Wiadomości

Zgrupowanie kadry, to trzy pracowite tygodnie i…

Obie Zawodniczki wspólnie z Marią Cześnik, Martą Sikorą, Jackiem Krawczykiem i Maciejem Bruździakiem, pod okiem Moniki Smaruj i Tomasza Kowalskiego, trenowali w Portugalii. Obóz trwał trzy tygodnie. Tygodniowo triathloniści przepływali 30 kilometrów, dziesięć godzin średnio spędzali na rowerze i biegali pięć. W zależności od kadrowicza trenowali od 20 do 30 godzin tygodniowo. Oprócz wspomnianych zajęć nie zabrakło siłowni, rolowania, rozciągania i odnowy biologicznej, a także spotkań edukacyjnych, którego tematami była technika czy żywienie. Wszystko, co niezbędne do jak najlepszego przygotowania się do sezonu.

 

Skupienie tylko na treningu

Jak twierdzą Marta i Roksana trzy tygodnie w Monte Gordo szybko minęły.

– Obóz minął mi bardzo szybko. Zdecydowanie za szybko – powiedziała Słupek. –  Początek przygotowań do nowego sezonu był dla mnie wyjątkowo trudny i z niecierpliwością oczekiwałam na ten wyjazd. Mogłam skupić się tylko na treningu i dobrze go realizować. Portugalia skradła moje serce dwa lata temu, kiedy byłam na pierwszych zagranicznych wakacjach z moją rodziną. Wtedy dopiero zaczynałam przygodę z triathlonem i nie doszukiwałam się dobrego miejsca do treningu, a Portugalia niewątpliwe takim jest. Miejsce, w którym trenowaliśmy dysponuje basenem 25 i 50m, trasami kolarskimi na których ruch jest praktycznie zerowy i możliwością biegania po miękkim, co dla mnie było niezwykle ważne.

 

Dużo cennego czasu

– Jestem bardzo zadowolona z minionego obozu w Portugalii – dodaje Marta Łagownik. – Trzy tygodnie to bardzo dużo czasu. W Monte Gordo trenerka Monika i trener Tomasz tak planowali i układali treningi, aby jak najlepiej wykorzystać dany nam w tym klimacie czas. Wykonaliśmy tam kawał dobrej pracy treningowej.

Monte Gordo cieszy się zainteresowaniem sportowców. Na pływalni, szosach i ścieżkach biegowych kadrowicze spotykali wielu zawodników, których do tej pory mogli podziwiać na arenach sportowych, a niektórych zapamiętali z wyścigów. Obie triathlonistki podkreślały, że dużo dały im treningi w grupie.

 

W grupie siła

– Treningi w grupie napędzają i można mieć przy tym dużo dobrego humoru i śmiechu – uważa Łagownik. – Pływaliśmy w sztafetach, w rzędach, symulując pływanie na akwenie otwartym. Na jednym zadaniu poczułam się jak na zawodach.

– Bardzo cenie sobie możliwość trenowania w grupie, nasza była niewielka, ale i tak dawała radę! – uważa Słupek. – Pamiętam kiedy na treningu kolarskim krzyknęłam wychodząc na zmianę Marysi „uwielbiam Cię”. Był to trening, na którym moje nogi bardzo się buntowały i nie chciały kręcić. Na przed ostatnią serie zadania dojechała do mnie Maria i siły, a może przede wszystkim mobilizacja, od razu wskoczyły na wyższy poziom. Takie sytuacje pozwalają na lepszą realizacje zadań treningowych, a to u mnie przekłada się bezpośrednio na humor. Stąd ten przypływ radości i takie czułe słowa.

 

Mobilizacja na 200 procent

Roksana Słupek, która do triathlonu trafiła z pływania przyznała, że treningi z panami do lekkich nie należały, ale…

– Podczas treningów pływackich miałam przyjemność pływać z chłopakami Jackiem i Maćkiem. Nawet kiedy sił było trochę mniej lub zwyczajnie nie było ochoty na trening z powodu później godziny (19), to ich nogi mobilizowały mnie do utrzymywania tempa. Niektóre zadania pływackie musiałam wykonać inaczej niż byłam uczona przez kilka dobrych lat, ale wtedy przypominały mi się słowa mojego trenera, który mówił, że dobry zawodnik powinien być elastyczny i potrafić wykonać jakiekolwiek inne ćwiczenia, które zada mu inny trener- starałam się jak mogłam.


 

Kawa, planszówki i ocean

Co jeszcze działo się podczas obozu zdradza Marta Łagownik.

– Na rowerze podziwialiśmy piękne zielone krajobrazy, były podjazdy ale też cudowne zjazdy – mówi. – Mieliśmy też jednostki poświęcone na technikę, która jest niezbędna w ściganiu się na zawodach ITU. Na biegu było szybko, ale spokojne jednostki także są potrzebne i tych na zwiedzanie też nie zabrakło. Mogliśmy na trasach spotkać lekkoatletów z Polski oraz innych triathlonistów, którzy tak jak my szlifują formę przed startami. Wolny czas to dobra kawa i widok na ocean, a wieczorami graliśmy w planszówki. I nic więcej do szczęścia nie było nam potrzeba – kończy Marta.

 

I tylko pozazdrościć.

 

Marcin Dybuk
Foto Tomasz Kowalski

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X