Rozmowa

Beata Jarmołowicz za tri zabrała się w wieku 45 lat

Prawie za każdym razem staje na podium w kategorii wiekowej. Marzy o starcie na mistrzostwach świata w Utah.

Czy uprawiałaś kiedyś sport zawodowo?
Nie, nigdy. W dzieciństwie chodziłam na balet. Grałam namiętnie w gumę (śmiech). W szkole średniej chodziłam na aerobik. Tu zbieżność z Julitą Sikora, moją obecną idolką. Szkoda, że w wynikach nie mamy takiej zbieżności (śmiech). Podczas studiów zamieniłam basen na sekcję aerobiku, bo jak to, basen o 7:30 rano?! Teraz jest zemsta po latach, nie dość, że słabo pływam, to z własnej nieprzymuszonej woli chodzę na basen na szóstą rano. Byłam zawsze  dobra z WF, szczególnie w skoku w dal. Do tego grałam trochę w kosza.

Jak wyglądała u Ciebie aktywność fizyczna do rozpoczęcia przygody z triathlonem?
Trochę jeździłam rowerem po lesie lub bulwarze. Czasami biegałam, chodziłam na basen, ale nie było w tym żadnej systematyczności. No i co roku jeździłam na narty.

Pierwsze sukcesy odnosiłaś w amatorskich zawodach slalomowych. Jak trafiłaś do tego sportu?
To zasługa moich rodziców. Co roku jeździliśmy na narty w polskie góry i spodobał mi się ten sport. W trakcie studiów jeździłam czasami dwa razy w roku z sekcją AKN do Korbielowa. Było bardzo fajnie narciarsko i towarzysko. No i dostawaliśmy na ten czas urlop dziekański (śmiech). Około 2005 roku zaczęłam wyjeżdżać z grupą architektów i wtedy przesiadłam się z długich nart na carvingowe i to było objawienie. Zupełnie inne prędkości, jazda na krawędziach. Wtedy też wzięłam udział w kilku zawodach amatorskich. Moje pierwsze puchary zdobywałam właśnie na imprezach amatorskich na slalomach, tzw. “bułgarach”, czyli mocno podkręconych tyczkach na slalomie gigancie. Jeździłam na nartach,  nawet będąc w ciąży z ostatnim synkiem (do czego ogólnie nie namawiam). Nadal wyjeżdżamy co roku na narty i deski (Krzysiek na parapecie). Nasz synek tez jeździ od piątego roku życia na nartach.

Czy miałaś predyspozycje do uprawiania tego sportu?
Myślę, że prawdziwy talent to mam do nart, ale triathlon można łatwiej i bardziej systematycznie uprawiać, mieszkając nad morzem.

jarmołowicz

Zobacz też:

Marcin Ławicki: 4 miejsce w Płocku jest sukcesem

W jaki sposób udawało się Ci trenować do zawodów w slalomie, mieszkając nad morzem?
Trudno to nazwać trenowaniem, podczas wyjazdów z architektami, a zdarzało się, że wyjeżdżałam 2-3 razy w roku, mieliśmy super instruktorów z FunSport, u których głównie szlifowałam technikę. W jednym roku tyle razy ostrzyłam narty, że już prawie nie było krawędzi. W trakcie zawodów straciłam połowę ślizgu. Na takiej narcie wygrałam, byłam pierwsza na 100 startujących.

W 2014 roku miałaś pierwszą styczność z triathlonem. W jakich okolicznościach?
Triathlon z bliska poznałam, idąc na metę Herbalife 70.3 Gdyni w 2014 roku, gdzie przyjaciel partnera (Krzysztofa Miszewskiego), Marcin Kępka w upale wbiegł wykończony na metę z czasem 5:00:51, a zależało mu na złamaniu pięciu godzin. Więc ja na dobicie go: “to nie mogłeś przyśpieszyć, żeby te 51 sekund zgubić ?” Zabił mnie wzrokiem, a teraz już wiem, że czasami te sekundy są bardzo trudne do odrobienia.

