Rozmowa

Adrian Kostera planuje 100 Ironmanów w 100 dni

Podczas niedawnych Mistrzostw Świata na podwójnym Ironman na Litwie zająłeś czwarte miejsce. Jak wrażenia?
Jestem przeszczęśliwy. Mimo, że to miał być dla mnie zwyczajny trening. Po potwierdzeniu udziału okazało się, że będą to Mistrzostwa Świata. Branie udziału w tak prestiżowej imprezie było pięknym przeżyciem. Jeżeli chodzi o zajęte miejsce, to mnie bardzo cieszy. Dla mnie dużo ważniejszy jest sam wynik.
 

Jakie miałeś założenie przed tymi zawodami?
Przed startem powiedziałem, że gdy złamię 24 godziny to będe szczęśliwy. W przypadku złamania 23 godziny, to będę w niebie. Sprawdziła się ta druga opcja.
 

Czy miałeś problemy na trasie?
Jestem zawsze pozytywnie nastawiony. Jedynie mam często uczucie irytacji. Mimo, że czuję się świetnie, to nie mogę osiągać zakładanych prędkości. Na Litwie cztery godziny na części rowerowej miałem silny ból głowy. Musiałem jechać nieco wolniej. Podczas biegu ciążyły mi płuca. Na pierwszym maratonnie nie osiągałem zakładanych międzyczasów. Choć czułem się świeżo i silny po rowerze. Kiedy na końcu przegoniłem czwartego zawodnika i nie miałem już szans kolejnego dogonić, to okazało się, że zawodnik z piątego miejsca jest już zaledwie jedno okrążenie za mną. Wtedy musiałem biec szybciej ostatnią godzinę. Nie mogłem się już zatrzymać. To było trudne.  Ale dało śledzącym mnie przyjaciołom dawkę emocji. Ten start pozostanie pieknym wspomnieniem.
 

Zobacz też:

Robert Karaś: Mam niewyparzoną gębę i nic tego nie zmieni

Jak przebiegały treningi do tego startu?
Rok temu po ukończeniu IM Maastricht, wskoczyłem do jeziora. Przepłynąłem 7800 metrów na raz. Następnie po kilku tygodniach wziąłem udział w biegu na 100 kilometrów. Po kilku tygodniach pojechałem rowerem nad morze i z powrotem. Większość mojego treningu to bardzo proste interwały na co dzień. Aby przygotowywać się do double, kręciłem w zimę na trenażerze przez 10 godzin. Kilka razy w piątek po pracy jeździłem wokół szklarni na czterokilometrowej pętli całą noc. Równie dużo było też ultra biegów.
 

Dlaczego pojawiła się myśl o zajęciu się triathlonem?
Od dawna męczyło mnie kilka spraw. Od 15 lat nie potrafiłem przestać palić papierosów. Czułem się zniewolony i upodlony za każdym razem, gdy obiecałem sobie lub żonie, że przestanę palić. A kilka godzin później chowałem się z papierosem i gumą do żucia. Towarzyszyło mi poczucie, że skoro nie potrafię mieć władzy nad tym, to nic w życiu nie osiągnę. Pewnego dnia otworzyłem internetową księgę rekordów Guinessa. Szukałem sposobu na zaznaczenie swojego istnienia oraz czegoś, co pozwoli mi pracować nad słabszymi cechami.
 

Co wtedy znalazłeś?
Natrafiłem wtedy na Ironman Cowboy i jego wpis w Księdze o 50 Ironmanach w 50 dni. Wtedy pomyślałem, że zrobię sto. Ale nigdy wcześniej nie uprawiałem sportu. Nie wiedziałem co mnie czeka. Nie potrafiłem nawet pływać.
 

Jak wyglądały Twoje pierwsze treningi?
Tego dnia, gdy powstało marzenie, wyszedłem na dwór. Wtedy przebiegłem sześć kilometrów. Potem naszkicowałem plan na kolejne dziesięć lat. W pierwszym roku było założenie, żeby po prostu biegać, jeździć, pływać. Na początku nie było roweru. Dlatego trenowałem na spiningowym, na siłowni. Na basenie nigdy nie miałem lekcji pływania.  W początkowych tygodniach płynąłem przy murku. Przełamywałem się, aby zanurzyć głowę. W pierwszy roku mojej przygody z triathlonem przeczytałem też setki, jak nie tysiące książek, artykułów i prac naukowych.
 

Czy miałeś jakieś obawy przed pierwszymi zawodami?
Nigdy nie obawiam się zawodów. Rzadko biorę udział w oficjalnych startach. Sam udział w zawodach jest dla mnie zwieńczeniem treningów.
 

Czy masz jakieś zasady?
Tak, w rok poprzedzający zawody, wykonuje testy na trzech dyscyplinach osobno. Potem złączam je w całość w zimie.
 

