Poradnik

Dlaczego łapiemy kontuzje II?

Człowiek całe życie się uczy i głupi umiera. Ale tak nie musi być kiedy trenujemy. Rozmowa z Ewą Witek-Piotrowską i Andrzejem Piotrowskim właścicielami Kliniki Ortoreh w Warszawie podpowiada jak uniknąć tego najgorszego dla każdego zawodnika, amatora czy zawodowca momentu. Warto poświęcić chwilę i być mądrzejszym.

Dlaczego łapiemy kontuzje cz. 1


Powiedziałaś, że “prosi nauczyli się rollować”. Możemy tymi zabiegami wyrządzić sobie większą krzywdę niż pożytek?

Andrzej: Moim zdaniem to kwestia praktycznego stosowania terapii i elementów regeneracyjnych. Nieumiejętnym testowaniem różnych metod rzeczywiście możemy sobie zaszkodzić. Takim przykładem są zwolennicy i przeciwnicy różnych form rozciągania. Jedna osoba stwierdzi, że  rozciąganie statyczne absolutnie jej nie pomaga, a inna uzna, że jest to dla niej najlepsze rozwiązanie spośród dostępnych. Do każdego można dotrzeć na kilka sposobów. Ale ten sposób trzeba znaleźć. Im bardziej świadoma osoba, tym lepiej. Nie każdy jednak ma tak dużą świadomośc ciała i musi testować, albo prosić kogoś o pomoc.


Ewa: W strechingu było kilka fal. Na początku mówiono, że nie powinno się robić rozciągania balistycznego z wymachami, tylko statyczne. Potem zaczęto analizować biegaczy i okazało się, że ich mięśnie były rozleniwione przed zawodami czy treningiem. Badacze doszli do wniosku, że lepsze jest rozciąganie delikatne i bardziej dynamiczne. Dla odmiany po treningu powinniśmy zrobić to powolnie, żeby wejść w głębsze struktury. Odpowiadając na pytanie, rzeczywiście można zrobić sobie krzywdę, jeśli nie wiemy jak nasze ciało pracuje. Są osoby bardzo mocno spięte i ich ciało słabo reaguje na rozciąganie. Mocny streching może wywołać u nich więcej problemów, niż dać korzyści. Jeżeli będziemy robili to z youtubowych poradników, mięśnie staną się bardziej sztywne i nie rozluźnione. Musimy dotrzeć do ciała i się go nauczyć. Znaleźć techniki, które będą odpowiednie dla niego. Każdy jest inny i każdy musi inaczej pracować.

Kiedy powinniśmy stosować zabiegi profilaktyczne, jak często i dlaczego?
Andrzej: Kiedy przychodzi okres ciężkiej pracy na rowerze, to koncentrujemy się na najczęściej zaniedbywanych dolnych partiach mięśniowych. Jeśli przychodzi okres dużego obciążenia w pływaniu lub pracujemy nad techniką, przez co uruchamiamy mięśnie, które do tej pory nie pracowały, to koncentrujemy się na obręczy barkowej, korpusie czy ustawieniu głowy. Takie detale odgrywają wtedy istotną rolę. Jeżeli ktoś zmienia technikę biegu lub zaczyna biegać szybciej to nie traktujemy tego wybiórczo tylko koncentrujemy się na całym ciele. Sprawdzamy co może dać najlepszy efekt. Trzeba pamiętać też, że mamy ograniczony czas. Nikt nie przyjdzie na 3 godzinny masaż. Poza tym to często może dać słabszy efekt niż skoncentrowana i ukierunkowana sesja.

Ewa: Z takich rzeczy, które można polecić to wspomniane rollowanie. Przede wszystkim trzeba dbać o górne części ciała. Często nam się wydaje, że po pływaniu nie trzeba o siebie dbać bo usztywnienie samo przejdzie. Jednak góra mocno pracuje, a szczególnie przy intensywnych treningach. Najbardziej usztywniają się szyja i odcinek piersiowy. Rollowanie ich może nam bardzo pomóc. Robimy to żeby rozluźnić mięśnie i dać ulgę połączeniom stawowym, które robią się sztywne. Jeżeli chodzi o bieganie to skupiamy się na dolnych partiach nóg. Polecam do tego też dużo pracy na piłkach, które są wykorzystywane do rozluźniania. Wałek pomaga na duże części mięśni, a piłka działa punktowo i jest w niektórych przypadkach skuteczniejsza, na przykład na pośladku. Wiele osób przyznaje, że wałek nie daje takich efektów jak piłka do tenisa czy wersja bardziej hardcoreowa czyli piłka do golfa.

