Rozmowa

Wywalczył slota na Hawaje i pomyślał, że tam pobije życiówkę. Trener sprowadził go na ziemię

#polskieHAWAJE Zdobył przepustkę rok temu w Gdyni. Dla Sławomira Nowaka to będzie debiut na Hawajach. 

Zbliżają się wielkimi krokami kultowe zawody na Hawajach. Jak przebiegają przygotowania do tych zawodów?
Pierwsze przygotowania zacząłem już w listopadzie 2021 r., ale prawdziwy reżim treningowy rozpoczął się dopiero w styczniu. Z uwagi na odległy termin zawodów – październik- zdecydowaliśmy wspólnie z trenerem o późniejszym starcie moich przygotowań w porównaniu do  tradycyjnego sezonu, gdzie szczyt formy zazwyczaj przypadał na wakacje. W tym roku podjąłem indywidualną współpracę z Rafałem Pierścieniakiem z Kuźni Triathlonu, z którą już od dłuższego czasu trenuję razem z innymi klubowiczami. Wieloletnie doświadczenie Rafała w przygotowaniu zawodników do zawodów miało dla mnie kluczowe znaczenie. Mam najczęściej sześć treningów w tygodniu: 2x bieganie,  2x basen i 2x rower. Postawiłem trenerowi trudne zadanie, a mianowicie rozpisanie treningów bez miernika mocy oraz trenażera, a w zamian zajęcia ze spinningu, kiedy nie można było wyjść na zewnątrz na rower.

Jak układa się dotychczasowa współpraca z Rafałem?
Z Rafałem znam się od dłuższego czasu, bo w klubie jestem od jesieni 2017 roku. Rafał zna moją przeszłość sportową i dlatego wie, na co mnie stać i tak dobiera treningi, aby mnie wciąż rozwijać. Generalnie jestem dość zdyscyplinowanym podopiecznym, ale w tym roku już miałem moment zwątpienia pod koniec lipca i poprosiłem o 4 dni wolnego od treningów, aby zresetować głowę i nabrać większej ochoty do treningów. Czasami trzeba zrobić krok do tyłu, aby mieć siłę iść do przodu i to była z mojego punktu widzenia bardzo dobra decyzja.

Na jakich zawodach udało się wywalczyć slota na Konę?
Na organizowanych po raz pierwszy w Polsce zawodach Enea IRONMAN w Gdyni w 2021 r., gdzie z czasem 10:33:09 zająłem 4 miejsce w kategorii wiekowej M50, będąc jednocześnie pierwszym Polakiem.

Jak wspominasz tamten start?
Starowałem już w Gdyni na krótszym dystansie 1/2 IM i wiedziałem, że nie będzie łatwo. Po raz pierwszy pływałem z tzw. wyjściem australijskim, gdzie zawodnicy musieli na półmetku wyjść z wody i obiegnąć boję na plaży. Wcale nie było to takie proste. Gdynia słynie z mocno pofalowanej części rowerowej, dużo zakrętów, podjazdów i zjazdów, a w dodatku tego dnia padał jeszcze deszcz, co jeszcze bardziej utrudniło rywalizację. Natomiast na części biegowej, również pofalowanej, wyszło słońce i zaczęło mocno prażyć, co odbiło się na tempie niejednego zawodnika. Kiedy wybiegałem ze strefy zmian, dostałem info od moich kibiców, że jestem drugi po pływaniu i rowerze, co dla mnie było sporym zaskoczeniem. Poczułem niezmierną radość i zacząłem walkę na bieganiu, aby utrzymać pozycję, Niestety, nie udało mi się utrzymać tego miejsca, choć to zwykle na bieganiu nadrabiałem to, co traciłem na rowerze, bo z pływania zawsze byłem mocny. Na mecie szczęście i euforia, ale mały niedosyt pozostał, bo 4 miejsce to takie najgorsze dla zawodnika. Na pocieszenie na mecie trener mi wspomniał, że mimo wszystko mogę mieć szansę na slota, ale o tym się dowiedziałam następnego dnia na dekoracji.