Podaj przykład.
Gdy robiłem pierwszy triatlon Ironman w 2018, to rok wcześniej przepłynąłem 3800 metrów. Innym razem przejechałem rowerem 180 kilometrów, a potem przebiegłem maraton. Podobnie zrobiłem rok temu wszystkie części double. Obecnie zostało mi tylko 900 kilometrów roweru, aby mieć pełny obraz tego, co czeka mnie na quintuple, za rok.

 

Jakie masz odczucie, stając pierwszy raz na starcie jakikolwiek zawodów?
Kiedy stałem na linii pierwszego maratonu, triatlonu, biegu ultra, mistrzostw kraju czy mistrzostw świata, to zawsze miałem to samo odczucie. Uświadamiałem sobie, w czym uczestniczę i powinienem czerpać z tego radość.
 

Czy triatlon to pierwszy kontakt ze sportem?
Można powiedzieć, że tak. Gdy byłem dzieckiem, wychodziłem na boisko do piłki nożnej czy siatkówki. Biegałem po lasch. Wolałem iść pieszo niż autobusem. Przez jakiś czas mieszkałem w towarzystwie bokserów i kick-bokserów. Czasami z nimi trenowałem. Ale w dorosłym życiu, nigdy nie uprawiałem sportu.
 

Jaką rolę triatlon pełni w Twoim życiu?
Triatlon stał się naturalną częścią życia tak, jak spanie, praca czy mycie zębów. Każdego dnia idę na trening mając w głowie już plan na kolejne kilka zawodów. Dla mnie jest to  zwyczajne.

W jaki sposób żona ci pomaga w godzeniu triatlonu z resztą obowiązków?
Moja żona jest naprawde wspaniałą i cierpliwą kobietą. Bo to wszystko znosi. Organizuje wszystko w taki sposób, aby organizować nam jak najwięcej czasu wspólnego. Jestem przekonany, że jeśli będę musiał porzucić marzenie, to wtedy, gdy nie będę już potrafił pogodzić sportu z rodziną.
 

W jaki sposób udaje się Tobie pogodzić pracę ze sportem?
Pracuje w godzinach 6-17, ale też w weekendy. W ciągu całego roku trenuję od poniedziałku do piątku 60-90 minut dziennie. W soboty ćwiczę około 2-3 godziny i w niedziele od 2 do 12 godzin. Najczęściej próbuję zespolić czas potrzebny na trening, pracę, dojazdy w jeden blok. To sprawia, że wszystko znacznie krócej trwa. Zazwyczaj jadę rowerem rano do pracy, a potem nad jezioro. Po pływaniu, wracam rowerem do domu. W ten sposób kończę trening i pracę o 19.
 

Jakie są konsekwencje Twojej nieobecności w pracy?
Można powiedzieć, że jestem jednym z kluczowych ogniw w mojej firmie. Moja nieobecność jest raczej problematyczna. Muszę też uważać, aby nie nabawiać się kontuzji. Nie chcę, aby sport powodował konieczność brania chorobowego.
 

Czym zajmujesz się zawodowo?
Pracuje na szklarni w Holandii w firmie Rotjes Young Plants.
 

Czy namawiasz najbliższą rodzinę do spróbowania sił w tym sporcie?
Zdecydowanie nie. Nie stać nas na większe wydatki w tym sporcie. Nigdy nie namawiam nikogo do uprawiania sportu. Choć zawsze namawiam do szukania pasji. To mogą być podróże, fotografia, kolekcjonowanie znaczków lub właśnie sport.
 

Jaki był najdłuższy dystans, który pokonałeś?
Właśnie rysuję mapę na 900 kilometrów jazdy. Ale to dopiero za dwa tygodnie. Póki co, w te wakacje podwójny Ironman i bieg 24 godzinny (215,4km) były najdłuższe.
 

Skąd wzięła się pasja do długich dystansów?
Przygotowania do zrobienia 100 Ironmanów podzieliłem na dwie grupy. Pierwsza to podnoszenie siły, szybkości i poprawa techniki. Dlatego co roku biorę udział w maratonach, półmaratonach. Wymyśliłem sobie, że będę szukał ciągle skrajnych granic. Być może, to co czuje po 23 godzinach całodobowego biegu lub to co mnie czeka za rok w quintuple będzie dobrym przygotowaniem do realizacji głównego celu. Przy okazji okazało się, że dobrze mi to idzie.
 

Z jakimi elementami masz jeszcze problemy?
Mam problem z pływaniem. Potrafię płynąć bez problemu, a czasami nie jestem w stanie przepłynąć 25 metrów na basenie.
 

Jaka jest tego przyczyna?
Wydaje mnie się, że ten problem leży w mojej głowie. Gdy poczuję smak lub zapach wody, który mi nie odpowiada, zaciska mi się gardło. Nie mogę więcej płynąć kraulem.
 

Czy ten problem pojawił się na zawodach na Litwie?
Gdyby na Litwie powrócił problem to i tak bym ukończył część pływacką. Z tym, że musiałbym wolniej płynąć.
 

