Wiadomości

Zaglądamy do domu MKON-ów

Gotowe! Jesteś na miejscu! Na ekranie nawigacji widać zielony dom i nazwę – Klub Sportowy NiemaNieMogę. Po chwili na podwórku pojawia się gospodarz i zaprasza do środka. W domu Ewy Rokickiej i Marcina Koniecznego jest wiele rzeczy, które zaskakują. Na przykład książka Freuda w łazience.

Marcina Koniecznego w świecie polskiego triathlonu nie trzeba przedstawiać. Popularny MKON od jedenastu lat zaskakuje środowisko. Do sportowej elity wszedł przebojem w 2009 roku podczas Mistrzostw Polski na pełnym dystansie w Borównie. Kiedy wbiegł na metę, po ponad dziesięciu godzinach, mało kto wiedział kim jest. Ewa Rokicka musiała poinformować organizatorów, że to jej mąż… Marcin Konieczny. Człowiek, który dwa lata wcześniej zaczął uprawiać triathlon. To także wydarzyło się trochę za sprawą małżonki, a dokładnie dowcipu, który „przyniosła” z pracy.

Różnica między mężem, a kochankiem?

– Marcin wiesz jaka jest różnica między mężem, a kochankiem?

MKON nie wiedział.

– Dwadzieścia kilogramów – odpowiedziała rozbawiona.

To dla mężczyzny, jak podkreśla sam Konieczny, w kryzysie wieku średniego, oznaczało jedno. Coś trzeba zmienić!

– Zdecydowałem, że wracam do sportu, który uprawiałem przez trzy lata w liceum – wspomina Marcin. – Już miałem upatrzony motocykl, nawet byłem „na jego przymiarce”. Jednak zrezygnowałem.

Marcin chciał uprawiać sport elitarny. Taki, którym pochwalić się może w Polsce mało kto. Może trudno to sobie dziś wyobrazić, ale jedenaście lat temu triathlon nie należał do popularnych sportów, a na zawodach startowało góra 100-200 osób. Konieczny rozrysował dokładny plan działania. Nauczyć się pływać kraulem, jeździć na rowerze itd. Ostatni punkt tego scenariusza, to zdobyć Mistrzostwo Świata na Hawajach z okazji 50-tki. I mimo, że Marcin do tych urodzin ma jeszcze cztery lata, już zdążył zrealizować plan.

Mistrzowski przypadek

– Trochę wyszło przez przypadek – mówi. – Zakwalifikowałem się do startu na Hawajach w 2017 roku. Kiedy popatrzyłem na wszystkie elementy treningów i wyników okazało się, że mogę wygrać w kategorii wiekowej 45-49.

Jak pomyślał, tak też zrobił. W październiku 2017 roku zdobył tytuł mistrza. Pytany przez dziennikarzy, czy cel się zmienia odpowiada: Nie. Dalej chce być najszybszym 50-letnim triathlonistą na świecie. Po drodze do tytułu ma kilka pośrednich celów. Między innymi ustanowić życiówkę na pełnym dystansie, a podczas Mistrzostw Świata w Ironman 70.3 Nice w 2019 roku stanąć w kategorii wiekowej na pudle. Chce także pobiec maraton poniżej 2:30 h. W październiku 2018 we Frankfurcie się nie udało. Kolejna próba na wiosnę 2019.

– Plan ambitny jest i trwa realizacja – dodaje. – Punkt, po punkcie. W Gdyni zdobyłem kwalifikacje na mistrzostwa we Francji. Wszystko idzie w dobrym kierunku.

Założyli fundację, zebrali i rozdali dwa miliony

Przy okazji startów i treningów Marcin nie przestaje zaskakiwać także w inny sposób. Jest chyba najbardziej zaangażowanym triathlonistą w Polsce pod względem działalności charytatywnej.

– Sukcesy sprawiły, że postanowiłem spieniężyć popularność – mówi z uśmiechem. – Przy różnych okazjach namawiam do wspierania Nidzickiego Funduszu Lokalnego, który wspólnie z Ewą i przyjaciółmi założyliśmy 18 lat temu. W tym czasie zebraliśmy dwa miliony złotych, które trafiły do dzieci i młodzieży w formie stypendiów.

W wakacje Konieczny wraz z żoną wybrali się na urlop. Do Szklarskiej Poręby. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że z Olsztyna pojechali w góry na rowerach szosowych.

– Urlop był zaplanowany – zdradza Ewa. – Przygotowałam rzeczy na łóżku, aby się spakować, kiedy Marcin pokazał mi mały plecaczek i powiedział, że mogę spakować tylko tyle, ile się do niego zmieści. Na pytanie dlaczego, usłyszałam, że jedziemy rowerami i musimy zabrać jak najmniej rzeczy.

Z Olsztyna w góry na rowerze. Na urlop

Powód takiej wyprawy? Zbiórka pieniędzy na operację dla dwuletniej Zosi z Olsztyna. Nóżki dziewczynki łamią się jak zapałki. Niezbędny jest zabieg w Stanach Zjednoczonych. Koszt ponad 600 tysięcy złotych. Nie trudno się domyśleć, że rodziców na taki wydatek nie stać. Sprawą zainteresował się Wojciech Suchowiecki, przyjaciel rodziny MKON-ów, znany jako Prezes. To on opowiedział o dziewczynce Ewie i Marcinowi. Ci długo nie czekali. Postanowili zaangażować się w pomoc. Jeden z wielu pomysłów, to właśnie podróż rowerowa. Ogłosili to w mediach społecznościowych. Znajomi za każdy kilometr przejechany przez Ewę deklarowali wpłaty na konto Zosi. I tak w ciągu kilku dni wpłynęło ponad 6 tysięcy złotych, a od początku zbiórki już prawie 450 tysięcy złotych. Rodzice dziewczynki uwierzyli, że zbiórka naprawdę może się udać. Za sprawą Marcina kolejne osoby włączały się do akcji.

