Rozmowa

Asia i Rafał Pomorscy razem wystartują w Nicei na Mistrzostwach Świata

Co Was skłoniło do zajęcia się triathlonem?
Rafał Pomorski
: Pierwszy raz styczność z tym sportem miałem w 2010 roku. Zmieniając pracę, trafiłem do organizacji mającej główną siedzibę w Londynie. Ona co roku wystawiała reprezentację podczas charytatywnych zawodów na dystansie sprinterskim dla branży nieruchomościowej organizowanych przez firmę JLL. Sportem zajmowałem się przez całe życie. Dlatego postanowiłem spróbować.

Asia Pomorska: Ja pewnie nigdy nie wpadłabym na pomysł zajęcia się triathlonem, gdyby nie Rafał. Niedługo po poznaniu się, namówił mnie do pojechania do Londynu. Chciał, żebym spróbowała wystartować w tych samych zawodach na dystansie sprinterskim. Tak to się zaczęło.
 

#polskieHawaje. Lista biało-czerwonych z slotem na IRONMAN Kona

Jak wspominacie pierwsze zawody?
Rafał: Było to w 2010 roku pod Londynem, nad jeziorem Dorney, w ośrodku wioślarskim Eaton College. Odbywały się tam doroczne charytatywne zawody triathlonowe organizowane przez JLL. Wówczas jeszcze pod nazwą King Sturge. Przygotowaniem do startu było sześć treningów na basenie, kilka treningów biegowych oraz jedna przejażdżka na pożyczonym rowerze. Pamiętam, że rower transportowałem samolotem w kartonowym pudle. Dzisiaj to jest nie do pomyślenia. Miałem też  pożyczoną, lekko za dużą piankę surfingową. Jednak ostatecznie zdecydowałem się z niej nie korzystać. Wcześniej nawet jej nie wypróbowałem.

Kiedy zobaczyłem rozstawione na wodzie bojki, byłem przerażony. Te 750 metrów wydawało się być niesamowicie dużą odległością. To było dla mnie pierwsze w życiu pływanie w wodach otwartych, a przy tym wszystkim pływałem bardzo słabo. Nie miałem z tym sportem wcześniej styczności, poza epizodem pływackim w drugiej klasie podstawówki. Udało się na szczęście dopłynąć. Choć pod koniec płynąłem już bardziej grzbietem czy żabką, niż kraulem.

Na rowerze i biegu poszło zdecydowanie lepiej. Skończyłem to z czasem około 1:30. Ale satysfakcja była niesamowita.
 

Asia: Ja w tych zawodach zadebiutowałam dwa lata później od Rafała. Trzy miesiące przed startem zaczęłam chodzić na basen. Byłam w stanie przepłynąć nie więcej niż 1000 metrów. To było jedyne przygotowanie do zawodów, jakie w tamtym czasie podjęłam. Założenie było takie, że rower i bieganie same się ułożą. Pojechaliśmy tam razem z Rafałem mając wypożyczone pianki oraz jeden wspólny rower szosowy wypożyczony zdalnie. Odebraliśmy go na miejscu tuż przed zawodami. Rower był za duży na mnie, a za mały na Rafała. Starty kobiet i mężczyzn odbywały się w innym czasie. Dlatego nie było problemu, żeby wystartować na tym samym rowerze.

Zaczęło się typową pralką w wodzie. To było ciężkie przeżycie dla mnie. Pamiętam, że przez pierwsze 100 metrów walczyłam, żeby nie podnieść ręki i nie zakończyć wyścigu. Potem już jakoś poszło.

Miesiąc później postanowiliśmy, że za rok spróbujemy ukończyć dystans 1/2 Ironman w Suszu. Tak się zaczęło!

Dlaczego triathlon?
Asia: Długo trenowałam tylko bieganie. Trening triathlonowy jest bardziej wymagający, ale też ciekawszy. Na mnie jeszcze duże wrażenie robią same zawody, atmosfera, ludzie. Zawody triathlonowe są wydarzeniem. Lubię te nasze wyprawy. Kiedy zabieramy dzieci, jadą z nami nasi rodzice i spotykamy się ze znajomymi. To jest odskocznia od codzienności.

