Rozmowa

Agnieszka Jerzyk: Bałam się strasznie debiutu w Ironman

Debiut Agnieszki Jerzyk na dystansie długim przeszedł do historii. Kosmiczny czas 8:48:49 zaskoczył chyba wszystkich. Podczas rywalizacji pierwszy szok przeżyła już w wodzie. Dwa solidne kryzysy na rowerze i bieg na trasie, której nie lubi, to pokazuje jak silną jest zawodniczką. W rozmowie z Marcinem Dybukiem opowiada także o tym czego żałuje po starcie, o obawach, a także o dalszych planach oraz o tym, dlaczego ze startem na Hawajach czeka do 2020 roku.

Marcin Dybuk: Aga przede wszystkim dziękuję. To była niesamowita niedziela zakończona radością, a nawet wzruszniem. Piękny debiut. Podobno na trasie nie wiedziałaś na jaki wynik biegniesz?

Agnieskza Jerzyk: Przy wbieganiu na metę nie było widać zegara, tylko wielki napis Challenge Roth, więc nie wiedziałam jaki mam czas. Cztery kilometry przed końcem trener krzyknął mi, że jeśli dalej będę biegła w tym tempie, to będzie świetny czas. Ale nie powiedział jaki. Myślałam, że to będzie około dziewięciu godzin…

…aż trudno uwierzyć, że nie wiedziałaś jaki masz czas.
…nie wiedziałam, bo zegarek włączyłam dopiero na bieganiu. Na rowerze miałam licznik. Tak więc nie znałam całkowitego czasu. Osiem kilometrów przed metą wydawało mi się, że biegnę na 9 godzin i dwie minuty. Biegłam około 5 minut na kilometr. Byłam już zmęczona, a trasa biegowa w mieście po bruku nie ułatwiało zadania. Nie przypuszczałam wtedy, że mogę złamać dziewięć godzin. Jak przekroczyłam linię mety, cieszyłam się, że ukończyłam debiut na dystansie długim. To było fajne uczucie! Kiedy odwróciłam się w stronę mety, aby podziękować kibicom za doping i do nich pomachać zobaczyłam czas 8:48:49. Wow! Pomyślałam i wpadłam w euforię. Po chwili jednak stwierdziłam, że to pewnie czas zwyciężczyni. Uwierzyłam dopiero jak podbiegłam do brata i zapytałam Huberta, czy to mój czas, a on potwierdził. Byłam w szoku, że udało mi się w debiucie pobić rekord Polski i to z takim wynikiem.


To ten moment, kiedy Agnieszka usłyszała od brata,  że 8:48:49 to jej czas na mecie

Czyli nie spodziewałaś się takiego debiutu?
Nie spodziewałam się. Wręcz przeciwnie. To była dla mnie wielka niewiadoma i bałam się strasznie tego startu. Dlatego między innymi nie odbierałam od Ciebie telefonu, bo nie chciałam rozmawiać. Nie wiedziałabym nawet, co powiedzieć. Gdzieś w głowie pojawiały się myśli, że chciałabym pobić rekord Polski na dystansie długim, ale nie chciałam tego nakręcać. Między innymi dlatego, że nie lubię zawodzić. Chciałam zobaczyć, czym jest ten Ironman i sprawdzić jak smakuje. Teraz już wiem, że smakuje bardzo dobrze.

Rozumiem, że nie chciałaś rozmawiać przed startem. Nnie jesteś jedyna. Robert Karaś przed niedzielnym startem w Vitoria, gdzie będzie walczył o kwalifikacje na Hawaje, także nie chce się wypowiadać. Wysłał tylko kilka zdań sms-em i powiedział, że porozmawiamy po zawodach. Kiedy rozmawiałem z Tobą dużo wcześniej przed zawodami w Roth, powiedziałaś, że dużo uwagi poświęcasz „pracy z głową”. Wyszło nieźle…
Trening mentalny na tym poziomie i na takich zawodach odgrywa bardzo ważną rolę. W dotychczasowej karierze wielokrotnie wygrywałam głową. W ostatnim czasie jednak podchodziłam do triathlonu inaczej niż wcześniej. Treningi i starty dzieliłam z normalnym życiem. Robiłam to na większym luzie. Mniej profesjonalnie, jak na przykład przed Igrzyskami Olimpijskimi. Jednak, kiedy rozpoczęłam przygotowania do dystansu długiego, a zawody zbliżały się, coraz bardziej wracałam do myślenia, że chcę to zrobić dobrze. Skoro podjąłem się startu w Ironmanie, to myślałam, że warto wrócić do profesjonalnego treningu w 100 procentach. Tym bardziej, że kiedyś marzyłam o tym, aby zostać „Ironmanką” na wysokim poziomie. Teraz był czas, aby się skupić na treningu.