Czy tegoroczny start będzie dla Ciebie pierwszym na tej historycznej imprezie?
Tak, to będzie mój debiut.

Z jakim nastawieniem pojedziesz na Hawaje?
Pierwsza myśl to próba pobicia tam życiówki, ale trener szybko mnie pohamował, uświadamiając mi panujące na Hawajach dość ekstremalne warunki klimatyczne tj. wysoka temperatura i wilgotność oraz niełatwa trasa rowerowa i biegowa, nie wspominając  pływania bez pianki. Teraz jestem już bardziej świadomy i z jednej strony chciałbym się tam pokazać z jak najlepszej strony sportowej. Kto wie, czy samo ukończenie zawodów nie będzie już sukcesem. Chciałbym też rozkoszować się miejscem i obecnością najlepszych zawodników z całego świata. W końcu to kolebka triathlonu, który stał się moja pasją. Będzie to także spełnienie moich marzeń uczestniczenia w Mistrzostwach Świata Ironman-a, na które nie jest tak łatwo się dostać.

Przygotowujesz się pod Hawaje tylko od strony treningowej, czy próbujesz czerpać jak najwięcej informacji o zawodach, trasie, czy panujących tam warunkach?
Oczywiście analiza miejsca, gdzie odbędą się zawody jest kluczowa. Bez tego nie można dobrze się przygotować zarówno logistycznie jak i mentalnie, z czym będę musiał się zmierzyć. W tym przypadku dobrze byłoby mieć możliwość wyjechać na dłuższy czas przed zawodami w gorące rejony Europy, aby lepiej zaaklimatyzować się do warunków zbliżonych na Hawajach, ale jako amator, chodzący na co dzień do pracy, nie mogę sobie na to pozwolić. Najwięcej informacji dają mi fora społecznościowe, gdzie zawodnicy, kibice opisują własne doświadczenia oraz informacje od organizatora zawodów. Ostatnie zawody na Hawajach z uwagi na przerwę spowodowaną pandemią odbyły się 2 lata temu, ale pewnie klimat tam się nie zmienił w dosłownym i przenośnym znaczeniu. 

Jak oceniasz dotychczasowe starty w tym sezonie?
Dla mnie ten sezon zaczął się dość nietypowo, gdyż pierwsze starty, z uwagi na przesunięcie budowania formy na jesień, miały być tylko tzw. „przetarciem”. Początek sezonu bazował główne na wytrenowaniu z poprzednich lat. Pierwszy start był w połowie maja na  mistrzostwach mojego klubu Kuźnia Triathlonu, rozgrywanych w ramach zawodów Garmin Iron Triathlon w Żyrardowie na dystansie 1/4 IM. Drugi start był pod koniec maja również na dystansie 1/4 IM w JBL Triathlon Sieraków. Mimo różnych przeciwności pogodowych zająłem 5 miejsce w kat wiekowej, co uważałem za duży sukces, gdyż bieganie tam było po trasie szutrowo leśnej z przewyższeniami. W czerwcu w zawodach Citi Handlowy 5150 Warsaw otarłem się o „pudło” w kategorii wiekowej zajmując 4 miejsce z czasem 2:29:43. Natomiast w zawodach Garmin Iron Triathlon w Sycowie na dystansie 1/2 IM zająłem 1 miejsce w kat wiekowej z czasem 4:44:06, bijąc prawie o 7 minut życiówkę sprzed roku. Jak widać, dotychczas osiągnięte wyniki dają nadzieje, że przygotowania idą w dobrym kierunku.

