Rozmowa

Krzysztof Hadas: Przestałem bać się elity

– Krzysztofie przede wszystkim gratuluję świetnego wyniku podczas Mistrzostw Europy na Ibizie.

– Dziękuję

– Nasuwa mi się od razu jedno pytanie. Powiedziałeś, że to był Twój najlepszy start, może nawet w życiu, a na pewno w tym roku. Jednak trzy miesiące wcześniej na Mistrzostwach Świata zostałeś młodzieżowym wicemistrzem. Jak to wytłumaczysz?

– Przede wszystkim miałem inne nastawienie niż podczas Mistrzostw Świata. Byłem pewniejszy siebie. Od razu ustawiłem się w pierwszej linii. Wiedziałem, że mogę powalczyć z każdym rywalem, który stoi obok mnie. Mocno zacząłem i biegłem w pierwszej grupie, która z czasem zaczęła się rozrywać. Chwilami było ciężko utrzymać tempo, ale się nie poddawałem. Kiedy już po zawodach analizowałem pierwszy bieg, to stwierdziłem, że to chyba był mój najlepszy bieg w życiu.

– Przebiegłeś go w czasie 31:35, a jakie jest Twoja życiówka na ty dystansie?

– Oficjalna 31:17, ale mam wrażenie, że zarówno na Mistrzostwach Świata i Europy biegłem szybciej. Niestety, na pierwszej imprezie trasa była krótsza o 500 metrów, a w Ibizie o około 100 – 110 metrów dłuższa. Tak więc oficjalny rekord pozostaje 31:17. Co nie zmienia faktu, że biegło mi się bardzo dobrze, ale co też nie zmienia faktu, że muszę jeszcze popracować nad bieganiem. Aby myśleć o wygrywaniu trzeba biegać około minuty szybciej niż obecnie.

– Czyli teraz roztrenowanie i wracasz do ciężkiej pracy?

– Tak, to będzie intensywna zima, a czasu bardzo mało. Planuję już w marcu 2019 roku pierwszy start w triathlonowym Pucharze Afryki. W tym roku zdecydowałem się postawić przede wszystkim na sport i skoncentrować się na treningach. Z tego powodu zawiesiłem między innymi studia prawnicze w Poznaniu.

– Dobry pierwszy bieg w Hiszpanii. Co jeszcze?

– Na rowerze jechałem w czteroosobowej grupie z trzema Belgami. Każdy z nas miał taki sam interes. Chcieliśmy powiększać przewagę, którą wypracowaliśmy na biegu. Jechało mi się bardzo dobrze. Kiedy przekroczyłem metę padłem. Nie miałem sił utrzymać się na nogach. Dałem z siebie 110-120 procent. To były pierwsze moje zawody podczas, których poszedłem „do odcinki”. Ponadto startowałem w zawodach, które do tej pory oglądałem tylko w telewizji. Walczyłem z najlepszymi. To czego nie doświadczyłem na zawodach w Polsce. Na Mistrzostwach Polski w duathlonie na dystansie standard, w Gniewinie bawiłem się startem. Od początku do końca kontrolowałem przebieg zawodów. To był mocny trening. Tutaj nie było mowy o czymś takim. Trzeba było dać z siebie wszystko i kontrolować przebieg rywalizacji. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie.

– A warunki, mimo późnego rozpoczęcia zawodów, nie były wcale takie łatwe…

– Dokładnie. Mimo, że podczas biegu było już po godzinie 17 to słońce dawało się we znaki. Na promenadzie było nawet powyżej 30 stopni Celsjusza. Warunki były ciężkie o czym świadczy ile osób nie ukończyło zawodów (7 zawodników – dop. Red.).

– Pokuszę się o stwierdzenie, że od Mistrzostw Świata w duathlonie do Mistrzostw Europy zbudowałeś pewność siebie. Co się wydarzyło w tym czasie, że zaszła taka zmiana?

– Na pierwszych mistrzostwach zobaczyłem, że jestem na takim poziomie, że mogę rywalizować z najlepszymi. Jeszcze rok temu myślałem, że będę mógł ich oglądać tylko w telewizji. W ciągu tych trzech miesięcy odniosłem wiele sukcesów, które jeszcze bardziej mnie podbudowały. Rekord życiowy w półmaratonie 1:08:50, wicemistrzostwo świata, dwa medale Mistrzostw Polski w duathlonie w Gniewienie i teraz dobry start w mistrzostwach Europy. Na pewno mogę powiedzieć, że jestem silniejszy psychicznie i że jestem innym zawodnikiem. Przestałem się bać stawać i walczyć bark z bark z najlepszymi na świecie. Wcześniej nie wiedziałem jak się potoczą zawody, czy je ukończę. Teraz już nie ma tego strachu. Staje obok nich i daje się z siebie wszystko. Skupiam się na rywalizacji, na pilnowaniu ich, aby gdzieś na trasie nie uciekli.

