleniak. Po pierwszej pętli razem z Barkiem i Łukaszem zaatakowaliśmy, odskoczyliśmy od całej reszty i wtedy niestety, małe bum…

Co się stało?
Na 30 kilometrze rower przy dużej prędkości podskoczył na nierówności i wtedy z kółka przerzutki spadł mi łańcuch, wpadając między kółka a obudowę wózka… Nie dało się tego ogarnąć bez zatrzymania…

Czy po uporaniu się z łańcuchem udało się odzyskać prawidłowy rytm?
Początek był ciężki. W środku kotłowały się uczucia złości i żalu. Ruszyłem bardzo mocno, dogoniłem i przejechałem obok Tomka Spaleniak, który odpadł z grupy, potem Pawła Najmowicza, który też odpadł z pierwszej grupy. Widziałem, że już są blisko i naciskałem na pedały. Rytm bym, moc była, z tyłu jednak też atakował Kacper Tochowicz. Dojechał do mnie i razem dogoniliśmy grupę. Jednak to dużo kosztowało.

W jakim stopniu odczuwałeś na biegu tę gonitwę?
Mocno to czułem. Już od początku wiedziałem, że będzie ciężko, bo tempo 3:35-3:40 bardzo bolało, dużo mocniej niż powinno. Więc musiałem biec trochę wolnej, ale udało się zrobić to w miarę równo, choć były małe kryzysy.

Ostatecznie ukończyłeś zawody na dziewiątym miejscu. Czy jesteś zadowolony z tego wyniku?
Tak, jestem bardzo zadowolony z dyspozycji tego dnia. Wyciągam wnioski i biorę się za dalszy trening.

Jak oceniasz pierwszą połowę sezonu?
A to już połowa?(śmiech) Chyba nie oceniam. Od początku sezonu czuję się cieniem siebie samego, ale się nie poddaję i lecę dalej.

Jakie masz dalsze plany na ten sezon?
Kolejne mistrzostwa Polski, najbliższe w Cross Triathlonie w Bielawie i pełny dystans w Malborku. Poczekam jeszcze co i jak z 1/2 IM, bo myślę, że Mistrzostwa Polski będą przeniesione. Po drodze będą starty w cyklu Lotto Triathlon Energy.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X