Czy masz określone oczekiwania względem startu na Hawajach?
Cieszyć się i powalczyć o jak najlepszą pozycję. Są to zawody tak odmienne od wszystkich innych, że ciężko przewidzieć, jak zareaguje mój organizm. To na miejscu, w czasie zawodów będę musiał sam ocenić, na co mogę sobie jeszcze pozwolić, aby bezpiecznie dotrzeć do mety. Zdaję sobie sprawę, że upał jest moją piętą achillesową i pewnie to dla mnie będzie największe wyzwanie – nie dać się pokonać. Będę miał wielu kibiców trzymających za mnie kciuki, zarówno z rodziny, od mojego sponsora firmy EXATEL S.A. jak i klubu Kuźnia Triatlonu oraz rzeszy znajomych, bo dla nich już jestem małym bohaterem. To będzie pewnie presja, z którą też na swój sposób będę musiał sobie poradzić.

Jak trafiłeś do triathlonu?
Przyszedł taki moment, kolokwialnie mówiąc „wypalenia sportowego”.  Szukałem wówczas nowych wyzwań, gdyż biegi uliczne, czy wyścigi szosowe na rowerze nie sprawiały mi już takiej frajdy. Dzięki żonie i jej znajomym trafiłem jesienią 2015 roku do małej grupki trenującej pływanie pod kątem wystartowania w kolejnym roku w triathlonie. I tak to się zaczęło. Spotkałem tam trenerkę Lidię Juchniewicz, która przygotowała dla nas pierwsze plany treningowe, również na bieganie i rower. Postawiłem sobie wówczas dość ambitny cel na 2016 rok – wystartować w zawodach Enea Challenge Poznań na dystansie 1/2 IM.

Jak wyglądały początki w tym sporcie?
Pierwszy start triathlonowy chciałem zrobić w pobliżu miejsca zamieszkania, aby logistyka była najprostsza. Padło na zawody Garmin Iron Triathlon w Piasecznie na dystansie 1/8 IM w 2016 roku na wiosnę.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Już tak dobrze nie pamiętam, bo czas leci nieubłaganie. W pamięci zostało mi jedynie wspomnienie pływania, które było w formule startu wspólnego na bardzo małym zbiorniku wodnym. Jak na początek zbierania doświadczeń, to była szkoła życia – prawdziwa pralka w wodze. Generalnie dobrze sobie poradziłem, choć startowałem wówczas na rowerze górskim na 26” kołach. Sprzętowo byłem słabo przygotowany, ale wówczas tylko się utwierdziłem, że sprawia mi to dużo frajdy i chciałbym dalej startować. 

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Myślę, że połączenie treningowe tych trzech dyscyplin w całość oraz zapanowanie nad właściwym odżywianiem i nawodnieniem podczas zawodów. Z biegiem lat doświadczenie robi swoje. Na początku to jest wiedza, którą warto czerpać od doświadczonego trenera, tak aby nie doznać kontuzji, czy nie zniechęcić się do tej dyscypliny zbyt intensywnymi lub źle dobranymi treningami. Wydawać się może, że wszystko zależy tylko od wytrenowania i siły mięśni zawodnika, a jednak są takie elementy jak sprzęt rowerowy, który potrafi dać dodatkową przewagę zawodnikowi, który osiągnął już odpowiedni poziom wytrenowania. Mój pierwszy start na pełnym dystansie IM w 2017 roku oraz drugi w 2019 roku był na rowerze szosowym z doczepianą lemondką. Dopiero na trzecich zawodach Enea IRONMAN w Gdyni w 2021 pojechałem na rowerze triathlonowym. Sylwetka jest lepiej wyprofilowana, a  nogi mniej się meczą, a tym samym pozostaje więcej sił na etap biegowy. Oczywiście, początkowo miałem dużą satysfakcję, kiedy na zawodach wyprzedzałem innych uczestników jadących na wypasionych rowerach triathlonowych. Z czasem przyszła refleksja, że dobrze byłoby taki rower jednak zdobyć. Uprawianie triathlonu i udział w zawodach nie jest najtańszym sportem. Dlatego w moim przypadku potrzeba było może więcej czasu i negocjacji w domu, aby z budżetu rodzinnego wygospodarować środki na realizację moich potrzeb w tym zakresie.