Czy wtedy chciałaś sama spróbować sił w tym sporcie?
Wtedy w Gdyni zaczęła się zajawka, 10 sierpnia 2014. Pomyślałam, że to bardzo fajny sport, ale bałam się, że nie dam rady. Potem dowiedziałam się, że są też krótsze dystanse. 15.08 zaczęłam biegać bez większego planu na przyszłość. 10.09 wzięłam udział w moich pierwszych zawodach, “Biegu Westerplatte” na 10 kilometrów. W listopadzie był nabór w ramach konkursu Radia Gdańsk i gdańskiego MOSiR-u do programu “Aktywuj się w triathlonie”, na który strasznie chciałam się dostać. Namówiłam partnera, który wówczas był sceptycznie nastawiony. Wysłał zgłoszenie za minutę dwunasta, ja tydzień wcześniej. Dostaliśmy się oboje do programu, tak jak i 60 śmiałków. Do dzisiaj utrzymujemy kontakty, spotykamy się na zawodach.

Jak wyglądały Twoje przygotowania do debiutu?
Nad programem opiekę merytoryczną, trenerską miał Complexsports. Bieganie 2-3 x w tygodniu, pływanie dwa razy; spinning zimą, a potem rower w plenerze 2 x w tygodniu z Olą Niewiarowską. Do tego treningi ogólnorozwojowe na sali. Z pływaniem były zawsze śmieszne historie, bo zaczynaliśmy o 22:30 i kończyliśmy o północy, a gadatliwy z natury Tomasz Dobroczek z Argonaut Gdańsk, trener pływania, opowiadał nam jeszcze różne anegdoty. W domu lądowaliśmy po pierwszej w nocy. Były dwie grupy o ksywach: „rura ściekowa” i „marudy”. Byłam w „rurze ściekowej” (śmiech). Pod koniec były treningi open water z Dawidem Dobroczkiem i zakładki na Reja. Byliśmy naprawdę dobrze przygotowani do naszego debiutu w Triathlon Gdańsk w 2015 roku.

Zadebiutowałaś w 2015 roku podczas Triathlonu Gdańsk na ¼ IM. Jak było?
Byłam okropnie przejęta i z tego stresu dzień wcześniej złapał mnie ból w krzyżu uniemożliwiający nawet schylanie się; cztery ibupromy, plaster rozgrzewający i o 23  wieczorem ból puścił. Więc mogłam startować (śmiech). W trakcie zawodów było bardzo dobrze. Nawet pływanie poszło mi nieźle, oczywiście jak na mnie. Dopiero w tym roku pobiłam tamten wynik. Rower koło stadionu, jeszcze nie tunelem, więc trochę więcej nawrotek i zakrętów, ale poszło dobrze, wówczas jeszcze na zwykłym, aluminiowym rowerze szosowym, bieg tradycyjnie po Parku Reagana, też całkiem żwawo. Ogólnie czas 2:42:37 na debiucie w wieku 45 lat mnie cieszył.

Czy po tym starcie byłaś przekonana do dalszych startów?
Tak, wsiąkłam w ten sport i w kolarstwo. Wystartowałam w 2015 roku jeszcze w Gdyni na sprincie i w Mrągowie na ¼. W kolejnym roku było już 15 różnych startów. Dzisiaj mam na koncie ponad 100 zawodów.

W jaki sposób taka rywalizacja z partnerem na Ciebie oddziałuje?
W pierwszych latach z racji “specyficznej” kategorii wiekowej byłam prawie zawsze na podium, a Krzysiek z racji najbardziej oblężonej kategorii (jest 11 lat młodszy) – nie. Więc oczywiście zadziałał syndrom “faceta wyprzedzanego przez babę”. Zaobserwowałam to zjawisko przed laty na bulwarze nadmorskim: niezależnie od wieku, facet wyprzedzony na rowerze, za chwilę sapiąc i dysząc, musiał choć na chwilę wyprzedzić. Krzysiek się zawziął i teraz on też staje prawie zawsze na podium i zdobywa przeróżne sloty. Rok temu na MŚ w Nicei, a w tym roku na MŚ  w St. George w USA. Jest naprawdę dobry, zwłaszcza na rowerze i biegu, a nie trenuje wcale jakoś dużo i namiętnie. Dlatego teraz nie ma między nami rywalizacji. Choć wcześniej też nie była jakaś „niezdrowa”. Kibicujemy sobie wzajemnie. Krzysiek wymyśla czasami z kumplami jakieś ekstremalne wyścigi, np. 1250 km po górach Atlas w Maroku, 800 km po Karpatach albo ostatnio non stop 470 km po Mazurach w 20:34.  Wtedy wpatruję się w ten tracker i nie śpię. Tylko patrzę, jak się ten numerek przesuwa albo i nie. Wówczas tym bardziej nie śpię.

