Rozmowa

Alicja Medak po raz 9 startuje na Hawajach!

Jest jedyną reprezentantką Polski, która może pochwalić się wywalczeniem dziewięciu slotów na Hawaje. W Kona startuje regularnie od 2011 roku.

Już po raz dziewiąty wywalczyłaś slota na Hawaje. To niesamowite. Od kiedy uprawiasz triathlon i ile czasu tygodniowo poświęcasz na treningi? 
W triathlon bawię się od 2007 roku, bo nie można nazywać tego „uprawianiem”. To określenie raczej pasuje do sportu wyczynowego. Jest to raczej zabawa i styl życia. Wtedy nauczyłam się dopiero pływać i wystartowałam w pierwszym triathlonie na krótkim dystansie. Mieszkając w Londynie łatwo było się zarazić tym sportem. Mąż zaczął trenować i startować. Przez pierwszy rok jeździłam i robiłam mu zdjęcia, ale to mi się znudziło i postanowiłam nauczyć się pływać!

Liczba godzin na trening zależy od tego w jakiej części sezonu trenuje i planu startów. Tak naprawdę to nie wiem dokładnie ile tych godzin wychodzi z tygodnia na tydzień.

Pamiętasz ten pierwszy raz w triathlonie? Jaki był i kiedy to było?
(Śmiech) Zdecydowanie tak. Eaton Super Sprint pod Londynem 400/10/2.5. Z wody wyszłam ostatnia. Jakieś trzy minuty po przedostatnią zawodniczką i byłam eskortowana przez kajak od początku pływania. Rower i bieg poszły już dużo lepiej i skończyłam w połowie stawki.

A pierwszy raz na Hawajach? Kiedy to było? 

Rok 2011. Wtedy było chyba 5 czy 6 Polaków. Z tej grupy tylko Rafał Herman mieszkał w Polsce.  Od tego czasu, jakimś sposobem kwalifikowałam się każdego roku. Myśląc o tym teraz to sama się dziwię, wydaje mi się to szalone i prawie niemożliwe.

Którą imprezę na Hawajach zapamiętałaś jako najlepszą? 
Rok 2013. Wtedy wszystko mi się układało. Skończyłam chyba 36 w kategorii. Prawie wszystko poszło zgodnie z planem, a to w długim dystansie nie zdarza się zbyt często. Każdego roku mam takie wrażenie, że jestem tu po raz pierwszy. Przy rejestracji pytają czy jest to mój pierwszy raz. Wtedy odpowiadając przypominam sobie, że nie!

Pamiętasz miejsca, które zajmowałaś w poszczególnych latach?
Z wyjątkiem 2013 nie pamiętam ani miejsc, ani czasów. Chociaż nie, pamiętam jeden 10:59. Łatwy do zapamiętania i najszybszy mój czas na Hawajach, jak do tej pory!

Co Ciebie ciągnie na Big Island? 
Oboje z mężem (Rafałem Medakiem, trenerem – dop. red.) lubimy Hawaje. Te wyspy maja w sobie dużo energii, tak jak my. Może to taka siła przyciągania. Big Island to bardzo zróżnicowana wyspa. Jest na niej 11 z 13 stref klimatycznych. Piękna przyroda, no i żółwie morskie, które bardzo lubię. Pierwszy raz byliśmy na Hawajach w 2009 roku, czyli jeszcze przed pierwszą kwalifikacją i już wtedy wiedzieliśmy, że pewnie jeszcze kiedyś wrócimy, ale nie myśleliśmy, że aż tyle razy.

Najtrudniejszy maraton do ugryzienia

Jeżeli chodzi o zawody to lubię trenować, stawiać sobie wyzwania i próbować dojść do celu, przesuwając granice tego co jest możliwe, w tym przypadku w sporcie. To mnie motywuje i daje dużą satysfakcję. 

Natomiast Kona to zawody jeszcze bardziej indywidualne niż inne Ironman-y, szczególnie na biegu. Jak już się wybiegnie na pola lawy gdzie nie ma kibiców, każdy walczy sam – jest tylko wiatr, upał, wilgotność i niekończąca się droga do tzw. “Natural Energy Lab”. A nawet dłuższa od ubiegłego roku! Na papierze trasa, szczególnie bieg, wygląda tak prosto, ale w rzeczywistości jest to jeden z najtrudniejszych maratonów do “ugryzienia”. Czyli jest wyzwanie!

Masz w domu specjalną półkę z medalami z Hawajów? 
Nie mam półki na nie. Leżą w szufladzie. Chciałabym je jakoś wyeksponować, ale nie miałam się czasu tym zająć. Natomiast tokeny za kwalifikacje „mieszkają” w żółwiu, takim wyrzeźbionym w drewnie, w skorupie ma schowek jak na biżuterie, tam je trzymam. Warto dodać, bo pewnie nie wszyscy wiedzą, że tokeny pojawiły się dopiero 6 lat temu. Pierwszy raz na 35 rocznicę Kona.

Dlaczego żółw?
Tzw. Honu, czyli zielony żółw Hawajski jest mi bardzo bliski. Chodzi swoimi ścieżkami, jest niezależny i nie przejmuje się niczym, co się wokół niego dzieje. Mamy wiele wspólnego:) Na Hawajach staram się spędzić trochę czasu z żółwiami. Działają uspokajająco!

Co Ciebie urzekło w triathlonie? 

Że jest to sport indywidualny, podczas którego walczę sama z sobą. Że nie trzeba być wybitnym w żadnej z dyscyplin, żeby mieć niezłe wyniki, a cierpliwość i praca są wynagradzane. Można się poprawiać przez kilkanaście lat. Na przykład W Gdyni w tym roku po 12 latach trenowania pobiegłam najszybszy półmaraton w 70.3.