W tym celu wyjechałaś do Szklarskiej Poręby?
Dokładnie! Wyjechałam w góry, aby skoncentrować się na treningu w 100 procentach. Skupić się tylko na tym. Nie rozpraszać się innymi rzeczami. Kiedy podczas przygotowań zaczęły się pojawiać dłuższe treningi i niezbędna była regeneracja, w domu brakowało czasu. Trzeba było jeszcze zrobić, coś innego, zwykłego. Odwiedzić kogoś lub załatwić jakieś sprawy. W Szklarskiej po treningu mogłam położyć się w łóżku i zbierać siły, regenerować. Ponadto im bliżej zawodów, tym bardziej czułam napięcie. Bardzo nie lubię wybuchać i mówić rzeczy, których później bym żałowała. Dlatego też wolałam się odciąć od bliskich mi osób i skoncentrować nad zadaniem, które miałam do wykonania.

Czy podczas startu w Challenge Roth miałaś kryzysy na trasie?
Było kilka takich sytuacji, kiedy walczyłam o życie. Pierwszy taki moment był na słynnym podjeździe Solarsberg, gdzie kibice tworzą wąski szpaler i dopingują. Tam jechaliśmy z pozostałymi zawodniczkami w tak zwanym zasięgu. Jednak po podjeździe zaczął się zjazd, który był długi i łagodny niezbyt trudny technicznie.  Jestem zawodniczką, która jeździ siłowo i tam zabrakło mi przełożeń, a dziewczyny zaczęły mi odjeżdżać. Wtedy pojawiła się myśl, że będę musiała sama jechać 100 kilometrów, przez co bardziej się zmęczę. Nie wiedziałam w ogóle czego się spodziewać i obawiałam się tego. Wtedy postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i dogonić dziewczyny. Momentami kręciłam nawet 300 watów, co przy takim dystansie do przejechania jest dużą wartością. Długo jechałam sama. W dogonieniu rywalek pomógł mi jeden z zawodników, który wystartował z zawodnikami PRO, a który miał życiówkę poniżej 9 godzin, choć był amatorem. Jemu też liderki odjechały i jak zobaczył, że bardzo mi zależy, aby je dogonić, zaczęliśmy wzajemnie się nakręcać i współpracować. Oczywiście wszystko zgodnie z przepisami, z zachowaniem należytej odległości między nami. To jednak wystarczyło, aby wykręcić odpowiednią prędkość. Kiedy dojechaliśmy do kolejnego podjazdu na trasie złapałam kontakt z dziewczynami. Sytuacja taka powtórzyła się jeszcze raz, ale na wcześniejszym zjeździe. Ponownie dziewczyny z czołówki mi odjechały. Tym razem jednak w takiej samej sytuacji była Anja Ippach i to z nią współpracowałam. Jednak chwila nieuwagi kosztowała mnie bardzo dużo, bo Anja mi odjechała. Ponownie musiałam gonić, ale i tym razem się udało. Wjeżdżałyśmy razem na Solarsberg, gdzie ona straciła dużo sił i ja już dociągnęłam nas do strefy T2.

Czy można powiedzieć, że rower był dla Ciebie podczas tych zawodów najtrudniejszym etapem?
Powiem inaczej. Już na pływaniu byłam bardzo zaskoczona tempem. Wydawało mi się, że ten etap rywalizacji, gdzie trzeba przepłynąć prawie cztery kilometry będzie się odbywał wolniej. A było inaczej. Przez chwilę nawet się zastanawiałam: Co ja tutaj robię? Chyba nie jestem jeszcze na to wszystko gotowa. Ale udało się wytrzymać tempo grupy w której płynęłam. Jeśli chodzi o rower, to było tak jak już powiedziałam. Na zjazdach brakowało mi przełożeń i później musiałam użyć więcej mocy, aby dogonić dziewczyny. Jechałam i łapałam się za głowę, kiedy widziałam na liczniku prędkość 40 kilometrów na godzinę. Myślałam sobie, dziewczyny co wy robicie, przecież my mamy jeszcze do przebiegnięcia maraton. Wiedziałam jednak, że muszę trzymać kontakt z nimi, bo one wiedziały co robią. To nie był ich pierwszy start na długim dystansie. To ja byłam nowicjuszką. Tak więc robiłam co mogłam. Na bieganiu założyliśmy z trenerem, że zacznę wolno…

