Wiadomości

Puchar Azji. Marta Łagownik ponownie druga

W połowie września Marta Łagownik startowała w Pucharze Afryki, w Maroku. Zajęła tam świetne drugie miejsce. Zwyciężczyni Marlene Gomez-Islinger z Niemiec wyprzedziła Polkę zaledwie o 10 sekund.
 

Mocne bieganie Marty

– Pływanie było w oceanie, po trasie w kształcie litery M – relacjonowała Łagownik na profilu na FB przebieg rywalizacji. – Etap kolarstwa wymagający z podjazdami i zjazdami. Natomiast bieg płaski po deptaku przy plaży. Po pływaniu miałam trochę do nadrobienia do zasadniczej grupy i dzięki wspólnej pracy z koleżanką z Filipin dogoniłyśmy dziewczyny na przedostatnim okrążeniu.  Ja mocno pracowałam pod górkę, Filipinka z górki i byłyśmy w symbiozie. Szybka strefa i lecimy na bieg. Najpierw w pięcioosobowej grupie, potem w trójkę z dwoma Niemkami. Na trasie robiło się coraz cieplej, ale to nie zwalniało tempa naszego biegu. Bardzo cieszy mnie dobra dyspozycja i tu wielkie podziękowania dla Moniki, przygotowania do drugiej części sezonu idą w dobrym kierunku! No i kolejny czas na 10km poniżej 37’ w mojej karierze po mocnym rowerze.
 

Po Afryce czas na Azję

W ten weekend gdańszczanka wybrała się na kolejną daleką podróż. Tym razem do Jordani, gdzie wystartowała w Pucharze Azji. I kolejny raz zaprezentowała się ze świetnej strony. I tym razem zajęła drugie miejsce, a o zwycięstwo walczyła z Niemką.
 

Zobacz również:

Marta Łagownik i Jej talent do ciężkiej pracy

– To moje drugie podium w karierze startów zagranicznych w triathlonie i duża liczba potrzebnych mi punktów do rankingu światowego – napisała na FB Marta. – Kolejny „egzotyczny” dla mnie wyjazd, który nie jest wcale taki zły jakby się mogło wydawać. Zawody odbyły się w dużym ośrodku Ayla. Przed startem mieliśmy eskortę policji turystycznej co jest małą ciekawostką. Woda miała 26 stopni, ale szczerze mówiąc dla mnie taka nie była. Bardzo mocno wiało i ciężko się płynęło, dlatego kluczowe było, by być w grupie. Jazda na rowerze przy dużym wietrze wśród kobiet to istne szachy i piszę to całkiem poważnie. Pierwszy raz mogłam poczuć to na własnej skórze. Nie było ziewania. Było trochę zrywów, ale to jest triathlon i bierze się to co dają. Na szczęście była też w grupie Filipinka, z którą dojeżdżałyśmy mocno na poprzednim starcie, wiec wspierałyśmy się nawzajem
i dobrze się bawiłyśmy. Bieg rozpoczął się w pięcioosobowej grupie. Natomiast po pierwszej pętli z czterech zawodniczek zostałyśmy już tylko dwie. Wymieniałyśmy się z Niemką całe trzy pętle. Postanowiłam zaatakować trochę mniej niż kilometr przed metą. Niestety, nie udało się i koleżanka porządnie odparła atak. Ja nie miałam nic do stracenia i nie żałuje że spróbowałam.

Szczegółowe wyniki przedstawiły wkrótce.

Opracował Dawid Majakowski
foto Paweł Seelieb

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X