Rafał: To jest sport indywidualny. Do zrobienia treningu nie potrzeba  wiele. Można wszędzie biegać i jeździć na rowerze. Nieco trudniej jest z pływaniem. W triathlonie mniejszym ograniczeniem jest wiek w porównaniu do innych dyscyplin. Mimo, że wraz z upływem lat, szybkość spada, to większe znaczenie, szczególnie przy dłuższych dystansach, ma wytrzymałość. Można ją długo utrzymywać na wysokim poziomie. Kolejną zaletą jest fakt, że triathlon daje możliwość ścigania się ramię w ramię z profesjonalistami. Tego  nie doświadczymy w większości innych dyscyplin.
 

Czy wcześniej mieliście do czynienia ze sportem?
Asia: Sport od zawsze był obecny w moim życiu. Początkowo były to głównie SKSy i starty na lokalnej arenie. Potem zaczęłam trenować lekkoatletykę w KS Wisła Puławy. Tam biegałam 400m oraz 400ppł, a także startowałam na Mistrzostwach Polski. Ten etap mojego życia wspominam bardzo dobrze. Pomimo, że wiązał się on ze szczególnie ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami. Na studiach wróciłam do bardziej amatorskiego sportu i kolejnych startów. Wtedy już w barwach AZS Politechniki Warszawskiej.

Rafał: Ja od zawsze ganiałem za piłką. Niemal do końca liceum trenowałem w sekcji piłkarskiej Wisły Puławy. W tamtym czasie piłka nożna była zdecydowanie na pierwszym miejscu w moim życiu. Niestety wiedziałem, że nie mam odpowiednich umiejętności, żeby w przyszłości grać na wysokim poziomie. Więc postanowiłem mocniej postawić na naukę. Przestałem trenować. Od tego czasu kopałem piłkę dla zabawy. Grałem maksymalnie raz w tygodniu w rozgrywkach amatorskich.

Co sprawiało największe problemy w początkowej fazie tri przygody?
Asia: Na początku musieliśmy się skupić na pływaniu. Uczyliśmy się od podstaw. Ale czy to był problem? Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek triathlon sprawiał nam problemy. Bardziej stawiał wyzwania. One pojawiły się dopiero, gdy urodziła się nasza pierwsza córka.

Rafał: Pojawienie się dzieci uświadomiło nam, jak dużo czasu mieliśmy wcześniej. Tego nie dostrzegaliśmy. Z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że zabawa w triathlon przed i po założeniu rodziny, to dwie różne dyscypliny. Szczególnie, kiedy dwoje rodziców dzieli taką pasję.

W jaki sposób motywujecie się nawzajem do treningów i startów?
Asia: Żadne z nas nie potrzebuje specjalnej motywacji do treningów. Trening jest czasem tylko dla siebie. Więc doceniamy to i korzystamy z tej możliwości. Wiem, że jeśli w weekend nie zrobię treningu rano to będzie trudno zrobić go w ciągu dnia. To mnie motywuje do wczesnego wstawania. Nie pamiętam, żebym musiała Rafała wypychać na trening. Czasem jest wręcz odwrotnie. Gdy szykuje się na bieganie o godzinie 22, to mówię, żeby lepiej odpuścił i odpoczął. Rzadko mnie słucha.

Rafał: Cały czas traktujemy triathlon jak hobby. Treningi i zawody rozpatrujemy w kategoriach rozrywki, a nie obowiązku. Kiedyś mocno się irytowałem, jak nie udało się zrobić zaplanowanego treningu. Teraz mam do tego dużo większy dystans. Jeśli przychodzę do domu po kilkunastu godzinach w pracy, to wolę tę godzinę czy dwie spędzić z dzieciakami i odpuścić trening. Tym bardziej, że przy takim poziomie zmęczenia niewiele by dał.
 

