Rozmowa

Filip Szymonik: Już sam start dobrze smakuje

Dla Filipa Szymonika ważna jest sama możliwość startowania po ostatnich poważnych problemach zdrowotnych.

We Warszawie byłeś pierwszy. W Gdańsku drugi, ale chyba wszystkie Twoje miejsca na podium dobrze smakują po Twoich przejściach zdrowotnych?
Sam start dobrze smakuje, bo niestety jeden obojczyk nie jest zrośnięty. Tam jest staw rzekomy. To, że pływam i mogę się ruszać, jest zasługą dobrej opieki fizjoterapeuty oraz lekarza. Jestem szczęśliwy z tego, że mogę tu być. To, co mam w tej ręce, nie wskazuje na to, że mógłbym pływać. Jestem zadowolony

Czy po takiej kontuzji zmienia się optyka na życie?
Bardzo się zmienia, po pierwszym obojczyku w Bełchatowie rok temu jakoś nie zmieniłem spojrzenia, ale po drugim upadku kilku lekarzy mówiło, że nie wrócę do sportu. Jednak znalazł się lekarz i fizjoterapeuta, którzy powiedzieli, że trzeba dać do pieca. Myślę, że każdy wyciągnąłby wnioski, że jest coś ważniejszego niż miejsca, start oraz cały ten stres.

Obecnie jesteś ostrożniejszy na trasie?
Jestem ostrożniejszy na treningach. Choć na zawodach też włączają mi się jakieś sygnały. W tym roku w tym tunelu trochę odpuściłem nogę. Bałem się studzienki itd. Nie jestem technicznym wirtuozem na rowerze. Więc muszę na siebie uważać.

Może tego zabrakło do zwycięstwa nad Tymonem Horstenem?
Nie, myślę, że zabrakło jaja w wodzie, bo po prostu tak samo, rok temu płynąłem za Kamilem Damentką i zgubiłem nogi na 3-4 boi. Potem sam piłowałem, a jak wyszedłem na rower, to nie miałem, z czego kręcić. Przestaje mnie bawić pływanie na pełnym gazie i potem dogorywanie do biegu. Na pewno chciałbym się wydłużać. Na dłuższych dystansach, jak się rozkręcę na pływaniu, to mogę płynąć, a jeśli jest krócej, to bywa ciężej.

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X