Jak wyglądało w Twoim przypadku przygotowanie logistyczne do całego dystansu?
Na Litwę musiałem się dostać z Holandii. To wymagało przewiezienia samolotem sporo sprzętu. Nie było to trudne na szczęście. Na miejscu skorzystałem z możliwości poproszenia o suport wolontariuszy. Przydzielono mi trzy wspaniałe Litwinki, które wzmocniły mój suport.
 

Kto był jeszcze Twoim supportem?
Wraz z tymi trzema Litwinkami to był przyjaciel Dawid Bobrzki i moja żona Ela.
 

Co jest najważniejsze w tego typu startach?
Najważniejsze w tego typu zawodach jest jedzenie. Ono musi być podawane w taki sposób, abym nie musiał się zatrzymywać. To udało się perfekcyjnie. Na Litwę zabrałem ze sobą również całe swoje jedzenie. Z niego korzystam na co dzień podczas zawodów. Bo dla mnie najważniejsze jest nie wprowadzanie żadnych zmian podczas zawodów.

Kto był za co odpowiedzialny?
Dawid z Elą pomagali mi podczas Mistrzostw Holandii w biegu 24 godzinnym. Tam sprawdzili się znakomicie. Tym razem było podobnie. Podczas zawodów mam bardzo dobre poczucie tego co za chwile będę potrzebował. Oni stawali na głowie, aby wszystko było podane na czas. Muszę przyznać, że sam zapomniałem o kawie i herbacie.  Dawid potrafił wszystko zorganizować nawet w środku nocy.

 

Co warto dodać, to na Litwie była wspaniała współpraca pomiędzy wszystkimi polskimi zespołami. Wszyscy nawzajem sobie pomagali i pożyczali. Dawid  po ukończeniu przeze mnie zawodów wspomagał inny zespół. To w jaki sposób Polscy zawodnicy i ich zespoły współpracowały na zawodach, zasługuje na najwyższy szacunek i uznanie.
 

Jaką masz zasadę doboru sprzętu na takie zawody?
Najlepszą zasadą jest mieć wszystkiego podwójnie. Okulary do pływania, buty, strój triatlonowy, lampki, dętki, duży zapas jedzenia.
 

Czy to był Twój debiut na tym dystansie?
Tak, nigdy nie robiłem na raz dłuższego triatlonu niż IM. Ale wszystkie składowe osobno zrobiłem już wcześniej, a nawet dystanse dłuższe. Miałem za sobą już bieg 24 godzinny. Więc wiedziałem, jak moje ciało zareaguje na tyle godzin ciągłego ruchu.
 

Kto jest Twoim trenerem, który przygotowuje Ciebie do zawodów?
Nie korzystam z pomocy trenera. W triatlonie czy bieganiu kieruje się intuicją.
 

Czy planujesz starty na dłuższych dystansach?
W przyszłym roku planuje pokonać dystans pięciu IM. Jeżeli chodzi o formułę ultra triatlonu, to będzie mój najdłuższy planowany dystans. Uważam, że jest to maksymalny dystans, jaki można pokonać non-stop. Na razie to tylko ciche marzenie. Ale być może będę się starał ustanowić podczas tych zawodów rekord świata. Zobaczymy jak pójdą przygotowania zimą. Na razie przepłynąłem 20 kilometrów bez problemu. Przebiegłem pięć maratonów równie łatwo. Choć kolana mocno przy tym oberwały. Niebawem podejmę próbę przejechania 900 kilometrów. Wtedy będę wiedział na co mnie stać. Istnieje również Deca Ultra Triathlon. Ale według mnie, przerywanie aktywności snem, to już nie to samo. Następne ruchy jakie przewiduje to Deca triatlon w formule jeden IM na dzień, następnie Triple Deca Ultra Triathlon, czyli 30 dni Ironmanów. To będzie punkt wypadkowy do podjęcia próby zrobienia ich sto w sto dni. W tym roku podejmuję próbę przebiegnięcia 100 maratonów w 100 dni. Potencjalnie za dwa lata, jak wszystko potoczy się po myśli to pokonam 100 Ironmanów 70.3 w 100 dni. Wszystko to jest częścią planu i drogi, która prowadzi mnie do głównego celu.
 

Co jest dla Ciebie ważne, oprócz samego uprawiania sportu?
Samo uprawianie sportu jest tylko połową mojego "życia ze sportem". Równie ważną sprawą jest dla mnie inspirowanie innych ludzi i pokazywanie, że wszystko jest możliwe. Udowadniać swoją historią i drogą, że nawet zwykły chłopak, ze zwyczajną pracą i zarobkami może osiągać wszystko.

Trzeba tylko zrozumieć, że najważniejsze jest stawianie, chociaż jednego małego kroczku dziennie w kierunku celu. Małe kroczki, ale konsekwentnie stawiane mają moc kumulować się w podróż dookoła świata. Nigdy nie jest za późno, niezależnie od wieku.

Jestem współprowadzącym grupę facebookową Polacy Biegają w NL. Tam też pomagam Polakom mieszkającym w Holandii wzajemnie się sportowo motywować.
 

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne
 

Czytaj także:

MŚ w podwójnym IM: WYNIKI Polaków. Całe podium nasze

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X