MKON nie jest śmieszny

Marcin Konieczny znany jest z szalonych pomysłów. Raz po raz możemy na jego profilu na Facebooku znaleźć „mało poważne” zdjęcia. Pytamy Ewę, czy MKON jest takim śmieszkiem w domu. Odpowiedź kolejny raz może zaskoczyć.

– Nie jest – przekonuje żona.

A jaka jest prawda? Postanowiliśmy sprawdzić. W tym celu wybraliśmy się do domu Ewy Rokickiej i Marcina Koniecznego, czyli Rodziny MKON-ów. Z przekonaniem Marcina nie było problemów, trochę niechętnie, ale w końcu się zgodziła także Ewa. Mieszkają pod Olsztynem. W Dywitach, które bardziej są już dzielnicą stolicy Warmii i Mazur. Dom spośród wielu innych wyróżnia się kolorem. Zielony. Łatwo trafić jeszcze z jednego powodu. W Googlach wystarczy wpisać  Klub Sportowy NiemaNieMogę, aby znaleźć drogę. Gospodarz zaprasza nas do środka.

Już w drzwiach w oczy rzucają się pierwsze opaski z zawodów. Tych najważniejszych – Ironman. Tuż obok inne pamiątki m.in. wielkie, czerwone narysowane M, logo największego cyklu triathlonowego na świecie. Równie szybko w oko wpadają zdjęcia na ścianie przy schodach, które prowadzą na pierwsze piętro. Dużo zdjęć. Z różnych okresów i w różnych konfiguracjach. Ewa i Marcin. Z dziećmi. Z rodzicami. Z uroczystości rodzinnych. Z zawodów. Tych dzieci i tych Marcina. Z wakacji. W górach i nad jeziorem. W saunie i podczas chłodzenia się na śniegu. Na tych starszych zdjęciach Marcin ma długie włosy. Przypomina… Radosława Majdana.

Marcin nie mówi dużo

Po prawej stronie od wejścia jest gabinet Marcina. Na ścianach numery startowe. Na półkach puchary i statuetki z zawodów. Najcenniejsze z Ironmana. Są też inne pamiątki. Zdjęcia, plakaty i oczywiście medale. Tych jest w domu więcej, także w sypialni na grzejniku. W domu nowoczesne meble przeplatają się ze starymi. Ale żadnego przepychu. Gospodarze zapraszają na posiłek.

– Godzinę temu był pyszniejszy – w dziwny sposób zachęca Ewa do konsumpcji makaronu przygotowanego przez Marcina.

– Hmmm – co to ma znaczyć? Zastanawiamy się. Jeść czy może podziękować…

– No, bo mieliście przyjechać godzinę temu i wtedy był cieplejszy, a co za tym idzie – tłumaczy zmieszana Ewa – smaczniejszy.

Uspokojeni siadamy do stołu i rozpoczynamy… rozmowę z Ewą. Marcin jest raczej milczący. To nie ten sam człowiek, którego znamy z imprez triathlonowych i social mediów. Słucha ze skupieniem. Zabiera głos oszczędnie. Ale jak już to robi, ma coś konkretnego do powiedzenia.

Żonę trzeba kopnąć w tyłek

Na przykład o tym, że Ewa jest typem osoby, którą trzeba kopnąć w tyłek, aby coś zrobiła dla siebie. A Marcin przywiązuje się do rzeczy. Tuż przed wyjazdem, pod nieobecność męża Ewa wystawiła na śmietnik stary, zniszczony, wytarty i wypłowiały obracany fotel. To na nim gospodarz każdego dnia siadał przy biurku i pracował. Ewa miała już dość tego grata, ale nie MKON. Wrócił z delegacji, a razem z nim fotel. Przy okazji odkrył w sobie talent tapicerski. Sam obił fotel. Był dumny z wykonanej pracy. Mniej zadowolona z obrotu sprawy była Ewa. Można, rzec że sprawa się pogorszyła. Przed wystawieniem na śmietnik fotel był stary i zniszczony, ale przynajmniej w jednym kolorze. Teraz oparcie było szara, a siedzenie pomarańczowe. Taki materiał w garażu znalazł gospodarz. Oszczędny człek i tyle, rzec można. A do tego z zasadami.

– Chodzi zawsze spać o 22, nawet jak są goście – zdradza Ewa. Faktycznie, około 22 podczas luźnych rozmów Marcin delikatnie odpływa. Pół godziny później przeprasza i oddala się do sypialni.

– W delegacjach potrafię już o 20 być w łóżku. Zasypiam około 21. Piszę wtedy sms do Ewy, że idę spać. Czasami się zdarza, że poczytam dłużej książkę – wyjaśnia Marcin, przepraszając, że już musi nas pożegnać.

CDN. Już jutro zajrzymy do „Pokoju chwały MKON-a”. W nim wspomniany fotel, małe biurko, dużo książek i wiele innych, niekiedy zaskakujących przedmiotów.

Aldona i Marcin Dybuk

Foto Marcin Dybuk

Ps. A w ubikacji spotkaliśmy się z Freudem 🙂 Do dziś zachodzimy w głowę, czy to żart gospodarza, czy faktyczna lektura. Obstawiamy mimo wszystko to pierwsze 🙂

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close