Jak sobie wzajemnie pomagacie w tej triathlonowej przygodzie?
Zawody planujemy razem, latem próbując łączyć je z mini urlopami, żeby dziecko miało z tego też jakąś radość np. jak jechaliśmy do Gołdapi, namówiliśmy na start znajomych, którzy mają dzieci zaprzyjaźnione z naszym synem. W ten sposób spędziliśmy razem sympatyczny weekend w trzy rodziny. Jak Krzysiek robił „calaka” na północy Hiszpanii, połączyliśmy to z wizytą u jego siostry w Bilbao, wycieczkami i urlopem nad morzem ze znajomymi, którzy dojechali do nas z Polski.

Z jakimi problemami musicie zmagać się na co dzień, uprawiając razem ten sam sport?
Codzienne pytanie: „co dzisiaj masz” ? Chodzi o trening w training peaks i planowanie logistyczne, kto pierwszy, a kto drugi na trening, kto zawozi, a kto odbiera dziecko z treningu lub szkoły, bo wciąż trzeba zapewnić mu opiekę. Gdy czasami, bardzo rzadko wyjdziemy razem na trening, opatrzony jest on hasłem “romantic” run lub ride (śmiech). Mimo wszystko uważam, że jest lepiej, gdy oboje w związku trenują i dzielą pasję. Wtedy jest pełne zrozumienie dla leżenia na kanapie, sprzątania trochę rzadziej niż dotychczas i roweru w salonie.

Zaczęłaś przygodę z triathlonem w wieku 45 lat. Czy teraz żałujesz, że wcześniej ten sport nie pojawił się w życiu?
Tak, zastanawiam się zawsze, o ile byłabym lepsza, zaczynając np. w wieku 30 lat. Kiedy się zaczyna w wieku 45 lat, to pewnych rzeczy nie da się już nadgonić. Z drugiej strony ten sport zaczął być modny i uprawiany na szerszą skalę dopiero kilka lat temu. Więc nie miałabym szans go dużo wcześniej spróbować. Po prostu za wcześnie się urodziłam (śmiech).

Jak oceniasz ten sezon?
Ten sezon był dla mnie dość trudny i to wcale nie w związku z pandemią. Choć kilku odwołanych startów nie mogę odżałować (ulubione Charzyki, Susz, zawody kolarskie z serii Cyklo). Głównym celem tego sezonu miał być IM Kalmar 15 sierpnia, na który mieliśmy pojechać większą ekipą „smerfów” z CTS.  Zaczęłam później niż inni zawodnicy z powodu rehabilitacji po operacji kostki, którą przeszłam w październiku. W styczniu zaczęłam powoli biegać, dystanse po trzy kilometry. W maju doszłam do 15 km, do 42km jeszcze trochę brakowało/ W kwietniu miałam wypadek na moich zjechanych wzdłuż i wszerz Żuławach.

Co się stało?
Przy silnym wietrze na starej siódemce ciężarówka, która chyba celowa przejechała zbyt blisko, po prostu zdmuchnęła mnie z drogi. Wtedy jechałam zadanie 40 km/h. Skończyło się i tak nieźle, czyli szlifem na nodze, zdartym kolanem, krwiakiem na całe udo, złamanym hakiem przerzutki, ale trenowałam dalej, mając na uwadze przygotowania do jeszcze nieodwołanego wówczas IM Kalmar. Odwołano go dopiero pod koniec czerwca. Nie załamałam się, stwierdziłam, że trzeba zmienić cele na ten sezon.

