Rozmowa

Magda Lenz: Nie chcę jechać na Hawaje na wycieczkę

Zanotowała znakomity debiut na dystansie długim w Klagenfurcie. Wygrała w OPEN i wywalczyła slota na Hawaje. Magda Lenz nie ukrywała radości z wyniku. #polskieHAWAJE

Gratuluję znakomitego debiutu na pełnym dystansie i wywalczonego slota na Hawaje. Czy powoli dociera do Ciebie to, co się wydarzyło podczas Ironman Klagenfurt?
Dziękuję za gratulacje. W ostatnich dniach bardzo dużo się działo. Nie miałam jeszcze okazji na spokojnie wszystkiego przemyśleć. Na razie cieszę się chwilą. Dziękuję za wszystkie miłe wiadomości, bardzo to motywuje.

Patrząc na to, ile stresu Ci towarzyszyło przed tymi zawodami, jakbyś zareagowała, gdyby ktoś powiedział, że będziesz najszybszą kobietą i wyjedziesz z Austrii ze slotem na Konę?
Myślę, że nic by się nie zmieniło. Stres mi towarzyszy przed każdym startem. Jest to naturalna reakcja i trzeba sobie z tym poradzić. Przed zawodami nie brałam pod uwagę wzięcia slota. Więc nie stresowałam się tym, że muszę wygrać kategorię. Decyzję odnośnie kwalifikacji podjęłam w poniedziałek rano.

Czego najbardziej obawiałaś się przed tym startem?
Obawiałam się, czy wszystko uda się zrealizować zgodnie z planem. Są to zazwyczaj sprawy, na które nie mam wpływu, więc starałam się je jak najszybciej wyeliminować z głowy i skupić się na tym, co mogę zrobić. Na tym starcie brałam pod uwagę, że nie obejdzie się bez przygód i będę musiała na bieżąco podejmować decyzje co zrobić. Szczęśliwie niespodziewane sytuacje, które się wydarzyły, nie wpłynęły znacząco na przebieg wyścigu.

Ten wyścig był dla Ciebie większym wyzwaniem pod względem fizycznym, czy mentalnym?
Ufam trenerowi, więc fizycznie wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, chociaż nie obyło się bez paniki. Na szczęście mogę liczyć na duże wsparcie Tomka. To wpłynęło pozytywnie na moje samopoczucie przedstartowe. Większe wyzwanie stanowił dla mnie wysiłek mentalny. Nastawiałam się na to, że będzie trzeba utrzymać wysoką koncentrację przez długi okres.

Jak przebiegał wyścig z Twojej perspektywy?
Ironman Klagenfurt to wyjątkowy wyścig. Pływanie w jeziorze Wörthersee to jest coś niesamowitego. Ostatni kilometr płynie się w Lendkanal. Kibice są po obu stronach i dają mnóstwo energii. Zakaz pianek nie wpłynął na mnie negatywnie. Sprawdzając prognozy pogody, spodziewałam się takiej decyzji. Uważam, że zrobiłam dobry czas. Z etapu kolarskiego jestem najbardziej zadowolona. Tego dnia jechało mi się super i mogę pochwalić się najlepszym czasem. Uwielbiam taką trasę, jaka jest w Klagenfurcie. Teren mocno pofałdowany, kilka ciężkich podjazdów i szybkie niewymagająco technicznie zjazdy. Cały czas coś się działo i nie było nudy. Dodatkowo trasa oblegana była kibicami, każda miejscowość miała swoją strefę. Widać, że ludzie żyją tymi zawodami i to bardzo pomaga w czasie wyścigu. Po objęciu prowadzenia na około 150 km towarzyszył mi pilot na motocyklu.

Pierwszy raz spotkała mnie taka sytuacja i było to fantastyczne uczucie, które niosło mnie do strefy zmian. Wybiegłam jako pierwsza również w asyście pilota. Pilnowałam, żeby nie zacząć zbyt szybko i wolniejszym tempem, niż zakładałam z uwagi na wysoką temperaturę, którą dało się mocno odczuć. Tłumy kibiców motywowały, żeby dać z siebie wszystko. To bardzo pomagało i czas leciał trochę szybciej. Z całości wyścigu jestem zadowolona. Do 30 km maratonu “bawiłam” się bardzo dobrze, później trochę mniej. Natomiast cieszę się, że nie spotkała mnie typowa ściana i mogłam z dużą radością wbiec na metę. Podsumowując, to, co słyszałam o Ironaman Klagenfurt, wszystko się sprawdziło. Super trasy na każdym etapie i bardzo dobra organizacja, aż chce się wystartować kolejny raz.

Która część trasy była dla Ciebie najbardziej wymagająca?
Wymagający był maraton, bo towarzyszył mi przez cały czas ból brzucha. Mimo to nie wpłynęło to znacząco na tempo biegu i mogłam zrealizować założenia. Najtrudniejsze okazały się końcowe kilometry. Strasznie mi się ten odcinek dłużył. Bardzo pomocne było podzielenie tego na małe wyzwania do zrobienia. Dzięki temu udało się pokonać narastające i mocno odczuwalne zmęczenie.

W którym momencie byłaś pewna, że wygrasz nie tylko w kategorii, ale wbiegniesz na metę jako pierwsza kobieta?
Dopiero na finiszu. Co prawda na 10 km do mety wiedziałam, że mam przewagę ok 14 min, ale to jest Ironman i wszystko może wydarzyć się w tym czasie.

Co czułaś, przekraczając metę?
Duże zmęczenie i radość. Cieszyłam się, że wygrałam. Z wrażenia nie usłyszałam najważniejszego zdania “You are an Ironman”. Nie wiedziałam też, jaki zrobiłam czas, bo nie spojrzałam na zegar. Dopiero po masażu, w rozmowie z Tatą spytałam się, jaki osiągnęłam wynik.

Czy tak z perspektywy kilku dni uważasz, że to był najlepszy wyścig w dotychczasowej karierze w triathlonie?
Nie chciałabym pisać, że ten był najlepszy. Na pewno zapadnie w mojej pamięci na długo i będę miała sentyment do tego wyścigu. Były to wyjątkowe zawody nie tylko ze względu na wynik, ale również na panującą atmosferę.

Nie ukrywałaś, że celem na pierwszą część sezonu był Klagenfurt. Czy siłą rzeczy teraz skupiasz się na Hawajach?
Nie chcę jechać na Hawaje na wycieczkę, ale zdaję sobie sprawę, że to specyficzne zawody. Wywieranie na sobie presji też nie pomoże w treningach. Chciałabym przygotować się najlepiej, jak potrafię i tak samo zrealizować taktykę na wyścigu.

Czy planujesz przed Koną jakieś testowe starty na pełnym dystansie?
Jeszcze o tym z trenerem nie rozmawiałam, ale wolałabym sprawdzić się na krótszym dystansie.

Teraz stawiasz na trochę odpoczynku i trening, czy już planujesz z trenerem kolejne starty?
Nie będę ukrywać, przygotowania były trudne. Na pewno potrzebuję chwili odpoczynku. W weekend podejmiemy z trenerem decyzję, co robimy dalej. Przy okazji chciałabym podziękować ekipie TRI Starogard Gdański.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X