Rozmowa

Małgorzata Szczęsna: Wolę zaczynać później sezon

Tegoroczne starty zacznie już w najbliższy weekend podczas Lotto Challenge Gdańsk. Małgorzata Szczęsna dzieli się powodami decyzji oraz opowiada o ciekawej sytuacji TRI Ladies.

Późno rozpoczynasz sezon startem w Lotto Challenge Gdańsk. Dlaczego?
Jestem ciepłolubna. Kiedy zaczynałam wcześnie sezon, gdzie była zimna woda jak dla mnie, to zazwyczaj źle wspominałam zawody. Słabo czułam się po wyjściu z wody i to nie było dla mnie komfortowe pod względem psychicznym i fizycznym. Zeszły sezon też zaczęłam od Lotto Challenge Gdańsk i byłam pozytywnie zaskoczona. Ówczesna pogoda nie pokrzyżowała planów. Trochę podgrzała wodę. Postanowiłam, że w tym roku przyjmę podobną taktykę i tegoroczne starty rozpocznę od połówki w Gdańsku.

Który start będzie najważniejszym w tym sezonie?
Nie jestem jeszcze zapisana, ale najprawdopodobniej Ironman Gdynia. Zawody rozgrywane są dosłownie kilometr od mojego domu. W tym roku nie nastawiałam się na pełny dystans, ale jest mi szkoda (śmiech). Jestem nadal w ciągu treningowym, choć planowałam sobie zrobić przerwę w tym roku. Wyszło jednak inaczej i dalej trenuję.

Będą tylko te dwa starty?
Pomiędzy nimi jeszcze mistrzostwa Polski na połówce w Poznaniu. Akurat na tydzień przed tymi zawodami jestem na wyjeździe w Portugalii na zawodach, ale w innej dyscyplinie sportu, jako support. Zobaczymy, jak będzie z przygotowaniami. Ten sezon jest trochę ruchomy.

Jak było w ostatnim sezonie?
Ambitnie, wyszło prawie tak, jak chciałam. Zakończyłam tamten sezon pełnym dystansem we Włoszech. Pierwszy raz zaliczyłam pudło na zagranicznej imprezie. Odczuwałam jednak niedosyt. Nie zrobiłam takiego wyniku, jak chciałam. Można planować, a na trasie dzieją się różne rzeczy. Mimo tego tamten start zaliczam do bardzo udanych.

Co Ci sprawia przyjemność w tym przedłużaniu ciągu treningowego?
To jest całe moje życie oraz praca. Ciężko mi tak przerwać i skupić się tylko na zawodnikach. Czuję, że jeszcze cały czas mogę trenować. Z każdym rokiem poprawiam życiówki. Robię coraz lepsze wyniki. To jest taki mały nałóg. Kiedy prowadzę zawodników, to ciężko mi stać i patrzeć, wolę zrobić z nimi trening.

Myślisz o zakończeniu triathlonowej przygody?
Nie, raczej chcę zrobić przerwę i odpocząć oraz skupić się na innych sprawach. Po prostu chcę pociągnąć ten sezon i zobaczyć, jak będę się czuć.

A jak czują się TRI Ladies?
Bardzo dobrze, choć nie jesteśmy zbytnio aktywne w mediach społecznościowych. Team się “rozsypał”, ale tak pozytywnie. Dużo dziewczyn jest w ciąży lub już urodziło dziecko. Cała drużyna dalej się trzyma. Kto może, to trenuje i startuje. Reszta dopinguje z dziećmi na rękach lub w brzuchu (śmiech).

To szykują się powroty po tych ciążach?
Tak, niektóre już miały być, ale dziewczyny potrzebują więcej czasu.   

Ile Was jest?
Tak naprawdę to kilkanaście. Obecnie mocniej do sezonu razem ze mną przygotowuje się pięć dziewczyn. Reszta trenuje dla siebie, ma luźniejszy sezon albo dopinguje koleżanki na trasie.

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X