Rozmowa

#TRIpytania do Marcina Ławickiego. Debiut Ironman prawie jak ze snu

To były bardzo szybkie zawody. Aż siedmiu zawodników złamało dziewięć godzin. Jak oceniasz ten start?
Start był bardzo udany. Prawie jak ze snu! To był dla mnie debiut na tym dystansie oraz w maratonie. Przed startem miałem w głowie różne myśli i obawy. Nie wiedziałem, jak to będzie wyglądało. To były bardzo szybkie zawody. Tempo to jedno, ale mi to zleciało bardzo szybko. Rywalizowałem z innymi przez 222 kilometrów. Na ostatnich czterech, rywalizowałem z własnym organizmem.
 

Czy przed zawodami spodziewałeś się takiego wyniku?
Przed startem jak by ktoś mi powiedział, że zrobię 8:23:20 w debiucie, to bym wybuch śmiechem. Jednak to okazało się realne. Mało tego! Jestem przekonany, że jestem w stanie zrobić, to jeszcze szybciej!
 

Jak oceniasz przygotowania do tego startu?
Do startu byłem przygotowany bardzo dobrze. Wykonałem w ostatnim miesiącu kawał dobrej roboty tylko pod Ironmana. Poznałem własny organizm podczas tych długich treningów na tyle, żeby ułożyć taktykę na start.
 

Zobacz też:

SUB9. Najszybsi Polacy na dystansie długim AKTUALIZACJA

Jak wyglądał przebieg zawodów z twojej perspektywy?
Na pływaniu szukałem nóg. Znalazłem chyba największe w stawce – Kacpra Adama. Obaj razem z Maciejem Chmurą przepłynęliśmy razem cały dystans. Po pływaniu wskoczyłem za Kacpra. Jednak nie mogłem zbić tętna po pływaniu. Kręciło się w okolicach 175-180. Więc odpuściłem jazdę w tempie Kacpra. Chwilę później on stał na poboczu z przebitą szytką. Wielka szkoda. Rywalizacja mogła wyglądać jeszcze bardziej interesująco. Ja kontynuowałem jazdę na zaplanowanych watach. Jednak też mocno pilnowałem tętno. Starałem się nie przekraczać 150 ud/min.
 

Jak oceniasz rower?
Z etapu rowerowego jestem bardzo zadowolony. Cieszę się, że nie dałem się ponieść emocjom i nie kontynuowałem jazdy za Kacprem Adamem.

Czy miałeś specjalny plan na bieg?
Na bieg także miałem pomysł, który konsekwetnie realizowałem do 35 km. Średnia 4:08-4:12. Niestety nie wytrzymałem mięśniowo tego dystansu. Czworogłowe odmówiły posłuszeństwa. Wtedy skończyło się bieganie. Ostatnie trzy kilometry kończyłem na prostych nogach.
 

W jakim momencie na trasie miałeś kryzysy?
Jedyny kryzys, to ten o którym wspomniałem z mięśniami czworogłowymi nóg. Jedzenie i pocie miałem dopracowane do perfekcji. Mój support spisał się na medal! Nie miałem żadnej kołki, żadnych rewolucji żołądkowych. Sprzęt także tego dnia nie zawiódł.
 

Jak oceniasz przygotowanie sprzętu do tamtego startu?
Sprzęt przed startem sprawdzałem dwa razy w serwisie i jeszcze trzy razy w domu! Wszystko miało być perfekcyjnie! W oponach miałem mleczko, które uszczelnia drobne przebicia. Może to był klucz do sukcesu. Bo wiem, że wiele osób kończyło rywalizację przez przebite dętki.

Zobacz także:

Robert Karaś: Od początku mamy jeden cel. Namieszać na Hawajach

Czy warunki na trasie Tobie sprzyjały?
Warunki były idealne. Lubię taką temperaturę! To była pogoda do wygrywania.
 

Czy to już koniec sezonu dla Ciebie, czy masz jeszcze jakieś starty?
Roztrenowanie miałem w środku sezonu spowodowane złamana ręką. Teraz czas na ściganie! Sama rywalizacja odbyła się na bardzo wysokim poziomie. Było wielu utytułowanych zawodników, a także sporo debiutantów z dużymi ambicjami. Niedzielna rywalizacja na Ironmanie nie wybiła mi z głowy triathlonu. Już w najbliższy weekend pojawię się na starcie podczas Triminator Radków Triathlon na dystansie 1/4IM.
 

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Czytaj także:

Kalaszczyński i Peterek mistrzami Polski na dystansie długim. WYNIKI

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X