Rozmowa

Krzysztof Hadas: Przestałem bać się elity

Krzysztof Hadas coraz mocniej puka do europejskiej i światowej czołówki duathlonu. W tym sezonie zajął drugie miejsce na świecie i czwarte w Europie wśród młodzieżowców. W elicie był na ósmym miejscu. I jak sam mówi to jest dopiero początek. Zawiesił studia prawnicze, aby skoncentrować się na sporcie, bo jak mówi w rozmowie z TriathlonLife.pl chce się ścigać z najlepszymi na świecie. Zarówno w duathlonie jak i w triathlonie.

– Krzysztofie przede wszystkim gratuluję świetnego wyniku podczas Mistrzostw Europy na Ibizie.
– Dziękuję

– Nasuwa mi się od razu jedno pytanie. Powiedziałeś, że to był Twój najlepszy start, może nawet w życiu, a na pewno w tym roku. Jednak trzy miesiące wcześniej na Mistrzostwach Świata zostałeś młodzieżowym wicemistrzem. Jak to wytłumaczysz?
– Przede wszystkim miałem inne nastawienie niż podczas Mistrzostw Świata. Byłem pewniejszy siebie. Od razu ustawiłem się w pierwszej linii. Wiedziałem, że mogę powalczyć z każdym rywalem, który stoi obok mnie. Mocno zacząłem i biegłem w pierwszej grupie, która z czasem zaczęła się rozrywać. Chwilami było ciężko utrzymać tempo, ale się nie poddawałem. Kiedy już po zawodach analizowałem pierwszy bieg, to stwierdziłem, że to chyba był mój najlepszy bieg w życiu.

– Przebiegłeś go w czasie 31:35, a jakie jest Twoja życiówka na ty dystansie?
– Oficjalna 31:17, ale mam wrażenie, że zarówno na Mistrzostwach Świata i Europy biegłem szybciej. Niestety, na pierwszej imprezie trasa była krótsza o 500 metrów, a w Ibizie o około 100 – 110 metrów dłuższa. Tak więc oficjalny rekord pozostaje 31:17. Co nie zmienia faktu, że biegło mi się bardzo dobrze, ale co też nie zmienia faktu, że muszę jeszcze popracować nad bieganiem. Aby myśleć o wygrywaniu trzeba biegać około minuty szybciej niż obecnie.

– Czyli teraz roztrenowanie i wracasz do ciężkiej pracy?
– Tak, to będzie intensywna zima, a czasu bardzo mało. Planuję już w marcu 2019 roku pierwszy start w triathlonowym Pucharze Afryki. W tym roku zdecydowałem się postawić przede wszystkim na sport i skoncentrować się na treningach. Z tego powodu zawiesiłem między innymi studia prawnicze w Poznaniu.

– Dobry pierwszy bieg w Hiszpanii. Co jeszcze?
– Na rowerze jechałem w czteroosobowej grupie z trzema Belgami. Każdy z nas miał taki sam interes. Chcieliśmy powiększać przewagę, którą wypracowaliśmy na biegu. Jechało mi się bardzo dobrze. Kiedy przekroczyłem metę padłem. Nie miałem sił utrzymać się na nogach. Dałem z siebie 110-120 procent. To były pierwsze moje zawody podczas, których poszedłem „do odcinki”. Ponadto startowałem w zawodach, które do tej pory oglądałem tylko w telewizji. Walczyłem z najlepszymi. To czego nie doświadczyłem na zawodach w Polsce. Na Mistrzostwach Polski w duathlonie na dystansie standard, w Gniewinie bawiłem się startem. Od początku do końca kontrolowałem przebieg zawodów. To był mocny trening. Tutaj nie było mowy o czymś takim. Trzeba było dać z siebie wszystko i kontrolować przebieg rywalizacji. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie.

– A warunki, mimo późnego rozpoczęcia zawodów, nie były wcale takie łatwe…
– Dokładnie. Mimo, że podczas biegu było już po godzinie 17 to słońce dawało się we znaki. Na promenadzie było nawet powyżej 30 stopni Celsjusza. Warunki były ciężkie o czym świadczy ile osób nie ukończyło zawodów (7 zawodników – dop. Red.).

– Pokuszę się o stwierdzenie, że od Mistrzostw Świata w duathlonie do Mistrzostw Europy zbudowałeś pewność siebie. Co się wydarzyło w tym czasie, że zaszła taka zmiana?
– Na pierwszych mistrzostwach zobaczyłem, że jestem na takim poziomie, że mogę rywalizować z najlepszymi. Jeszcze rok temu myślałem, że będę mógł ich oglądać tylko w telewizji. W ciągu tych trzech miesięcy odniosłem wiele sukcesów, które jeszcze bardziej mnie podbudowały. Rekord życiowy w półmaratonie 1:08:50, wicemistrzostwo świata, dwa medale Mistrzostw Polski w duathlonie w Gniewienie i teraz dobry start w mistrzostwach Europy. Na pewno mogę powiedzieć, że jestem silniejszy psychicznie i że jestem innym zawodnikiem. Przestałem się bać stawać i walczyć bark z bark z najlepszymi na świecie. Wcześniej nie wiedziałem jak się potoczą zawody, czy je ukończę. Teraz już nie ma tego strachu. Staje obok nich i daje się z siebie wszystko. Skupiam się na rywalizacji, na pilnowaniu ich, aby gdzieś na trasie nie uciekli.

