Wiadomości

Robert Karaś po operacji. Opuścił już szpital

– Właśnie wypisali mnie ze szpitala – słyszy TriathlonLife.pl od Roberta Karasia. – Czuje się dużo lepiej. Jestem pełen nadziei, że wszystko uda się zrealizować i wystartuję w 2019 roku na Hawaje. Jeszcze muszę sprawdzić na stronie Ironmana do kiedy mam czas na kwalifikacje i jak się tylko da zmienię tak plany treningowe, aby zdążyć i wystartować na Kona. Do tej pory zawsze trenowałem 6 dni bardzo mocno, a w niedzielę odpoczywałem. Teraz 6 na 1 zamienię na 15 na 1 i uda się nadrobić stracony czas.

 

    Doktor Bogdan Chomik przeprowadził operacje Roberta

Niesamowity jest entuzjazm i siła Roberta Karasia. Jeszcze przed tygodniem cudem uniknął, może nawet śmierci. Podczas treningu w Hiszpanii uderzył w samochód, który nagle przed nim się zatrzymał.

– Nie miałem szans zahamować – opowiadał cztery dni po wypadku TriathloLife.pl Robert Karaś. – Niestety, dodatkowe nieszczęście jest takie, że całą siłę uderzenia przyjąłem na twarz i kolano. Kask nie został nawet draśnięty. To cud, że żyję. Miałem wrażenie, że mi wypadły wszystkie zęby. Twarz od razu  spuchła. Leciała mi krew. Myślałem, że to już koniec. Nigdy w życiu nie doświadczyłem takiego szoku. Huk i nie wiesz, co się dzieje.

Więcej o zdarzeniu przeczytacie TUTAJ. Relacja Roberta oraz Macieja Bodnara, który jechał za mistrzem.

W sobotę, 3 listopada, wbrew opiniom niektórych hiszpańskich lekarzy Robert podjął bardzo trudną decyzję. Powrotu do Polski, gdzie miał być poddany jeszcze dokładniejszym badaniom. Trudną, gdyż lekarze ze względu na urazy odradzali mu lot samolotem. Ciśnienie w powietrzu stanowiło dla niego spore zagrożenie.

– Najszybszy, a zarazem najbliżej Polski był lot do Berlina – mówi Karaś. – W stolicy Niemiec czekali już na mnie znajomi, którzy mieli mnie przewieźć do Elbląga. Nie ukrywam bałem się. To była bardzo trudna podróż. Ciśnienie zatykało mi prawą stronę co chwila. Bolało mimo środków przeciwbólowych. Cały czas piłem wodę i ziewałem. Jak już znalazłem się w samochodzie, który wiózł mnie do kraju odetchnąłem z ulgą.

Robert do Elbląga dotarł w niedzielę. W środę trafił na stół operacyjny w tamtejszym szpitalu. Okazało się, że złamania były cztery, a nie dwa jak mówili hiszpańscy lekarze.

– Cieszę się, że zdecydowałem się na powrót do Polski i operację tutaj – twierdzi Robert Karaś. – Podczas operacji lekarz wyciągnął mi dwa odłamki kości, które luzem sobie „latały” w czaszce. Zespolił kości dwoma płytkami tytanowymi, z którymi będę żył do końca życia. W fachowym języku brzmi to tak: ropozycja i zespolenie stabilne kości jarzmowej i oczodołu prawego. Po operacji mam opuchniętą twarz, ale mogę swobodnie oddychać. Jest dużo lepiej.

Dwa najbliższe tygodnie Robert Karaś spędzi w Polsce. Musi być poddany jeszcze kilku badaniom. To także czas, kiedy ma odpoczywać. A dokładnie to 4 tygodnie nic nie może robić. Po 6 tygodniach, jeśli wszystko będzie dobrze przebiegało, będzie mógł zacząć truchtać i jeździć na wycieczki rowerowe. Dwa tygodnie później będzie mógł wejść do wody, a po 12 tygodniach rozpocząć solidne treningi.

Póki co, jak powiedział TriathlonLife.pl, Robert nie czuje fizycznej chęci powrotu do treningów. Organizm broni się przed wysiłkiem. Psychicznie jest jednak dużo lepiej. Już planuje kiedy i jak rozpocznie treningi.

– Mogło być dużo gorzej – przekonuje. – Nawet tragicznie. Teraz jednak wiem, że sezon nie jest stracony, tylko przesunie się o trzy miesiące. Będę musiał mocniej trenować, aby wyjechać na Hawaje w 2019 roku. Sprawdzę do kiedy muszę zdobyć kwalifikacje i rozpocznę walkę z czasem. Uda się – kończy z nadzieją w głosie Robert Karaś.

Marcin Dybuk

Foto materiały prywatne Roberta Karasia

 

Czytaj także:
 

Robert Karaś: Po potrójnym Ironmanie uczyłem się chodzić od nowa
 

Robert Karaś ustanowił rekord świata na double ulrtatriathlon, a już myśli o kolejnym

 

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X