Czy macie sportowy autorytet?
Rafał: Nie mam jednego sportowca, którego bym specjalnie podziwiał. Natomiast jest wielu, którzy mogą służyć za przykład dla innych. Duże znaczenie w tym kontekście jest to, że sukces sportowy nie powoduje u danego sportowca wywyższania się. Dobrymi przykładami są takie osoby, jak Roger Federer czy Kamil Stoch.

Ostatnio klasę, nie po raz pierwszy, pokazał Jan Frodeno. Podczas mistrzostw Europy na długim dystansie w T2 wrócił się, żeby zobaczyć co się dzieje z Sebastianem Kienle, czyli głównym rywalem do zwycięstwa. Niewielu sportowców byłoby stać na taki gest, podczas tak ważnych zawodów.

Asia: Nawiązując do czołowych triathlonistów świata, ja bym jeszcze wspomniała o Chrissie Wellington. Jej autobiografię „Bez ograniczeni” przeczytałam jednym tchem. Ciągle jestem pod wrażeniem tego, jak ta kobieta z uporem dąży do celu. Pokonuje przeszkody i osiąga wymarzony sukces. Podziwiam ją za to. Mimo skrajnego wyczerpania fizycznego potrafiła wygrać wyścig "głową". W moim przypadku ten element czasem zawodzi.

Co jest mocną a co słabą Waszą stroną w Triathlonie?
Asia: Moją mocną stroną zdecydowanie jest bieganie, a słabą cała reszta. Myślę, że pływanie jest ciągle moją najsłabszą konkurencją. Rower z każdym rokiem wygląda coraz lepiej. Choć muszę jeszcze dużo popracować nad techniką i zacząć podkręcać prędkość na zjazdach.

Rafał: U mnie jest podobnie. Najlepiej wygląda bieganie. Chociaż trzeba zauważyć, że w tej konkurencji dokonał się największy postęp wśród wszystkich amatorów. Myślę, że mam też mocną głowę. Potrafię się zmusić do maksymalnego wysiłku na zawodach. W pływaniu i rowerze ciągle jest dużo do poprawienia, ale to wymaga czasu.
 

Co lubicie robić poza triathlonem?
Asia: Lubimy wiele, ale obecnie robimy niestety niewiele tylko dla siebie. Pracując, trenując i wychowując dwójkę maluchów, to nie ma czasu na nic więcej. Obydwoje na przykład bardzo lubimy spać. Ale robimy to zdecydowanie za krótko po 6-7 godzin, czasem osiem przy okazji weekendu u rodziców. Jednak to ciągle za mało. Wolny czas również spędzamy aktywnie, nadrabiając zaległości towarzyskie.

Rafał: Mimo, że telewizora niemal nie używamy, to jednak przez zamiłowanie do piłki nożnej od czasu do czasu lubię obejrzeć, jakiś dobry mecz w telewizji. Oczywiście jest to przeważnie połączone z zabawą z dzieciakami albo z nadrabianiem zaległości zawodowych przy komputerze. Nie mógłbym sobie pozwolić, żeby tak nieefektywnie wykorzystać dwóch godzin.

W jakim stopniu triathlon wpływa na życie prywatne?
Asia: Wpływa ogromnie. Oczywiście triathlon nie jest na pierwszym miejscu. Musimy pracować. Dziewczynki są w takim wieku, że potrzebują nas 24h na dobę, ale zaraz potem jest triathlon. Na wakacje jeździmy w miejsca, gdzie można trenować. Większość wyjazdów łączymy z zawodami. Nasze poranki w tygodniu są sprawiedliwie podzielone między chodzeniem na basen, a szykowaniem owsianki dla dzieci. Jeśli chcemy potrenować razem to wsadzamy dziewczyny do przyczepki. W ten sposób wspólny trening jest możliwy. Niestety, nie każdą jednostkę da się zrobić w czwórkę. Dlatego w większości trenujemy osobno.

