Poradnik

Dlaczego łapiemy kontuzje?

Dlaczego nie warto spieszyć się ze startami na długich dystansach? Jakie najczęściej łapiemy kontuzje i o jakiej porze roku? Czy amator powinien współpracować z fizjoterapeutą? Na te i kilka innych ważnych pytań TriathlonLife.pl dostaje odpowiedź w rozmowie z Ewą Witek-Piotrowską i Andrzejem Piotrowskim właścicielami Kliniki Ortoreh w Warszawie. Małżeństwem fizjoterapeutów, którzy pracują z wieloma polskimi triathlonistami.

Z jakimi problemami najczęściej trafiają do Was triathloniści?
Andrzej
: Głównie mam pacjentów ukształtowanych sportowo. Potrzebują najczęściej profilaktyki przedstartowej w okresie startowym i przygotowań. Druga grupa to osoby początkujące, które borykają się z problemami za ciężkich obciążeń treningowych. Czyli przeciążenia i bóle zmęczeniowe.
Ewa: Do mnie trafiają osoby, które mają już jakiś uraz. Wynika on zwykle z przeciążeń, które często wiążą się z głębszymi problemami, np. uszkodzeniami lub problemami biomechanicznymi. Są to problemy rościęgna podeszwowego, które występują na początku roku, w lutym lub marcu. Achillesy w dalszej części roku, maj i czerwiec. Na końcu  roku natomiast są już złamania zmęczeniowe i to nie tylko tradycyjne piszczeli czy piątej głowy kości śródstopia, ale także w obrębie miednicy: kości łonowej, krzyżowej i kulszowej. W międzyczasie nieokreślone terminowo: bóle kolan, bioder.

 

Czytaj także:

Dlaczego Tomasz Kowalski trenuje zawodników startujących na Hawajach

Dlaczego łapiemy kontuzje?
Andrzej
: Zawodnicy startują za ambitnie, z wysokiego pułapu. Amatorzy często osiągają poziom zawodnika wyczynowo uprawiającego sport, bardzo mocno się poświęcają. Powstają wtedy deficyty snu, regeneracji, kumulują się obciążenia i sprawy zawodowe. W takim momencie wychodzi brak podbudowy ogólnorozwojowej we wcześniejszym okresie. Nie ma okresu przejściowego, czyli przechodzenia z dystansu na dystans, tylko momentalnie chcą robić “połówkę” Ironmana albo cały dystans. Trzeba umiejętnie ustawić tok przygotowawczy i startowy.

 

Czy to znaczy, że jesteście przeciwnikami szybkich startów na długich dystansach?
Andrzej
: Po to są dystanse jak np. olimpijka czy sprint, żeby posmakować z czym to się je. Możemy zobaczyć, ile wysiłku będzie nas kosztować dłuższy dystans. Podchodzimy wtedy rozsądniej do treningu. Natomiast u zawodników PRO kontuzje to fakt, że balansują na pograniczu kontuzji i bardzo wysokiego poziomu, który muszą utrzymać przez większą część roku. Czyli ok.10 miesięcy.
Ewa: Wydaje mi się, że każdego dopadają kontuzje. Patrząc na uprawianie sportu musimy sobie zdać sprawę, że kiedyś uraz nadejdzie. Każdy, nawet olimpijczyk miał w życiu kilka lub kilkanaście kontuzji. Nie ma co się łudzić, że uda nam się przejść całą “karierę” suchą nogą. Miałam raz zawodniczkę, która miała problem z Achillesem. Przyczyną urazu było to, że raz założyła na zawody buty, które jej nie służą i to wystarczyło. Jeśli bolą nas  dłużej jakieś struktury, to nie zawsze jest tak, że samo po pewnym czasie przejdzie. Nawet jeżeli ból odpuści to potem na zasadach kompensacji, może być źródłem innej kontuzji.

W jakim stopniu zabiegi, wizyty u fizjoterapeuty czy masażysty są w stanie zmniejszyć ryzyko?
Andrzej
: W znacznym. Okres najcięższych obciążeń, czyli ten przedstartowy powinien być uzupełniony o elementy profilaktyki. Szczególnie ważne jest to w przypadku amatorów. Koncentrują się oni często na realizacji planu treningowego, w którym nie ma świadomego wdrażania nauki ruchu, umiejętności jazdy na rowerze czy regeneracji. W wywiadzie z pacjentem zawsze pytam jaki jest stosunek wykonanej pracy do regeneracji. Zazwyczaj jest to pomijany element w tych najtrudniejszych okresach. Natomiast kiedy już przychodzi do startów, nie ma na to czasu i kończy się na kąpielach solankowych czy wizytach u masażysty.
Ewa: PROsi dla odmiany mają większą świadomość zabiegów około treningowych. Trening zimowo-jesienny jest tym, w którym budują wytrzymałość siłową. Mamy wtedy mniejsze ryzyko kontuzji i takie przygotowanie pomoże “urwać” kilka minut na zawodach. Podobnie jest u nich z regeneracją. Każdy nauczył się rollować, wie jak to robić, które mięśnie i w jaki sposób. Amatorzy nie mają często czasu na takie rzeczy. Jeśli taki zawodnik dostanie od trenera 15h treningu w tygodniu, do tego ma pracę, dom to niemożliwe jest znalezienie jeszcze więcej czasu na rollowanie czy inne tego typu zabiegi. Niestety, u takich osób ryzyko kontuzji jest ogromne. Gdybyśmy zabrali trochę czasu treningowego i poświęcili go na rollowanie, bo przecież amator raczej PROsem nie zostanie, ryzyko byłoby duże mniejsze. Niestety, wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Mają 30-40 lat i wszyscy chcą być na Hawajach. Chcemy osiągnąć to szybko, żeby pokazać się przed kolegami w pracy. Zwykły maraton to już nic wielkiego. 1/4 czy 1/2 IM też niewiele znaczy, ale fota z Hawajów to już pełen szacunek.

 

CD TUTAJ

A tam odpowiedzi na pytania:

  • Czy rollowaniem możemy wyrządzić sobie krzywdę?
  • Kiedy powinniśmy stosować zabiegi profilaktyczne, jak często i dlaczego?
  • Jak często trzeba “odwiedzać” fizjoterapeutę/masażystę?
  • Ile zależy od pracy w gabinecie, a ile od pracy samego zawodnika? Czy to nie jest tak, że oczekujemy, że fizjo będzie cudotwórcą?
  • Czy pacjenci chętnie odrabiają pracę domową, którą im zadacie?

 

Rozmawiał Dawid Dybuk
Foto przekazane przez Ewę i Andrzeja: www.sportografia.pl/www.aktywer.pl i Piotr Dymus

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X