– Czy możemy powiedzieć, że mamy w Polsce zawodnika, który będzie walczył z koalicją belgijską? W pierwszej szóstce młodzieżowców na Mistrzostwach Europy było, aż czterech Belgów.
–  Są Belgowie, są Francuzi, którzy rywalizują ze sobą w bardzo silnej lidze francuskiej. Dzięki temu ścigają sie na najwyższym poziomie i zdobywają niezbędne doświadczenie. W przyszłym roku także planuję wystartować w kilku imprezach we Francji, gdzie będę mógł się z nimi zmierzyć, a co za tym idzie zdobyć doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości.

– Osiągnąłeś w tym roku dwa świetne wyniki na mistrzostwach w duathlonie. Co się takiego zmieniło, że przerzuciłeś się z triathlonu na tę dyscyplinę?
– Po przygodzie z tenisem rozpocząłem treningi do triathlonu. Miałem bardzo dużo do zrobienia. Słabo pływałem, 5 kilometrów biegałem w 19 minut. Na rowerze szosowym po raz pierwszy usiadłem na trzy miesiące przed debiutem w triathlonie. Nie wyglądało to ciekawie, ale się nie poddawałem. W zeszłym roku podczas konsultacji z głównym trenerem Polskiego Związku Triathlonu Juanem Rodriguezem Biehnem usłyszałem, że mam wyjątkowe predyspozycję do duathlonu i to właśnie na niego powinienem mocniej postawić. Podczas treningów okazało się, że mój organizm nie zakwasza się. Ponadto usłyszałem od trenera, że jestem perspektywicznym zawodnikiem i materiałem na mistrza świata. Ta rozmowa dodała mi bardzo dużo pewności siebie i zachęciła do jeszcze cięższej pracy. Także Polskie Związek Triathlonu pomógł mi w wyjeździe na mistrzostwa. Do tej pory rodzice i dziadkowie sponsorowali moją przygodę ze sportem i nie byłoby mnie stać na wpisowe na zawody rangi mistrzowskiej, które jest wysokie.

– Planujesz jeszcze jakieś starty w tym roku, czy czas na roztrenowanie?
– Już nie. Wprawdzie planowałem jeszcze w tym roku wystartować w Mistrzostwach Afryki, ale niestety muszę zrezygnować.

– Dlaczego?
– Głupia sprawa. Po zawodach w Ibizie zostaliśmy jeszcze w Hiszpanii. W poniedziałek pojechałem na rowerze na trening. Jadąc podziwiałem widoki, które są tutaj tak piękne, że straciłem na chwilę czujność. Zderzyłem się z samochodem. Mnie na szczęście nic poważnego się nie stało. Lekko poobijane kolano, ale ucierpiał rower, i nie mam sprzętu na start. Tak więc można powiedzieć, że rozpocząłem trochę szybsze niż planowałem roztrenowanie. Całe szczęście, że to wszystko stało się po zawodach.

– Jakie plany na najbliższe miesiące?
– Krótkie roztrenowanie. Dwa trzy tygodnie, które wykorzystam do celów marketingowych. Potem rozpoczynam ciężką pracę, bo jest nad czym. To, że tak dobrze mi idzie w duathlonie nie oznacza, że odpuszczam triathlon. I w tej dyscyplinie chcę się w przyszłości ścigać z najlepszymi na świecie. Jednak, aby do tego doszło muszę mocno popracować nad pływaniem, aby po wyjściu z wody dobrze się jechało na rowerze, a następnie biegło, a nie tylko goniło i goniło. Bo wiadomo, że wtedy tracimy więcej energii i to przeciwnik ma nad nami przewagę. Tak jak wspomniałem pierwszy start już w marcu w Afryce. Będę także chciał postartować we Francji. Planuję w przyszłym roku awansować do pierwszej trójki elity duathlonistów. Ten sezon zakończę najprawdopodobniej na 13 miejscu. To dobra pozycja wyjściowa do atakowania. Zresztą w pierwszej dziesiątce tegorocznych mistrzostw Europy było pięciu młodzieżowców. To są wstępne założenia, a w ciągu najbliższych tygodni przyjdzie czas na sprecyzowanie planów.

Marcin Dybuk
foto materiały prywatne

Krzysztof Hadas: Raczej zostanę w Tajlandii

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X