Julita Sikora: W życiu wszystko jest możliwe
W Bahrajnie zabrakło jej 63 sekund do trzeciego miejsca w kategorii wiekowej. Wydarzenia na trasie pokrzyżowały plany wywalczenia slota na MŚ w Nowej Zelandii. O problemach podczas wyścigu, wsparciu partnera oraz o sezonie 2019 Julita Sikora opowiada w rozmowie z TriathlonLife.pl.
Zajęłaś czwarte miejsce w K45-49 podczas IM 70.3 Bahrajn. Jak się czujesz?
Jestem bardzo zadowolona. Czas 4.43 jest moim najlepszym wynikiem na dystansie 1/2 IM. Wprawdzie dotychczas startowałam na Majorce, w Rapperswil i w Gdyni na wymagających trasach, ale płaska trasa w Bahrajnie wcale nie oznacza prostych zawodów.
Czy to było odzwierciedlenie prezentowanej formy?
Forma w dniu zawodów była optymalna. Udało się złapać świeżość i szybkość po Mistrzostwach Świata Ironman. Zdrowie dopisało.
Czy któryś z poszczególnych etapów mógł wyjść jeszcze lepiej?
Na początku etapu rowerowego musiałam się zatrzymać, bo łańcuch spadł z wózka. Przez to straciłam około 2-2,5 minuty i prawdopodobnie miejsce na podium. Do trzeciego miejsca zabrakło 63 sekund.
Jakie miałaś cele na ten start w Bahrajnie?
Chciałam złamać pięć godzin. Zrobiłam to. Chciałam zająć wysoką pozycję. Wiedziałam, że jedna konkurentka jest poza moim zasięgiem. Z kolejną mogłam powalczyć ponieważ na Hawajach przegrałam z nią tylko około pięciu minut. Drugie oraz trzecie miejsce było realne. Przy odrobinie szczęścia mogłam zdobyć slota na MŚ w Nowej Zelandii. Wyścig był bardzo szybki. Jednak nie wystarczyło czwarte miejsce w kategorii i 15 wśród amatorek.
Zobacz też:
Patryk Bielik: Nienawidzę i nie umiem przegrywać!
Czy fakt, że podczas tych samych zawodów startował Twój życiowy partner w jakiś sposób pomogło na trasie?
Zawsze pomaga. Jeśli po pływaniu jestem druga, to gonię. Kiedy wychodzę z wody pierwsza, to uciekam. Taka rywalizacja pomaga w osiąganiu lepszych wyników. Kolejny raz mieliśmy worki obok siebie w strefie zmian. Więc wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy. Artur zatrzymał się też, kiedy miałam problem techniczny z rowerem i rozładował mój stres.
Ten start w Bahrajnie był najlepszy w tym sezonie, czy wyróżniłabyś inne zawody?
Ten start był prawie perfekcyjny, czego nie mogę powiedzieć o pozostałych. Jednak jestem bardzo zadowolona ze wszystkich. Ciężko powiedzieć, który był najlepszy. Każdy jest inny i daje ogromną satysfakcję. Każdy chcę zapamiętać. W triathlonie tak już jest, zawody nie muszą być perfekcyjne, a są bardzo dobre.
Jak oceniasz sezon 2019?
To jest mój najlepszy sezon. Zrealizowałam wszystkie założenia, choć sama chyba nie do końca w nie wierzyłam. Zdobyłam kwalifikację na MŚ IM i 1/2IM. Startowałam na tych mistrzostwach, stanęłam na podium na ME IM. Zrobiłam życiówkę na dystansie 1/2IM i w biegu na 10 kilometrów. Czego chcieć więcej?
Jakie wyciągnęłaś wnioski z tego roku startowego?
Wniosek jest jeden: w życiu wszystko jest możliwe.
Na jakim etapie przygotowań jesteś do kolejnego sezonu?
Teraz mam roztrenowanie, czyli lekką aktywność fizyczną, średnio siedem godzin tygodniowo. Pewnie z początkiem stycznia ruszymy z regularnymi treningami.
Czytaj także:
Dominika Kozak z powodzeniem łączy dwie role
Nad którymi elementami będziesz się chciała skupić podczas treningów?
Cały czas pracuję nad techniką w każdej dziedzinie.
Które zawody będą dla Ciebie najważniejsze w przyszłym sezonie?
Jeszcze nie mam pełnego kalendarza startów, ale po MŚ na Hawajach bez stresu i napięcia podchodzę do kolejnych wyzwań. Niczego nie muszę udowadniać. Wszystko mogę. Dla mnie ważni są ludzie w triathlonie!
Czym będzie się różnić sezon 2020 od 2019?
Wracam do Gdyni na 1/2 IM. Zaczynam sezon w kwietniu od pełnego dystansu.
Jakie masz oczekiwania oraz cele na rok 2020?
Mam nadzieję, że rok 2020 przyniesie wiele niespodzianek!!!
Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne