Wiadomości

W tym szaleństwie jest metoda. Panowie chylę czoła!

Przejechali z Poznania do Karpacza 270 kilometrów. Temperatura w słońcu niekiedy sięgała, a może nawet przekraczała 40 stopni Celsjusza. Następnie weszli na Śnieżkę. W ten sposób chcieli pomóc poszkodowanym w wypadku Ricie i Kasi.

Zaczęło się niewinnie. Od kulturalnej, tak, tak kulturalnej dyskusji na profilu TriathlonLife.pl na Facebooku pod tekstem “Kto ma bardziej porąbane pomysły ten gość” Otóż Kamil Ligenza przejechał na rowerze z rodzinnego Zgierza do Gdyni. Wyszło 353 kilometry. Zrobił to, bo w ten sposób chciał pomóc Ricie i Kasi, które 1 czerwca tego roku uległy potwornemu wypadkowi. Samochód “zmiótł” je dosłownie z drogi, kiedy jechały na trening. Dzisiaj pierwsza z nich jest w śpiączce, druga jest w ośrodku rehabilitacyjnym, gdzie walczy o jak najpełniejszy powrót do zdrowia. Oczywiście potrzebna jest na to kasa. Duża. Trwa zbiórka.

Od komentarza do czynu

Wracając do dyskusji. Pod tekstem pojawiło się kilka “lepszych” wyników od Kamila. Pojawił się także komentarz, że ludzie sobie od tak jeżdżą dla siebie po Polsce. Zasugerowałem, aby może przepalić te kilometry na jakiś cel charytatywny np. dla Rity i Kasi. Kilka minut później zadzwonił Marek Pantkowski, któremu pomysł się spodobał.

-Jedziemy z kolegami w sobotę rano z Poznania do Karpacza na rowerach, a następnie chcemy wbiec na Śnieżkę – powiedział. – Nie znamy dziewczyn, ale praktycznie taka sytuacja mogłaby spotkać każdego z nas dlatego chcemy im pomóc.

Tak jak powiedzieli tak zrobili. Założyli subkonto, na które rozpoczęli zbiórkę kasy. Cel 10 000 złotych, a w sobotę o 5 wyruszyli w drogę. O przebiegu wyprawy informowali na TriathlonLife.pl i na prywatnych kontach FB. Przejechali 270 kilometrów w skrajnych warunkach. Żar lał się z nieba, ale nie było mowy o tym, aby się zatrzymać. Nie przeszkodziła im nawet wywrotka na rowerze jednego z nich. Szybka ocena stanu roweru, zdrowia i pojechali dalej. Musieli, bo przecież obiecywali dziewczynom, że dotrą do celu. Stało się to o godzinie 21. Po 16 godzinach wyczerpującej podróży, w upale, dotarli do celu.

-Nie wiem jaka była temperatura, ale przyszedł moment, że do bidonu wlewaliśmy zimną wodę z lodówki, by po chwili ją wylewać, bo nie dało się pić, była gorąca – podsumowywał wyprawę dla TriathlonLife.pl Marek. – Pomijam miejsca gdzie topił się asfalt. W normalny dzień przy takiej pogodzie nie wyszlibyśmy z domu. Ale wiedzieliśmy po co jedziemy. Najpiękniejszy odcinek: Rudawy. Do Karpacza dotarliśmy o godz 19:00. Zupełnie inaczej niż zakładaliśmy, mówiąc szczerze bardzo zmęczeni. Pół godz przerwy i dalej. Na Śnieżkę dotarliśmy o 21. Czarnym szlakiem spod dolnej stacji wyciągu na Kopę. Szlak na Śnieżkę był pusty. Wiedzieliśmy, że się uda. Teraz śniadanie i pomyślimy o kolejnych pomysłach – napisał w niedzielę Marek.

Zbiórka ciągle trwa

Na konto ciągle wpływają pieniądze. Do tego celu, 10 000 brakuje. Koniec zbiórki o godzinie 12. Wtedy Marek przeleje zebrane środki na konto główne, gdzie ciągle każdy z nas może wspierać rehabilitację dziewczyn.

Ale to co najważniejsze, to że kolejny raz wiele osób usłyszało o zbiórce. Niesamowite jest także to, że są na świecie ludzie, którzy dla drugiego potrafią bezinteresownie zrobić coś ekstra. Za to cenię chyba najbardziej nasze triathlonowe środowisko. Chylę czoła przed Wami: Marek, Damiana Słowińskiego, Krzysztofa Ohla i dziękuję za tę reakcję i akcję. Jeśli ponownie wyruszycie na trasę dajcie znać, chętnie coś napiszemy na ten temat, chociaż wiem, że Wy rozgłosu nie lubicie 🙂

Pozdrawiam Marcin Dybuk

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close