Rozmowa

#polskieHAWAJE. Borowik wywalczył slota mimo pecha

Wywalczyłeś po raz drugi slota na Kona. W jakich okolicznościach?
Zaraz po mistrzostwach świata na Hawajach zapisałem się na Ironman Texas z założeniem, że zrobię tam życiówkę. Nie myślałem o kwalifikacji. Wiedziałem, że z racji rangi zawodów (mistrzostwa Ameryki Północnej) konkurencja będzie silna. Zawody dla mnie były bardzo ciężkie mentalnie. Przed startem nie miałem okazji pływać open water. Wyszedłem z wody bardzo późno. Odrabianie strat na rowerze zabrało mi dużo sił, a w połowie dystansu złapałem gumę. Ze względu na wymianę czekała mnie kolejna pogoń za najlepszym w kategorii wiekowej. Na bieganiu był świetny doping na całej trasie. Niestety, na ostatnim odcinku zostałem skierowany przez wolontariuszy na kolejne kółko zamiast do mety. W ten sposób nadrobiłem prawie dwa kilometry… Pomimo strat udało mi się zająć siódme miejsce z czasem 9:26.51 i wywalczyć kwalifikację na Mistrzostwa Świata. Triathlon, a szczególnie długi dystans jest nieprzewidywalny. Uczy pokory oraz tego, żeby nigdy się nie poddawać. 
 

Lista polskich triathlonitów na Hawaje 2019

Nad jakimi elementami skupiasz się w przygotowaniach do startu na Hawajach?
Staram się trenować, jeśli to oczywiście możliwe, w najbardziej zbliżonych do startu warunkach. Wiadomo, że będzie gorąco, wilgotno oraz będzie wiało. W miejscu, gdzie obecnie mieszkam, mam możliwość korzystania z podobnej pogody do września. Jednak problemem jest open water. Ale na to nie mam wpływu.

Jak wspominasz pierwszy start na Kona?
Jest to marzenie nie tylko moje, ale wielu amatorów na całym świecie. Miałem to szczęście, że mój pierwszym start był jubileuszowym, 40-lecie. Oprawa zawodów, trasa oraz start były przygotowane perfekcyjnie. Do tego warunki sprzyjały bardzo dobrym wynikom. Wówczas mój czas wyniósł 9:45:48. 

Czy to doświadczenie może zaprocentować w tym roku?
Na pewno tak. Przyznam się szczerze, że na Hawajach pojawiłem się w zeszłym roku na dwa dni przed startem. To naprawdę mało na chociażby zorientowanie się w trasie zawodów. Pomijam już samą kwestię aklimatyzacji.

Co czyni Mistrzostwa Świata na Hawajach wyjątkową triathlonową imprezą?
Po pierwsze to lokalizacja. Zawody w takiej scenerii są prawdziwą ucztą dla zawodnika. Po drugie atmosfera. Hawaje to mekka triathlonu z ogromem historii w każdym zaułku tego niewielkiego skrawka ziemi. Po trzecie, to możliwość brania udziału w zawodach z najlepszymi zawodnikami na świecie. Nie mówię tu tylko o takich sławach jak Daniela Ryf czy Patrick Lange. Każdy zawodnik biorący udział jest mistrzem w swojej grupie.

Jakimi sportami zajmowałeś się przed triathlonem?
Podobnie jak Heather Jackson zacząłem od hokeja na lodzie. To był mój konik przez pierwsze lata życia. Potem trochę grałem w koszykówkę. Ale nigdy nie uprawiałem żadnego sportu na poziomie zawodniczym.

Kto Ciebie zainspirował do przygody z triathlonem?
Zainspirował mnie stary przyjaciel. Przy ponad 100 kilogramowej wadze zrobił Ironmana w Zurichu. Wtedy trochę biegałem rekreacyjnie. Taki wyczyn był dla mnie nie do pomyślenia.

Jak wyglądały początki w tej dyscyplinie?
Zacząłem od lokalnych zawodów w cross triathlonie na dystansie sprinterskim organizowanych przez stowarzyszenie Leniwce.pl z Siedlec. Przygotowywałem się chyba dwa miesiące jeżdżąc na rowerze córki. Pierwszy MTB kupiłem na tydzień przed zawodami. Po starcie podszedł do mnie obecny Prezes Triathlon Siedlce Club pytając, czy nie chcę przystąpić do nowo tworzonego klubu. Wtedy mialem inne plany. Byłem w trakcie kończenia korony maratonów. Ale powiedziałem, że przyjdę na spotkanie. Tak się zaczęło. Dziękuję Grzesiu.

Czym się zajmujesz poza triathlonem?
Mam pracę, która jest moim głównym zajęciem. Jestem zawodowo związany z firmą Valmont. Pracuję w niej od 20 lat. Obecnie jestem na stanowisku Strategic Sourcing Director. Ta pozycja wymaga częstych wyjazdów. Poza domem jestem około 40 procent czasu. To nie jest proste do pogodzenia z treningami. Ale nie na darmo mówi się, że triathloniści mają 48h doby.

Jaką rolę w przygodzie z triathlonem pełni rodzina?
Mam bardzo dużą rodzinę stworzoną z członków Siedlce Triathlon Club, gronie najbliższych mi osób. Wiem, że pomimo dystansu, jaki nas dzieli, wspierają mnie mocno.

Twoja żona też uprawia triathlon. Z jakim skutkiem?
Z sukcesami. W tym roku w Texasie w debiucie na pełnym dystansie otarła się o slota zajmując 10 pozycję w AG z czasem 10:58:39. Na IM70.3 w Wisconsin wywalczyła piąte miejsce AG. To jej dało kwalifikację na Mistrzostwa Świata w Nicei. Córka ma 16 lat. Dzielnie znosi dziwactwa rodziców, pomagając jako support na co dzień oraz na zawodach.

Jakie są Twoje najbliższe plany sportowe?
Około czterech tygodni po IM Texas zrobiłem IM 70.3 w Wisconsin. Byłem drugi w AG. To dawało kwalifikację na tegoroczne Mistrzostwa Świata. Z uwagi na zapełniony kalendarz odpuściłem. Planuję jeszcze kilka startów po drodze na Hawaje.  W najbliższy weekend biorę udział w Mistrzostwach Stanu na dystansie olimpijskim w Omaha oraz IM70.3 Boulder na początku sierpnia. Liczę na to, że Colorado będzie dla mnie w tym roku równie łaskawe, jak w zeszłym. Wtedy zająłem drugie miejsce w AG na pełnym dystansie.
 

Przemysław Schenk
foto materiały prywatne

 

Czytaj także historie innych Polaków, którzy wywalczyli slota na Hawaje 2019
 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X