Andrzej: Przy kolarstwie trzeba pamiętać nie tylko o nogach, ale również plecach. W trakcie jazdy bardzo się zamykamy, więc trzeba je otworzyć. Dobrze jest to zrobić poprzez poleżenie na wałku czy piłce rehabilitacyjnej, którą możemy mieć w domu. Polecam też bańki chińskie, którymi pracujemy samodzielnie i nie potrzebna jest nam do tego wizyta u specjalisty.

Jak często trzeba “odwiedzać” fizjoterapeutę/masażystę?
Andrzej: W okresie przedstartowym raz w tygodniu. Układ mięśniowy i tkanek miękkich nie powinien zapomnieć dotyku terapeuty. Natomiast w okresie startowym zawodnicy pojawiają się po to, żeby dopracować szczegóły. Analizujemy co boli klienta i to “naprawiamy”, żeby nie czuć tak dużego dyskomfortu w trakcie startu.

Ewa: Po tym najtrudniejszym okresie warto wpadać raz w miesiącu na przegląd. Zawsze jest coś do poprawy. Warto to robić, żeby uniknąć, sytuacji, w której posklejają się nam jakieś struktury bo wtedy często kompensujemy to, przechodząc na inne łańcuchy mięśniowe, które zaczynają nienaturalnie pracować. Może to nie doprowadzi do kontuzji, ale jest niekomfortowe i niewydajne. Ciężej w takiej sytuacji o progres i poprawę wyników.

Ile zależy od pracy w gabinecie, a ile od pracy samego zawodnika? Czy to nie jest tak, że oczekujemy, że fizjo będzie cudotwórcą?
Ewa: Cuda się zdarzają. Był u nas ostatnio pacjent, który miał problem od kilku dni z plecami. Ból nie do zniesienia, wybudzał go w nocy ze snu. Po wywiadzie doszliśmy do wniosku, że są to trzewia, czyli jelita i po jednej wizycie ból przeszedł. Tylko, że to był krótkotrwały “uraz”. My jako fizjoterapeuci , kształcimy się teraz coraz więcej, patrzymy na pacjenta holistycznie, czyli całościowo.  Dzięki temu staramy się znaleźć źródło problemu, które nie musi być w miejscu dotychczasowego bólu. Trzeba jednak sobie także zdawać sprawę, że jeśli zawodnik ma uszkodzenie jakiejś struktury , to wymaga to regeneracji , wyleczenia, czasu.

Andrzej: Jeśli już coś zaczyna się dziać, to ciało ma pewien fizjologiczny czas na to, żeby się przebudować. Są fazy ostre i podostre, ale najczęściej mamy do czynienia już z tą fazą przewlekłą. My też potrzebujemy czasu żeby zadziałać pewnymi bodźcami. Odpowiedź organizmu często trwa i zanim przyjdzie poprawa i uzyskamy komfort, to poza sytuacjami wyjątkowymi, wymaga to pracy własnej. Nie znaczy to, że nie możemy w tym czasie trenować. Warto zredukować obciążenia lub znaleźć coś co będzie substytutem wykonywanych czynności.

Ewa: Jeżeli problem jest przewlekły to rozwiązywanie go będzie trwało. Po pierwsze struktury mięśniowe muszą się przystosować. Po drugie to nie wygląda w ten sposób, że przychodząc codziennie zostaniemy magicznie wyleczeni. Codzienny zabieg nałożony na siebie spowodowałby jeszcze więcej problemów i uszkodzeń w mięśniach. Pacjent musi dostać konkretną pracę do domu. Tak żeby inne struktury niż te nad którymi pracujemy w gabinecie mogły się ustabilizować. Bez tego nie jesteśmy w stanie dużo zdziałać.

Czy Wasi pacjenci chętnie odrabiają pracę domową, którą im zadacie?
Ewa: PROsi są bardzo zdeterminowani do pracy w domu. Wiadomo, że jeżeli taki zawodnik otrzyma pracę do wykonania samemu to będzie ją robił. Czasem zdarza się nawet, że przesadzają, bo chcą szybko wrócić do normalnego treningu. To też nie jest dobre rozwiązanie. Jeżeli każemy zrobić 20 powtórzeń to nie po to, żeby zrobić ich 10 razy więcej, bo efekt będzie niestety odwrotny. Jeżeli chodzi o amatorów to często oczekują, żeby był szybki efekt i żebyśmy ich magicznie uzdrowili, ale jak przychodzi do pracy  w domu to są niechętni.

Rozmawiał Dawid Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X