…to Tobie jednak nie wyszło, bo początek biegania miałaś mocny.
To prawda. Popełniłam błąd, który popełnia wielu zawodników. Zaczęłam biec za szybko. Czułam się fenomenalnie. Przez pierwsze pięć kilometrów, to na pewno. Tym bardziej, że trasa na początku sprzyjała szybkiemu bieganiu, bo pierwszy kilometr był lekko z górki. Ogólnie z biegania byłam zadowolona, tym bardziej, że trasa nie była lekka. Aż 27 kilometrów to bieganie po szutrze wzdłuż kanału. Nie lubię takiej nawierzchni. Później bieganie w mieście, gdzie był bruk, a trasa „góra – dół, góra – dół” i też lekko nie było, tym bardziej, że to już była końcówka Ironmana.  Na biegu przeklinałam trenera i się wkurzałam, co za zawody mi wybrał.

Ale przecież czas maratonu miałaś czwarty wśród dziewczyn i to był dobry wynik – 3:08:17…
Tak, to prawda. Tym bardziej żałowałam, że na rowerze rywalizacja tak się ułożyła i musiałam gonić dziewczyny. Bo myślę, że gdybym utrzymała je, to rywalizacja na biegu mogłaby się ułożyć jeszcze inaczej i może powalczyłabym o podium.

Rozumiem, że jesteś ambitną zawodniczką, ale przecież wszystko nie mogło się udać w debiucie…
Dokładnie! Cieszę się z czwartego miejsca i z tego, że wiem co mam jeszcze do poprawienia. Prawda jest taka, że jestem mega zadowolona z tego startu.

A nie żałowałaś, że nie były to zawody spod znaku Ironman, gdzie mogłabyś wywalczyć już teraz slota na Hawaje?
Taki był plan. Gdybym nawet zdobyła slota na Hawaje, to i tak bym nie mogła go wykorzystać. W październiku w tym roku są Igrzyska Wojskowe, na których jako żołnierz muszę wystartować. Tak więc, gdybym wystartowała w Klagenfurt i zajęła drugie miejsce za Danielą Ryf, która miała już slota, to bym tylko żałowała, że mam slota, a nie mogę pojechać na Hawaje.

Z drugiej strony wystartowałaś w Roth na najszybszej trasie  na dystansie długim i ustanowiłaś piękny rekord Polski…
Dokładnie tak! Bardzo się cieszę z tego wyniku i że udało mi się ustanowić rekord Polski.

Jakie masz dalsze plany?
Teraz mam dwa tygodnie odpoczynku. Po raz pierwszy mam urlop w czasie wakacji. Na tydzień lecę z koleżankami na Maltę, a później tydzień spędzę na Sycylii. Jak wrócę rozpoczynam przygotowania do Igrzysk Wojskowych. To będzie bardzo dziwna sytuacja dla mnie, bo muszę przygotować się do dystansu olimpijskiego, a co za tym idzie skrócić treningi. Cieszę się, że Ironman mnie nie zniszczył. Bałam się, że nie będę mogła chodzić, a po schodach normalnie wchodzę i schodzę. Tak więc regeneracja po zawodach będzie przebiegała dobrze i będę mogła po urlopie zacząć przygotowania do krótszego dystansu na Igrzyskach Wojskowych.

Dziękuję za rozmowę, jeszcze raz gratuluję i życzę udanego urlopu!

Czas Agnieszki Jerzyk:

Pływanie 54:41; T1 1:31; rower 4:42:59; T2 1:23; bieg 3:08:17 = 8:48:49

Marcin Dybuk
foto materiały prywatne Agnieszki Jerzyk

Czytaj także:

Kosmiczny debiut. Agnieszka Jerzyk złamała 9 godzin!

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close