Rozmowa

Bartek Banach: Jeszcze nie miałem tylu problemów zdrowotnych

Od początku tego roku musiał zmagać się z różnymi kontuzjami, które odcisnęły piętno na jego sportowych planach. Bartosz Banach opowiedział, jak trudny to był dla niego sezon.

Trzeba przyznać, że ten sezon nie należał dla Ciebie do najłatwiejszych. Czy w tym roku przytrafiało się Tobie najwięcej problemów zdrowotnych w dotychczasowej karierze?
Tak, zdecydowanie jeszcze nie miałem tak kontuzyjnego roku. Było bardzo ciężko. Ledwo wychodziłem z jednego problemu i za chwilę zaskakiwał mnie kolejny. Najpierw problem z kolanem, później z plecami, a w międzyczasie różne infekcje. Były to na tyle poważne kontuzje, że powrót do sprawności zajął mi praktycznie cały sezon. Przez wszystkie lata odkąd trenuję, jedynymi kontuzjami, jakie miałem, to złamany obojczyk, skręcona kostka i drobne stany przeciążeniowe, z których szybko wychodziłem na prostą. Nie zostawiało to tak dużych spadków formy, jak teraz.

W marcu miałeś artroskopię kolana oraz szycie łąkotki. Jaka była przyczyna tych trudności zdrowotnych?
Cały problem zaczął pojawiać się stopniowo w styczniu tego roku podczas biegania. Kolano bolało coraz mocniej i pojawiała się opuchlizna. Mimo odpuszczania ból powracał. Na pływaniu ból występował, gdy pracowałem nogami. Tylko na rowerze było ok, dlatego postanowiłem wyjechać do Calpe na zaplanowane zawody MTB Costa Blanca Bike Race, wyścig etapowy parami, poszło całkiem dobrze, zajęliśmy z Pawłem Gołębickim 10 miejsce w kategorii. Czułem, że moja forma rowerowa była świetna. Natomiast biegowo i pływacko problem ciągle był, mimo zredukowania tych aktywności. Po powrocie do Polski od razu wykonałem rezonans. Opis rezonansu był dla mnie katastrofalny, pęknięta łąkotka, bez operacji nie ma możliwości uprawiania dalej sportu. Nie miałem wyboru i pod koniec lutego zostałem zoperowany.

Ile wtedy trwał proces powrotu do zdrowia i treningów?
Pierwsze trzy tygodnie były straszne, nauka funkcjonowania z kulami, wszystko sprawiało trudność. Cały marzec podporządkowany był rehabilitacji i powróceniu podstawowych funkcji kolana. Chociaż nie był to do końca stracony czas. W końcu mogłem posiedzieć trochę więcej z dziećmi. W kwietniu zacząłem lekko kręcić na trenażerze, powoli wracałem na MTB, wróciłem też na basen. W maju już mogłem prawie normalnie trenować, czyli wykonywać trening na wysokich obciążeniach. Włączyłem lekkie bieganie w komfortowym i bez bólowym tempie. Niestety wtedy też nie obyło się bez przeziębienia, gdzie ponownie zostałem wybity z rytmu treningowego.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem podczas rehabilitacji?
Najgorsze była świadomość, że nie mogę trenować i coś mi ucieka. Każdy dzień to było wyczekiwanie, czy jest już lepiej. Kolejne wyścigi musiałem przenosić na kolejny rok lub po prostu rezygnować, to też było trudne.

Kiedy udało Ci się stanąć na starcie zawodów po tych perturbacjach zdrowotnych?
Na pierwszych zawodach wystartowałem pod koniec kwietnia. Był to maraton MTB, który wygrałem, rower był dla mnie wtedy najbardziej komfortową, bez bólową aktywnością. Pod koniec maja postanowiłem wystartować w JBL Triathlon Sieraków na dystansie 1/2.

Jak czułeś się w Sierakowie, startując po siedmiu miesiącach przerwy startu w triathlonie?
W Sierakowie wystartowałem z myślą, by poczuć sportowe emocje i wypróbować, czy kolano wytrzyma takie przeciążenie (lekarz dał zielone światło), treningów biegowych do tego czasu, praktycznie nie było. Więc też nie wiedziałem, czy dam radę przebiec 21km. Okazało się, że forma pływacka i rowerowa była zadowalająca, a bieg był prawie bez bólu, ale czas na tym dystansie najgorszy w karierze. Jednak niczego więcej się nie spodziewałem.

Jak dalej rozwijał się Twój sezon?
Kolejnym startem był Challenge Gdańsk, którego niestety nie ukończyłem. Myślę, że przesadziłem z ilością treningów. Nie szło mi kompletnie tego dnia. Później była Stężyca na ¼. Wtedy byłem trzeci. Następnie w Suszu na połówce zająłem piąte miejsce w PRO.

Po MP w Suszu znowu przytrafił się trudniejszy moment. Co się stało?
Dwa dni po zawodach doznałem ogromnego bólu w kręgosłupie lędźwiowym. Przez dobę nie mogłem się ruszyć. Doszło do wypuklina krążka międzykręgowego. Kolejne tygodnie rehabilitacji i dochodzenia do sprawności, kolejne tygodnie bez treningów.

Jak te wszystkie problemy zdrowotne wpływały na Twoje tegoroczne plany sportowe?
Cały czas plany się zmieniały. Większość startów zostało przełożonych na przyszły rok. Szczerze mówiąc, walczyłem do końca sezonu, by wrócić do swojego poziomu.

Czy mimo tych wielu trudności dostrzegasz jakieś pozytywny z tegorocznych zmagań na zawodach?
Pod koniec sezonu udało mi się wystartować w Serocku na Garmin Iron Triathlon na dystansie 1/2. Tam wygrałem, było dobre pływanie, dobry rower i komfortowy bieg. Następnie w cyklu Garmin MTB Series wygrałem klasyfikacje generalną. Więc na sam koniec pozytywne akcenty się pojawiły.

Kiedy planujesz rozpoczęcie okresu przygotowawczego do kolejnego sezonu?
Można powiedzieć, że nie miałem czego kończyć w tym roku. Cały czas muszę walczyć o powrót do poziomu biegowego sprzed operacji. Jak tylko to osiągnę, to wystartuję w zawodach triathlonowych, pewnie gdzieś za granicą

Jakie masz główne cele ustalone na kolejny rok?
Do końca roku chciałbym być już na swoim poziomie, jak wszystko dobrze pójdzie, to w styczniu będę układał kalendarz startowy.

Czego Ci życzyć  przy okazji najbliższych tygodni?
Zdrowia i spokojnych treningów.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X