Co nim było?
Stał się nim start w IM 70.3 Gdynia na dystansie ½ plus mniejsze zawody z serii Garmin Iron Triathlon i MP w Rawie. Zaczęliśmy od Gołdapi, gdzie zrobiłam życiówkę na dystansie ¼ (2:36:55). Potem była Rawa i MP na dystansie sprint. Pojechałam tam ze znajomymi dzień po tym, jak wieczorem o 22 wylądowałam w Gdańsku po urlopie, gdzie nie jeździłam na rowerze. Do tego miałam katar. Poszło tak sobie. Jednak przeziębienie dawało się we znaki, głównie na biegu przy 28 st. C, ale pozwoliło mi to wygrać w kategorii. Zdobyłam slota na mistrzostwa Europy w Estonii i zostałam powołana przez PZTri do kadry narodowej w age group. Zawody zostały odwołane, ale mam nadzieje, że odbędą się w przyszłym roku. Ciuchy kadrowe już mam (śmiech). Potem był Ślesin, Gdynia, na koniec sezonu Płock. Żałuję, że nie zrobiłam całego cyklu GiT, ale tydzień przed Gdynią nie chciałam się rozpraszać. Ogólnie zawody GiT ratowały ten sezon.

Nie da się ukryć, że prawie zawsze stawałaś na podium w kategorii wiekowej. Które z tych zawodów uznajesz za najlepsze?
Te pierwsze w Gdańsku w 2015 roku wspominam bardzo ciepło, ale chyba najbardziej zaciętą rywalizację zafundowałam sobie w Charzykowym w 2018 roku. Tam po moim jak zwykle dość słabym pływaniu, gdy zaczynałam bieg, miałam stratę 20 sekund do pierwszej babki w kategorii, a AG tam są co 10 lat. Więc musiałam się spinać z moimi 48. Było gorąco, a ja nie lubię biegać w upale. Mimo to zawzięłam się i na metę wpadłam z ośmiominutową przewagą i ówczesną życiówką (2:38:29).

W Gdyni zajęłaś trzecie miejsce w kategorii wiekowej. Co stanęło na przeszkodzie w wywalczeniu slota do Utah?
Niestety, Gdynia poszła poniżej oczekiwań. Źle mi poszło pływanie, skopałam rower. Trasa „pod prąd” mi zupełnie nie podeszła i na mojej koronnej dyscyplinie nie odrobiłam straty. Przede mną rewelacyjna Szwedka i Niemka pływaczka (popłynęła w 29 minut, ja się nie przyznam, w ile popłynęłam). Byłam na siebie zła. Cieszyło trzecie miejsce w Gdyni, ale pozostał żal do siebie. W mojej kategorii wiekowej slot jest prawie zawsze tylko jeden i trudno go zdobyć. Dlatego myślę jeszcze o jakiś zawodach na dystansie 70.3 IM.

Czy już postanowiłaś, gdzie podejmiesz kolejną próbę walki o tego slota?
Najprawdopodobniej będzie to Turcja, Belek, 1 listopada. Choć ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęłam. Sytuacja pandemiczna jest dość dynamiczna. Nie wiadomo, czy w ogóle da się polecieć.

W jaki sposób Cię motywuje fakt, że partner już ma tego slota?
Ogromnie! Nie byłam w USA i chciałabym tam pojechać turystycznie, ale też powalczyć, a nie tylko w roli kibica (śmiech).

Obydwoje trenujecie u Jakuba Czaji. Jak przebiega współpraca?
Nigdy nie miałam takich objętości. Choć dla Kuby to pewnie jest i tak mało. Kuba ma fajne podejście do zawodników. Pyta na początku współpracy, ile kto może poświęcić czasu na treningi, kiedy może trenować (w naszym przypadku są to popołudnia, wieczory i weekendy) i dostosowuje pod to plany. Oczywiście jest ciągła wymiana spostrzeżeń, zmiany na bieżąco, gdy tylko coś się wydarzy. Jest bardzo cierpliwym i wyrozumiałym trenerem, choć i wymagającym.

jarmołowicz

Zajrzyj do:

Marta Turek: Jak zrobisz życiówkę, to z Tobą zamieszkam

Rok temu miałaś skomplikowaną operację. Co się stało?
Nawarstwiło się kilka skręceń kostki w przeciągu 30 lat. W końcu ścięgna strzałkowe przeskakiwały przez kostkę, co po pierwsze było bolesne, a po drugie groziło całkowitym ich poszarpaniem podczas dalszych aktywności.