Rafał: Mimo natłoku obowiązków, zabawa w triathlon pozwala lepiej zorganizować sobie życie. Kiedy mamy świadomość mnogości różnego rodzaju zadań, musimy odpowiednio zarządzić czasem. Wtedy jesteśmy w stanie wszystko zrealizować. Triathlon hartuje charakter. Sprawia, że człowiek staje się bardziej odporny na problemy i jest w stanie skuteczniej je pokonać. To wszystko ma przełożenie na życie prywatne jak i zawodowe.

Czy macie czas na randki?
Asia: Randki są co weekend, tyle, że we czwórkę! Chyba najczęściej udaje nam się wymknąć, kiedy jesteśmy na weekend u rodziców lub na wakacjach. Kiedy dziewczynki pójdą spać to wtedy rzeczywiście zdarza nam się wyjść tylko we dwoje.

Wywalczyliście sloty Mistrzostwa Świata IM 70.3 w Nicei. Z Jakim nastawieniem wystartujecie we Francji?
Asia: Jadę nastawiona na zrobienie jak najlepszego wyniki i dobrą zabawę. Będę walczyć. Ale przede wszystkim cieszyć się tymi zawodami i chłonąc atmosfera mistrzostw. W moim przypadku po Nicei zaczynam roztrenowanie, więc start będzie na 101 procent.

Rafał: Z tego, co słyszeliśmy od znajomych, to udział w takim wydarzeniu jest już przeżyciem. W zawodach wezmą udział najlepsi profesjonaliści i amatorzy na świecie. Więc głównym celem jest dać z siebie wszystko i cieszyć się każdą chwilą spędzoną na trasie. Po zawodach mamy zaplanowany tydzień urlopu. To będzie też okazja trochę odpocząć i pozwiedzać okolicę.
 

Jakie cele zakładacie przed tym startem?
Asia: Moim celem jest mocno popłynąć i pojechać. Ale przede wszystkim dobrze zjechać rower. Potem pobiec najszybszy 1/2 maraton, jaki do tej pory udało mnie się pobiec na połówce Ironman!

Rafał: Nie nastawiam się na żaden spektakularny wynik. Znam miejsce w szeregu. Już sam profil trasy kolarskiej o znacznych przewyższeniach sprawia, że nie będzie łatwo. Obydwoje z Asią wolimy płaskie trasy lub podjazdy. Dużo tracimy na zjazdach. Wtedy wychodzi brak doświadczenia kolarskiego. Mając rodzinę i dzieci, awersja do podejmowania ryzyka też jest większa. Razem z trenerem opracujemy plan na te zawody. Dam z siebie maksa!

Czy te zawody są dla Was najważniejsze w tym sezonie?
Asia: Tak. Choć jeszcze mocno przygotowujemy się do startu w Gdyni. Z pewnością porównanie wyniku do startu z tamtego roku pozwoli nam z trenerem Łukaszem Kalaszczyńskim zobaczyć, gdzie jesteśmy z formą w drodze do Nicei.

Rafał: To będzie docelowy start w drugiej części sezonu. Ciężko zresztą inaczej traktować start na mistrzostwach świata. Pierwszą połowę sezonu zamknęliśmy startem na mistrzostwach Polski na dystansie ½ IM w Poznaniu. Wówczas Asia zdobyła brąz, a mnie się udało wywalczyć złoto w kategorii wiekowej.

Kiedy planujecie kolejne starty?
Asia: Niewiele już ich zostało. Z pewnością 1/2 IM w Gdyni, a wcześniej jeszcze 1/4 IM w Elblągu.

Rafał: Ja ze względu na obowiązki zawodowe, intensywniejsze treningi jestem w stanie podjąć dopiero od kwietnia. Dlatego nie wykluczam, że nieco przedłużę sezon. Być może wystartuję jeszcze w jakiś zawodach w okolicach października lub listopada. Razem z trenerem zdecydowaliśmy się tak zrobić w zeszłym roku. Wtedy okazało się to świetnym pomysłem. W ten sposób udało się zbudować szczyt formy na start pod koniec października w Turcji. Tam złapałem slota do Nicei.
 

Przemysław Schenk
foto materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X