Rozmowa

Zostając mistrzem świata spełnił marzenie

Łukasz Krieger już zrealizował najważniejszy cel na ten sezon. Został triathlonowym mistrzem świata strażaków.

Zostałeś Mistrzem Świata strażaków w triathlonie podczas World Firefighters Games Lizbona 2022. Jakie miałeś odczucia po tych zawodach?
Jestem wdzięczny Bogu za wszystko – zdrowie, wspaniałą rodzinę, pracę, szczęśliwą podróż, ostatnie zwycięstwo, mógłbym jeszcze dalej wymieniać, ale na tym poprzestanę. Wszystko zagrało, jak trzeba. Najszybsze międzyczasy podczas każdego etapu, zwycięstwo w „dobrym stylu”. Byłem i jestem bardzo szczęśliwy, zadowolony oraz dumny, że mogłem reprezentować kraj oraz KP PSP Sępólno Krajeńskie na Światowych Igrzyskach Strażaków w Lizbonie. Zwycięstwo dedykuję mojej żonie Monice oraz dzieciom Frankowi i Marysi, które były w tym czasie na wakacjach u dziadków.

Czy to jest Twoje największe osiągnięcie w dotychczasowej karierze sportowej?
Zdecydowanie tak.

Jak przebiegała sama rywalizacja?
Przed startem towarzyszył mi duży stres. Wiedziałem, że będę mocny podczas etapu kolarskiego i biegowego. Najbardziej obawiałem się pływania. Nigdy nie czułem się mocny na tej części wyścigu. Wiedziałem, że nie mogę pozwolić sobie na zbyt dużą stratę. Więc zacząłem zgodnie z zaleceniami trenera. Od początku wysunąłem się na prowadzenie, płynąc bark w bark obok głównego rywala. Do T1 dopłynąłem z 12 sekundami przewagi na drugim zawodnikiem oraz 30 nad trzecim. Warto dodać, że pierwsza trójka po pływaniu, to byli Polacy. Pierwszą strefę zmian zrobiłem 16 sekund wolniej, w związku z czym na chwilę straciłem prowadzenie.

Jak było na rowerze?
Maciek narzucił mocne tempo na pierwszych kilometrach etapu kolarskiego. Moją taktyką na ten dzień było „odjechać” chłopakom możliwie jak najdalej, zapewniając sobie „bonifikatę czasową” na ostatnie 5.3km biegu. Przez pierwsze cztery kilometry jechałem około 20 metrów za Maćkiem. Od 5km sukcesywnie powiększałem przewagę do około 30-40 sekund na chwilę przed końcem etapu kolarskiego. Następnie zrobiłem bardzo szybkie T2 i wybiegłem żwawym tempem na pętlę biegową.

Jak czułeś się na biegu?
Czułem, że jest dobrze, że mam w miarę „bezpieczną przewagę, że to moja „życiowa szansa” i teoretycznie muszę to wygrać. Zmotywowany leciałem „po swoje”. Po około 9 minutach biegu nawracam na agrafce i odliczam moje cenne sekundy przewagi. Rosną, czy topnieją, zadawałem sobie pytanie. Zdziwiony mijam Maćka po 2 min, co oznacza, że mam ponad cztery minuty przewagi. Wtedy pomyślałem sobie, że to już prawie pewne, że za chwilę zostanę mistrzem świata strażaków. Spełni się moje marzenie, na które tak ciężko pracowałem ostatni rok.

Przed metą podniosłem ręce do góry i krzyknąłem triumfalnie „POLAND”. Na metę wbiegłem zmęczony i szczęśliwy. Po chwili utonąłem w objęciach żony. Następnie kilka fotek z kibicami i czekam na pozostałych uczestników wyścigu. Po wyścigu dowiedziałem się, że kolega z reprezentacji Polski i zarazem najgroźniejszy tego dnia rywal (M. Wiśniewski)  przez błąd przy zjeździe do T2 stracił do mnie około trzech minut, stąd tak duża różnica czasowa 4 min 43 sek, pomiędzy nami na mecie.

Czy przytrafiały się jakieś problemy na trasie?
W T2 spadł mi numer startowy. Wróciłem się po niego i kontynuowałem bieg. Straciłem na tym około pięciu sekund.

W naszej poprzedniej rozmowie stwierdziłeś, że Twoim marzeniem jest medal na tej imprezie. W którym momencie na trasie byłeś pewny tego, że zostaniesz mistrzem świata?
Po nawrotce, około 3 km biegu.

To był dla Ciebie pierwszy zagraniczny start. Jak wrażenia z otoczki tych zawodów?
Wrażenia i emocje były bardzo duże. World Firefighters Games odbywają się co dwa lata na innym kontynencie. Towarzyszy im atmosfera „wioski olimpijskiej”. Strażacy z ponad 40 krajów świata rywalizują podczas całej gamy dyscyplin sportowych. Większość zawodników zameldowana była w dwóch wynajętych przez organizatora hotelach. Jedliśmy razem śniadania obok strażaków z RPA, Rumuni, Francji, Hiszpanii. Na mecie udało się porozmawiać chwilę ze strażakiem z Kanady. Poprzednie edycje były w USA, Chinach. Rzadko kiedy odbywają się w Europie, miedzy innymi dlatego tak bardzo to przeżyłem. Cieszę się bardzo ze  zwycięstwa jak i faktu, że jako Reprezentacja Polski Strażaków w triathlonie mamy tak silną ekipę. W pierwszej piątce zameldowało się trzech Polaków, a mamy jeszcze kilku innych, mocnych zawodników.

Czy po spełnieniu marzenia, jakim był medal podczas tych mistrzostw czujesz się  już spełniony w tym sezonie?
Zrealizowałem najważniejszy cel na ten sezon, ale to nie znaczy, że „spocznę na laurach”.

Co chciałbyś poprawić przed nadchodzącymi startami?
Wszystko (śmiech), gdyż zgodnie z maksymą drużyny Endure Team, chcemy być cały czas lepszą wersją samego siebie. Szczerze mówiąc, ciężko napisać, co do poprawy po tak udanym starcie. Myślę, że na pewno T1.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X