Na czym polegał zabieg?
Na rekonstrukcji więzadeł, ATFL i CFL, których zupełnie nie było od kilkunastu lat, przytwierdzeniem do kości stopy specjalną kotwicą ścięgien strzałkowych i naprawa samych ścięgien poprzez wycięcie kilkunastu cm i zszyciem tego, co zostało w „rurki”, które miały się z czasem przebudować. Przy okazji wycięto ganglion na śródstopiu, który odrastał co miesiąc.

Jak wyglądał powrót do treningów?
Przez dwa tygodnie miałam gips. Już w tym czasie robiłam trzy razy dziennie serie unoszenia nóg. Po dwóch tygodniach gips został zastąpiony ortezą. Mogłam zacząć jeździć na trenażerze. Ciężko szło, jak się później okazało, po zdjęciu ortezy, przyczyną był również ciężar samej ortezy, bo potem było już lżej. Po miesiącu mogłam pływać. Na początku ze stopą „hakiem” i wstążeczką na kostce, żeby Ci z tyłu uważali.  Oczywiście 2-3 razy w tygodniu była rehabilitacja u Łukasza Szczęsnego w VeloLab.

Czy w pełni już wróciłaś do sprawności?
Łydka na początku od razu zrobiła się dwa razy chudsza, za to kostka 2 razy  grubsza. Teraz, prawie po roku jest znacznie lepiej, ale kostka zawsze będzie już trochę grubsza, a łydka nie odzyskała jeszcze dawnej objętości, ale pracuję nad nią.

Masz trójkę dzieci. Czy któreś z nich ciągnęło do triathlonu?
Nasz (mój i Krzysztofa) 9-latek Tymon chodzi na zajęcia rowerowe do Belta Team, super szkółki kolarskiej prowadzonej z pasją przez rodzinę Państwa Lorkowskich. Chodzi też na basen, gdzie uczy go sam Paweł Czajkowski (znany trójmiejski triathlonista). Więc, kto wie, może wyrośnie z niego jakiś młody triathlonista. Nie naciskamy. Chcemy trochę wprowadzić sportu w jego życie, bo to kształtuje charakter. Uczy zorganizowania i samodyscypliny. Stanął już nawet na drugim stopniu podium w lokalnych zawodach kolarskich. Starsi synowie moje zachęty w stronę triathlonu skwitowali tylko: „Mamo, ale my nie mamy kryzysu wieku średniego” (śmiech). Na pewno trochę, a może sporo jest w tym prawdy. Starsi synowie świetnie pływają i trochę jeżdżą na rowerze. Kiedyś jeździli po hopkach w lesie, skakali, zjeżdżali na łeb, na szyję, czym doprowadzali mnie do obłędu. Jedyne, co mogłam zrobić, to kupić im tzw. „zbroje” (ochraniacze), bo co można powiedzieć nastolatkom (śmiech).

Jak wyglądają priorytety na przyszły sezon?
Do końca plany jeszcze nie są skrystalizowane, ale jeśli sytuacja pandemiczna pozwoli, to na pewno wystartuję w ME w Estonii (olimpijka). Jeśli uda się wywalczyć slota, to oczywiście, że MŚ w St. George w USA (1/2); i możliwe, że IM Kalmar (jestem zapisana), ale decyzja zapadnie po ewentualnej Turcji.

Jakie masz jeszcze cele oraz marzenia związane z triathlonem?
Najbliższym celem jest zdobycie slota na MŚ w St. George, nie tylko z chęci wystartowania w mistrzostwach świata, ale  z powodu marzenia o wycieczce do Stanów. Bardzo chciałabym zobaczyć Utah. Chciałabym zostać też „prawdziwą” ironwoman, ale mam obawy, czy dam radę. Czas pokaże. Na razie jestem już trochę zmęczona przedłużającym się sezonem. Do tego buntuje się organizm. Więc stawiam sobie takie krótkofalowe cele. Większość znajomych jest już na roztrenowaniu, a ja cisnę na czasówce na „moich” Żuławach przez Stare Babki (śmiech).

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button