Rozmowa

Sowiński: W Malborku nie będzie zwiedzania

W debiucie na dystansie długim wykręcił czas 8:35:45. Czuje po nim niedosyt, dlatego trzy tygodnie później zmierzy się z dystansem i rywalami podczas mistrzostw Polski w Malborku.

Jak oceniasz debiut na dystansie długim?
W sumie to mam niedosyt, bo mimo, że ukończyłem Ironmana, to w ogóle nie jestem zmęczony. Planowałem po zawodach tydzień wakacji, ale nie ma takiej potrzeby. Zadzwoniłem do Roberta (Karasia, który trenuje Sowińskiego – dop. red.) i powiedziałem, że wracamy do treningu. W środę, trzy dni po zawodach miałem już pierwszy trening.

Na 120 km kryzys i rozciąganie

A co do przebiegu samych zawodów to popłynąłem 3,8 kilometra w 50 minut. Jestem z tej części zadowolony. Rower był dobry do 90 kilometra, który przejechałem w dwie godziny i 10 minut, ze średnią prędkością 41,5 kilometra na godzinę. Niestety, wtedy zaczęły się problemy z mięśniem pośladkowym i musiałem na 120 kilometrze się zatrzymać i go porozciągać. To był takie pierwszy kryzys. Nie wiedziałem, czy mam odpuścić wyścig i zbierać siły na jakiś kolejny czy kontynuować. Ania, moja dziewczyna mnie zmobilizowała do dalszej jazdy, ale to nie były już te waty, które mnie interesowały. Można powiedzieć, że dojechałem do T2 bez ciśnienia. Na biegu ruszyłem mocno, ale swobodnie. Jednak plan był taki, aby biec poniżej 4 minut na kilometr. Pół maraton przebiegłem coś w 1:22-1:23. Czyli nieźle, a przy okazji pościgałem się z Igorem Siódmiakiem…

…który debiutował na „połówce”, a Ty na pełnym dystansie.
Dokładnie tak. Pod koniec roweru się zjechaliśmy. Na biegu on mnie wyprzedził, ale nie powiększał przewagi. Wtedy włączył mi się tryb rywalizacji i ja go wyprzedziłem. Od tego momentu biegłem swoje. Do 30 kilometra wszystko szło dobrze. Ale wtedy odczułem upał, który tego dnia był i zwolniłem. W strefach bufetowych szedłem. Nie spinałem się na żaden wynik. Chciałem ukończyć w zdrowiu, nie upodlić się i paść na mecie, tylko mieć pozytywne wspomnienia z debiutu.

Kiedy podjąłeś decyzję, że chcesz zadebiutować na dystansie długim?
To mi chodziło po głowie przez cały ubiegły rok. Rozmawiałem nawet z Rafałem o tym (Rafał Medak, ówczesny trener Miłosza – dop. red.), ale nie układały się starty, tak abym miał ku temu okazję. Chciałem pojechać do Barcelony, ale ważniejsze były przygotowania do mistrzostw świata na dystansie Ironman 70.3 i nie dało się tego połączyć. W tym roku miałem się przygotować do mistrzostw Polski na dystansie „połówki”, ale koronawirus wszystko pokrzyżowało. Następnie zastanawialiśmy się z Robertem czy mam wystartować w Wolsztynie, Malborku czy Gdyni. Ostatecznie padło na pierwszą lokalizację m.in. z tego powodu, że miała tutaj być szybka trasa, ale do końca taka nie była. Asfalt nie był najlepszej jakości i ciężko było złapać dobry rytm jazdy na rowerze.  

A może rekord Polski?

Jak znosisz pandemię?
Na początku było ciężko, szczególnie jak zaczęto odwoływać zawody. Odpuściłem treningi i potrzebowałem trochę czasu, aby się zebrać. Kiedy już się udało i wróciłem do regularnej pracy, to było dużo lepiej. Zacząłem podchodzić do tego z dnia na dzień i treningi zaczęły oddawać.

To jakie masz w tym roku jeszcze plany startowe?
(śmiech) To teraz mogę już powiedzieć, że chcę wystartować w mistrzostwach Polski na dystansie długim w Malborku. Tak jak mówiłem, mam niedosyt po Wolsztynie, nie czuje się zmęczony, wróciłem do treningów i chciałbym się pościgać. W debiucie brakowało mi tej rywalizacji, która by mnie zmobilizowała, a co za tym idzie zakręciłbym się wokół 8:10, a może nawet rekordu Polski. Mam nadzieję, że będzie taka okazja w Malborku.

Czyli w Malborku nie będzie zwiedzania miasta?
Przyznam, że już myślałem o strategii i chcę dać z siebie wszystko. Mam nadzieję, że noga mi poda i wytrzymam dystans. Mam świadomość, że to jest Ironman i lekko nie będzie.

Rozmawiał Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button