Co jest Twoją najmocniejszą stroną, a co najsłabszą i co robisz, aby wyeliminować tę najsłabszą?
Najmocniejszy jest zdecydowanie bieg. Najsłabsze pływanie. Próbowałam chyba już wszystkiego, ale jakoś chyba jestem pływackim antytalentem, bo lata trenowania nie przekładają się na znaczne postępy. Z drugiej strony to moje pływanie nie jest dramatyczne, ale do urodzonych pływaków jednak dystans jest spory.

Czym się zajmujesz zawodowo? 
Moje wykształcenia to bankowość i finanse. Mam też uprawnienia międzynarodowego biegłego rewidenta. W mojej karierze bankowej w Londynie specjalizowałam się w rachunkowości bankowej, skomplikowane struktury finansowe, transakcje pochodne, spółki specjalnego przeznaczenia. Poza tym posiadam uprawnienia trenerskie British Triathlon Level 2 i teraz z mężem prowadzimy firmę trenerską.

Jak odpoczywasz, kiedy nie trenujesz, startujesz?
W wolnym czasie prawie zawsze robię coś aktywnego. Bardzo lubię jeździć na rowerze. Takie wyjazdy na kawę czy na lody, zwiedzanie nowych miejsc na rowerze lub biegając. Pamiętam kiedy nasz przyjaciel przekonał nas, aby polecieć na kilka dni na Maui, kiedy przebywaliśmy na Hawaii podczas świąt Bożego Narodzenia. Wjeżdżając na wulkan i obserwując ludzi jadących tam rowerami, przyszło mi do głowy pytanie „co jak robię w tym samochodzie? Powinnam wjeżdżać rowerem! Od tego czasu bardzo bronie się przed wycieczkami krajoznawczymi w samochodzie!

Wspólnie z mężem Rafałem Medakiem zajmujecie się triathlonem. Długo to już robicie? 
Trenowanie i starty to nasze hobby. Jakieś 10 lat temu Rafał zaczął trenować kilka osób, znajomych oraz kolegów z pracy. Potem grupa zaczęła się powiększać. Zakwalifikowaliśmy kilkanaście osób na Hawaje. Kilkadziesiąt na mistrzostwa świata 70.3 i tak zaczęło się do nas zgłaszać więcej osób. Indywidualne podejście i zrozumienie zawodników owocuje.

Od kilku lat trenujemy kilku zawodników PRO i Elity. Obecnie trenujemy 10 zawodników Elity wśród nich są Annah Watkinson z RPA, która wystartuje na Hawajach, Ewa Komander, Miłosz Sowiński, Dan McIntosh czy Krzysztof Hadas.

Naszym głównym celem jest nie tylko poprawa poziomu sportowego zawodników, ale też współpraca z zawodnikami, dialog, zrozumienie ich potrzeb. Odnosi się to zarówno do zawodników PRO i AG. Jedni trenują żeby być szybszymi, inni żeby się lepiej czuć i dla zdrowia, a jeszcze inni żeby ukończyć swój pierwszy triathlon czy maraton. Staramy się pomagać ludziom, którzy chcą z nami trenować i doceniają ilość uwagi, którą w to wkładamy. Mamy ogromną satysfakcje kiedy uda się naszym zawodnikom spełnić marzenia czy to przebiegniecie 10km w 60 minut, zdobycie kwalifikacji na mistrzostwa świata, mistrzostwo czy rekord Polski. Każdy ma swój “Everest”.

Od początku naszej drogi triathlonowej współpracowaliśmy z uznanymi trenerami (m.in. Brett Suttom, Darren Smith czy Mat Dixon), od których dużo się nauczyliśmy. Mamy spore doświadczenie w triathlonie i wiemy jak trenować zawodników zarówno początkujących jak i Elity/PRO przygotowujących się do mistrzostw świata, Europy czy pucharów świata ITU.

To nie jedyna wasza działalność?
Wraz z Rafałem Hermanem z Creative założyliśmy Team „Triangle Sports”, który głównie zrzesza zawodników, których trenujemy. To dopiero początki i mamy ambitne plany.

Triathlon wypełnia Wasze życie po brzegi. Nie czujecie czasami przesytu? 
Przesyt zdecydowanie nie, ale rzeczywiście trenowanie zawodników, którzy mają różne cele, różne terminy startów, mieszkają w różnych strefach czasowych to praca bez wytchnienia.

Bycie zawodnikami i trenowanie to nasze hobby i styl życia. Trenowanie zawodników to praca, którą traktujemy tak samo jak nasze poprzednie zawody w bankowości. Wbrew pozorom oba mają bardzo dużo wspólnego. 

Jesteście zgodnym małżeństwem, czy zdarzają się różnice zdań?
Różnice zdań oczywiście, że się zdarzają, ale zazwyczaj szybko dochodzimy do porozumienia. Wszystko uzgadniamy i rozwiązujemy problemy na bieżąco.

A jak wygląda Wasze życie prywatne? Kto sprząta kuchnię, przygotowuje posiłki itd.?
Wszystko robimy wspólnymi silami. Nie ma takich sytuacji ze ja sprzątam, a Rafał czyta gazetę!

Alicja o czym marzysz i nie pytam tutaj tylko i wyłącznie o ewentualny triathlon?
Aby zielone hawajskie żółwie przeniosły się na Gran Canarie! (śmiech)

Rozmawiał Marcin Dybuk, TriathlonLife.pl
foto materiały prywatne

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close