GaleriaWiadomości

MKON nie wie co to znaczy, nie mogę

W maju połamał obojczyk i żebra. Przeszedł dwie operacje i rehabilitację. Wystartował w mistrzostwach Polski na dystansie długim w Malborku. Zawody ukończył w czasie 8:53:19.

Każdy, kto kończy zawody na dystansie długim jest bohaterem. Przepłynięcie 3,8 kilometra, przejechanie 180 kilometrów i przebiegnięcie maratonu, rzadko w optymalnych warunkach jest wyczynem, do którego trzeba się przygotowywać przez kilka lat. Podczas mistrzostw Polski w Malborku byłem świadkiem niesamowitej walki z rywalami, ale przede wszystkim z samym sobą. Obserwowanie i relacjonowanie tego wydarzenia z bliska były czymś przejmującym.

Meta wulkan emocji

Apogeum emocji mieliśmy na mecie. Niestety, przez covid tylko nieliczni mogli to zobaczyć, poczuć dreszcze emocji. Potworne zmęczenie, ból, łzy szczęście, wzruszenie. Język polski jest zbyt ubogi, aby to wszystko opisać, a niekiedy jedno zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów.

Podczas zawodów w Malborku obserwowałem rywalizację także poprzez obiektyw aparatu. Próbowałem zatrzymać obraz tych historycznych mistrzostw. Już przed ich rozpoczęciem, dzięki najmocniejszej obsadzie od lat, takie były. Ich przebiegł jeszcze bardziej utwierdził w tym, a to co działo się na mecie, wzmocnił to przekonanie.

Setki bohaterów

Dla mnie  mistrzostwa Polski w Malborku mają setki bohaterów. To ci wszyscy, którzy dotarli na metę. Jednak w szczególnych sposób chciałbym opowiedzieć Wam poprzez zbyt ubogie słowo, a także poprzez obraz, który udało mi się zatrzymać w obiektywie kawałek historii kilku z nich.

Zacznę od Marcina Koniecznego. W maju miał wypadek. Podczas treningu rowerowego uderzył w przyczepę samochodu, który zatrzymał się na poboczu. Efekt? Złamany obojczyk, połamane 5-6 żeber i wizyta w szpitalu. Dwie poważne operacje i ciężka rehabilitacja. Po kilku tygodniach rozpoczął treningi. Dwa tygodnie temu wrócił do ścigania, gdzie w Olsztynie na dystansie olimpijskim zajął drugie miejsce. To była dopiero rozgrzewka przed mistrzostwami Polski na dystansie długim, w których postanowił wystartować.

Myślałem, że to żarty

Kiedy pierwszy raz przeczytałem, że Marcin wystartuje w Malborku myślałem, że to żart, który żartem się nie okazał. No, dobra zrobi to treningowo – to była druga myśl. I tutaj się myliłem. Popularny MKON przyjechał, aby walczyć o jak najlepszy czas. Na metę wbiegł jako dziewiąty!!! Jego czas 8:53:19! Wbiegł i padł na ziemię. Przez kilka minut nie było z nim kontaktu. Ratownik prosił, aby otworzył oczy, on ich nie otwierał. Nie wie, nie pytałem jeszcze, ale podejrzewam, że nawet na to nie miał siły, po tym ogromnym wysiłku.

  • Pływanie: 1:04:30
  • T1: 1:52
  • Rower: 4:39:33
  • T2: 2:00
  • Bieg: 3:05:24
  • Finisz: 8:53:19

Marcin nie oszczędzał się od początku. Niedawne problemy z obojczykiem i żebrami na pewno zostawiły ślad podczas pływania. W pełni zdrowy potrafi szybciej. Do tego jeszcze pech, startował z numerem 13, na rowerze. Ostatnie 30 kilometrów przejechał z przebitą oponą. I maraton. On nie biegł, on pędził. Czas maratonu 3:05:24 był ósmym czasem dnia! Kiedy widziałem go na mecie byłem pełen podziwu dla gościa, który jest zaledwie rok starszy ode mnie. Ale w końcu to On jest mistrzem świata z Kona!

Konieczny zatrzymany w obrazie

Tekst i zdjęcia Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

4 komentarze

  1. Małe sprostowanie.. podobno na kapciu jechał 10km a nie 30km … nie chciałbym umniejszać rangi Mkona ale to dosc ważny szczegół. Patrz wyniki roweru 😊 Graty Marcin, szacun..

    1. To prawda, podczas rozmowy, którą nagrałem z Marcinem przyznał, że to było 10 kilometrów. Wcześniejsza była od Ewy, żony 🙂 Widać, emocje udzieliły jej się potrójnie 😉 Dzięki za czujność!

  2. Panie Redaktorze, 2 razy o ubogich słowach, 2 razy te same hiperbole. Na dodatek w akapitach jeden po drugim, aż mnie zabolało. No i ciężki się jednak zgodzić, by polski ubogi był. Przepraszam że się wylałem, można usunąć ten koment, ja tylko zgłaszam jako szary czytelnik, że to niezbyt udane.

    1. A dlaczego mam usunąć komentarz? Nie obrażasz mnie Pan, w sumie to masz Pan rację, a ja lubię konstruktywną krytykę. Następnym razem dwa razy przemyślę pomysł na hiperbole :). Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button