Rozmowa

Sebastian Borowik: To był najcięższy wyścig mistrzowski

Podczas mistrzostw świata Ironman St. George zajął czwarte miejsce w kategorii wiekowej. Do trzeciego miejsca zabrakło minuty. Dla Sebastiana Borowika to był najcięższy wyścig, z trzech startów w MŚ Ironman.

W mediach społecznościowych stwierdziłeś, że ten start w St. George było najbardziej upokarzającym doświadczeniem z pełnym dystansem. Skąd takie stwierdzenie?
Chodziło mi o to, że miałem najwięcej pokory. Muszę przyznać, że przed tym startem naprawdę się bałem. Nie wynikało to z braku przygotowania, ale z tego, że wiedziałem, z jaką trasą i jakimi warunkami przyjdzie się nam mierzyć w dniu zawodów. Pomimo że był to mój siódmy start na pełnym dystansie i trzecie mistrzostwa, to zarówno trasę, jak i warunki w St. George uważam za najcięższe do tej pory, ze względu na maksymalne 2000m przewyższenia na rowerze, 600m na bieganiu, wysokość, temperaturę i wiatr. 

Uplasowałeś się na czwartej pozycji w M45-49, z czasem 9:44:19. Jak oceniasz ten wynik z perspektywy czasu?
Ciężko oceniać sam czas. Dystans IRONMAN to podróż, nie wyścig, reagujesz na warunki i sytuację, w jakiej się znajdujesz. Dostosowujesz i modyfikujesz plan na bieżąco. W normalnych warunkach powinienem być na mecie około 30 minut szybciej. Cztery lata temu nie uwierzyłbym, że stać mnie na czwarte miejsce w mistrzostwach świata. Teraz żałuję, że zabrakło jednej minuty do trzeciego miejsca.

Czasy Sebastiana 

Swim: 59:58

T1: 5:12

Bike: 5:11:50

T2: 3:33

Run: 3:23:47

Finish: 9:44:19

Czy jesteś zadowolony z przebiegu części pływackiej?
To było najlepsze pływanie w życiu.

Jak czułeś się na tej niezwykle wymagającej trasie kolarskiej?
Planowałem pojechać zdecydowanie lżej niż zwykle, szczególnie pierwszą połowę trasy. Oszczędzałem siły na podjazdy czekające na nas na końcówce i skupiałem się na piciu, jedzeniu i efektywności jazdy.

Czy udało się zrealizować przedstartowe założenia na rowerze?
Wyszło całkiem nieźle. Chociaż myślę, że mogłem podkręcić ciut waty w drugiej ćwiartce trasy.

Z jakim planem wyszedłeś z T2?
Byłem w St. George na mistrzostwach świata na dystansie 70.3 w zeszłym roku. Wiedziałem, że  mentalnie na początku będzie super ciężko ze względu na długi podbieg. Wiedziałem, że nie mogę biec za mocno przez pierwsze osiem kilometrów, bo mnie odetnie. Chciałem trzymać tempo do 26km, a potem zweryfikować plan. 

Czy udało Ci się pokazać w pełni wypracowaną formę na etapie biegowym?
Wiem, że stać mnie na więcej.

Jakie mogły być przyczyny tej słabszej postawy na biegu?
Zabrakło aklimatyzacji do warunków, w miejscu, gdzie obecnie mieszkam. Pogoda przyszła o 2-3 tygodnie za późno. Większość treningów robiłem w domu.

Jakie miałeś odczucia po przekroczeniu mety?
Ostatnie dwa kilometry biegłem na odcięciu energetycznym, meta to zawsze ulga.

To były Twoje trzecie mistrzostwa świata Ironman. Czy to był najcięższy wyścig tej rangi?
Zdecydowanie.

Co chciałbyś w szczególności poprawić przed startem na Hawajach?
Muszę utrzymać formę pływacką. Wyjście z wody po jednej godzinie to zupełnie inny komfort, niż wyjście z wody po 1:06. Będę walczył o sekundy w strefach zmian i pracował nad combo rower-bieg.

Ile planujesz startów przed Koną?
Jestem zapisany na 70.3 w Boulder. Bardzo lubię stratować w Boulder, a że jest w dobrym terminie przed Kona i nie daleko, to zawsze ląduje na mojej liście.

Z jakim nastawieniem pojedziesz za kilka miesięcy na Hawaje?
Być zdrowym przed startem to już połowa sukcesu. Mam zamiar dobrze się bawić wśród przyjaciół, których nie widziałem przez pandemię od kilku lat. Nie mogę się już doczekać powrotu na wyspę.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X