Rozmowa

Paweł Bułeczka. Mistrzowski debiut w triathlonie ekstremalnym

Został Mistrzem Polski w triathlonie ekstremalnym, debiutując w tej formule. Wygrał nie tylko z przeciwnikami, ale też z problemami zdrowotnymi. W rozmowie z TriathlonLife.pl Paweł Bułeczka opowiada m.in.: o tym jak wyglądały przygotowania do zimowych, ekstremalnych zawodów.

Przemysław Schenk: Jaka różnica jest pomiędzy tradycyjnym triathlonem, a triathlonem ekstremalnym?

Paweł Bułeczka: Dla mnie różnicą jest specyfika pływania latem, a zimą. Wielu zawodników nawet latem korzysta z pianek. Ja też zaliczam się do tej grupy, bo pływanie nie jest moją koronną konkurencją. Pianka pomaga we właściwym ułożeniu ciała i zachowaniu energii, której nie marnuje na ogrzewanie organizmu. Zimą największym kłopotem jest powrót ciała do właściwej temperatury. Jest ona potrzebna do efektywnej pracy organizmu. U większości zawodników taka sytuacja ma miejsce po około 4 km biegu. Podczas treningów zaobserwowałem, że ten czas się skracał. Na zawodach po ok 15 minutach (ok. 3,5km) pracowałem na pełnych obrotach. Wiem to po analizie zapisu akcji serca z zegarka sportowego. Bieg i rower nie różni się specjalnie, tylko temperatura jest niższa.

Jak przebiegały Pańskie przygotowania do niedawnych Mistrzostw Polski w triathlonie ekstremalnym?

– W tych zawodach chciałem wystartować już w pierwszej edycji. Niestety, rozchorowałem się. Dodatkowo miałem zaplanowany wyjazd na obóz treningowy z kolegami za granice i odpuściłem. W zeszłym roku, także miałem zamieszać w stawce. Wydaje mi się, że byłem wtedy lepiej przygotowany niż w tym roku. Na przeszkodzie stanęły studia podyplomowe i egzamin, którego nie można było przełożyć. W tym roku także przez zmianę terminu musiałem zrezygnować z innej imprezy. Ale powiedziałem sobie, że do trzech razy sztuka. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne to nie odbiegało ono specjalnie, od tego co wykonuje większość zawodników, którzy przygotowują się do rywalizacji w sezonie letnim. Wielu moich znajomych morsuje, ale pływanie to już inna bajka. Aby móc liczyć się w walce o mistrzostwo, to od początku grudnia morsowałem do czterech razy w tygodniu. Za każdym razem wydłużałem czas i stopień zanurzenia. Często łączyłem to z jazdą rowerem i bieganiem. Pod koniec grudnia zacząłem pływać od razu 300 metrów. Wiedziałem, że nie ma co próbować na krótszych dystansach, bo miałem zapas czasowy w przebywaniu w wodzie. Nie było żadnych problemów. Kolejnego dnia powtórzyłem pływanie, tym razem biegłem do odzyskania komfortu cieplnego. Po drodze startowałem w zawodach biegowych na różnych dystansach i specyfice trasy (asfalt, teren, wzniesienia). Wygrałem także Sulejowski Bieg Morsa. Te zawody potraktowałem, jako formę przygotowań.

– Jakie miał Pan obawy przed tamtym startem?

– Jechałem na zawody z myślą walki o zwycięstwo. Skalkulowałem, że mogę pokonać ten dystans w ok 1h15’ i tak też zrobiłem. Problem pojawił się 3 dni przed startem. Wtedy się przeziębiłem. Nie czułem się super. Dodatkowo w niedzielę 27 stycznia, podczas startu w Trial Kamieńsk na dystansie prawie 30 km przydarzył się kolejny problem. Pojawił się ból w biodrze. Ograniczał mi ruch i nie mogłem normalnie trenować.

– Z jakimi przeszkodami musiał się Pan zmagać, podczas samych zawodów?

– Byłem przeziębiony i miałem problem z biodrem, ale pobudzenie przed startem wygłuszyło problemy. Niestety, na trasie biegowej, gdzie sukcesywnie zbliżałem się do Arka podkręciłem na ok 3 km kostkę. Dodatkowo na końcówce pierwszego kółka znów źle postawiłem stopę. Po tym nie goniłem już tak mocno. Kontrolując trasę i walkę zostawiłem do części rowerowej. Jako, że wywodzę się z kolarstwa, wiedziałem, że mogę tutaj wiele zdziałać. Tak też było po około 7 km. Dogoniłem Arka. Wiedziałem, że teraz wystarczy kontrolować sytuację. Nadawałem mocne równe tempo, kilka razy trochę podkręcając na wzniesieniach. W końcówce nie dałem się wyprzedzić i wygrałem.

– Jak Pan ocenia poziom triathlonu ekstremalnego w Polsce?

– To był mój pierwszy start. Nie miałem wcześniej okazji rywalizacji w takiej formule zawodów. Większość zawodników, także startuję w klasycznych triathlonach, na różnych dystansach. Z rozmów przed i po starcie wynikało, że mogę pochwalić się lepszymi życiówkami. Przełożyło się to na moją wygraną. Każdy z Nas, który tu wystartował, przede wszystkim chciał udowodnić sobie, że jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu. Każdy kto ukończył, był zwycięzcą. Przełamał swoje lęki i słabości. Jest to odmiana triathlonu bazująca na coraz większej modzie na morsowanie. Daje szansę pokazania się osobom specjalizującym w pływaniu zimowym.

– Jakie są Pana najbliższe plany sportowe po wygraniu Mistrzostw Polski w triathlonie ekstremalnym?

– W tym roku zamierzam poprawić wyniki na dystansie 5 km oraz 10 km w biegu.

– Czy ma Pan jeszcze jakieś cele związane z triathlonem ekstremalnym lub z innymi dyscyplinami sportowymi?

– W zeszłym roku postawiłem na starty w maratonach i realizację akcji Polska jest Piękna Pomarańczowa Sztafeta. Podczas jej pokonałem ponad 5 dystansów długich (Ironman) w pięć dób. Przemierzyłem trasę przez całą Polskę z członkami drużyny Rajsport Active i zaprzyjaźnionymi klubami. W tym roku, chciałbym do wakacji popracować nad szybkością. Skupie się na bieganiu, w wersji biegów ulicznych, trial i OCR. Planuje też kilka startów kolarskich. Jeśli chodzi o starty triathlonowe, to zamierzam dobrze wypaść w Sierakowie na dystansie połówki. W przyszłym roku planuje poważny wynik na jednym z triathlonów. Zależy to od czasu i zdrowia do treningów. Oczywiście nie omieszkam pojawić się nad Jeziorem Kierskim.

– Dziękuje za rozmowę

Przemysław Schenk
Foto materiały prywatne Pawła Bułeczki

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X