– Czy możemy powiedzieć, że mamy w Polsce zawodnika, który będzie walczył z koalicją belgijską? W pierwszej szóstce młodzieżowców na Mistrzostwach Europy było, aż czterech Belgów.

–  Są Belgowie, są Francuzi, którzy rywalizują ze sobą w bardzo silnej lidze francuskiej. Dzięki temu ścigają sie na najwyższym poziomie i zdobywają niezbędne doświadczenie. W przyszłym roku także planuję wystartować w kilku imprezach we Francji, gdzie będę mógł się z nimi zmierzyć, a co za tym idzie zdobyć doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości.

– Osiągnąłeś w tym roku dwa świetne wyniki na mistrzostwach w duathlonie. Co się takiego zmieniło, że przerzuciłeś się z triathlonu na tę dyscyplinę?

– Po przygodzie z tenisem rozpocząłem treningi do triathlonu. Miałem bardzo dużo do zrobienia. Słabo pływałem, 5 kilometrów biegałem w 19 minut. Na rowerze szosowym po raz pierwszy usiadłem na trzy miesiące przed debiutem w triathlonie. Nie wyglądało to ciekawie, ale się nie poddawałem. W zeszłym roku podczas konsultacji z głównym trenerem Polskiego Związku Triathlonu Juanem Rodriguezem Biehnem usłyszałem, że mam wyjątkowe predyspozycję do duathlonu i to właśnie na niego powinienem mocniej postawić. Podczas treningów okazało się, że mój organizm nie zakwasza się. Ponadto usłyszałem od trenera, że jestem perspektywicznym zawodnikiem i materiałem na mistrza świata. Ta rozmowa dodała mi bardzo dużo pewności siebie i zachęciła do jeszcze cięższej pracy. Także Polskie Związek Triathlonu pomógł mi w wyjeździe na mistrzostwa. Do tej pory rodzice i dziadkowie sponsorowali moją przygodę ze sportem i nie byłoby mnie stać na wpisowe na zawody rangi mistrzowskiej, które jest wysokie.

– Planujesz jeszcze jakieś starty w tym roku, czy czas na roztrenowanie?

– Już nie. Wprawdzie planowałem jeszcze w tym roku wystartować w Mistrzostwach Afryki, ale niestety muszę zrezygnować.

– Dlaczego?

– Głupia sprawa. Po zawodach w Ibizie zostaliśmy jeszcze w Hiszpanii. W poniedziałek pojechałem na rowerze na trening. Jadąc podziwiałem widoki, które są tutaj tak piękne, że straciłem na chwilę czujność. Zderzyłem się z samochodem. Mnie na szczęście nic poważnego się nie stało. Lekko poobijane kolano, ale ucierpiał rower, i nie mam sprzętu na start. Tak więc można powiedzieć, że rozpocząłem trochę szybsze niż planowałem roztrenowanie. Całe szczęście, że to wszystko stało się po zawodach.

– Jakie plany na najbliższe miesiące?

– Krótkie roztrenowanie. Dwa trzy tygodnie, które wykorzystam do celów marketingowych. Potem rozpoczynam ciężką pracę, bo jest nad czym. To, że tak dobrze mi idzie w duathlonie nie oznacza, że odpuszczam triathlon. I w tej dyscyplinie chcę się w przyszłości ścigać z najlepszymi na świecie. Jednak, aby do tego doszło muszę mocno popracować nad pływaniem, aby po wyjściu z wody dobrze się jechało na rowerze, a następnie biegło, a nie tylko goniło i goniło. Bo wiadomo, że wtedy tracimy więcej energii i to przeciwnik ma nad nami przewagę. Tak jak wspomniałem pierwszy start już w marcu w Afryce. Będę także chciał postartować we Francji. Planuję w przyszłym roku awansować do pierwszej trójki elity duathlonistów. Ten sezon zakończę najprawdopodobniej na 13 miejscu. To dobra pozycja wyjściowa do atakowania. Zresztą w pierwszej dziesiątce tegorocznych mistrzostw Europy było pięciu młodzieżowców. To są wstępne założenia, a w ciągu najbliższych tygodni przyjdzie czas na sprecyzowanie planów.

Marcin Dybuk

foto materiały prywatne

 

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close