Czym zafascynował Cię triathlon?
Nieprzewidywalnością, zmiennością warunków, rywalizacją, atmosferą zawodów. Ponadto ludzie, których poznałem przy okazji przygotowań czy startów, choćby z mojego klubu Kuźnia Triathlonu. Są niesamowici, zgrani, w pełni oddani tej dyscyplinie, poświęcając jej każdy czas wolny. Wzajemnie się nakręcamy, wspieramy, pocieszamy i celebrujemy zwycięstwo. Taki jest sport, pełen emocji i to mnie w tym trzyma.

Jaki był dla Ciebie najbardziej wymagający start do tej pory?
Chyba jednak pierwszy IM, który zrobiłem w Poznaniu w 2017 roku. Ciekawostką był mój numer startowy 226, co jest jednocześnie liczbą km, które na pełnym dystansie trzeba pokonać. To była duża niewiadoma, głowa zaczęła mi świrować kilka dni przed startem, pojawiały się wątpliwości, czy nie jest to ponad moje siły, a może za wcześnie się porywam na tak długi dystans, czy skurcze się pojawią. Poza tym przed startem miałem jeszcze źle przespaną noc. Warunki też były zmienne: od wiatru przez słońce po deszcz na końcu biegu. Co prawda nie nastawiałem się na żaden czas, celem było ukończenie zawodów poniżej 12 godzin. Ukończyłem go w dobrym samopoczuciu z dobrym jak na debiut czasem 10:49:29, zajmując 8 miejsce w swojej kat. wiekowej. Niekiedy strach ma duże oczy.

Jak udaje się godzić na co dzień łączyć treningi z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi?
Dużo zawdzięczam mojej żonie Ani, która umożliwiła mi i przejęła część obowiązków domowych, abym na pewnym etapie trenowania mógł mocniej się zaangażować, co oznaczało wielogodzinne treningi i nieobecność w domu. Ponadto kluczem do sukcesu jest planowanie. Faktycznie odkąd trenuję triathlon, jestem lepiej zorganizowany zarówno w pracy jak i w domu. Jest mniej czasu i wszystko trzeba dobrze wpasować w kalendarz, bo doba ma tylko 24h.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
Wszystko zależy od etapu przygotowań. Początkowo to było ok. 7-9 godzin tygodniowo, a obecnie oscyluje wokół 17 godzin. W dużej mierze przekłada się to na treningi na rowerze – z uwagi na największy udział tej dyscypliny w zawodach. Mam jeden dzień wolny na dodatkową regenerację, bo w tym wszystkim odpoczynek jest równie istotny jak trening.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
Myślę, że motywację znajduję w odkrywaniu siebie i przełamywaniu kolejnych barier. Stawianie sobie kolejnych mniejszych lub większych celów plus determinacja i ciężka praca daje mi dużą satysfakcję w ich osiągnięciu. Ogromne znaczenie w sporcie mają i dają mi kibice wspierający nas na trasie zawodów. Nie raz już ten doping mnie zmotywował do dalszej walki i niepoddania się. Może do zabrzmi dziwnie i mało sportowo, ale po pierwszym ukończonym IM w Poznaniu w 2017 roku byłem zawiedziony na mecie faktem, że nie otrzymałem koszulki finiszera. Tak, organizator takiej nie przewidział. To mnie zmotywowało do startu dwa lata później w kolejnych zawodach IM w Kalmar w Szwecji. Po Kalmar miałem odpuścić starty na tak długim dystansie, bo jednak są one bardzo obciążające i wymagają długich przygotowań, ale wtedy w kalendarzu pojawiły się zawody w Gdyni. I jak tu nie wystartować w organizowanych po raz pierwszy w Polsce zawodach pod znakiem IM na pełnym dystansie? Niekiedy samo miejsce rozgrywania zawodów może być magnesem, opinie innych lub ciekawość powoduje, że się tam zjawiam. I tak właśnie tworzą się same cele, które potem realizuję.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Chciałbym móc go dalej uprawiać, unikać kontuzji, a marzeniem jest być w kolejnych kategoriach wiekowych w dobrej formie i sprawiać sobie od czasu do czasu przyjemność ze startów. Teraz wydawać by się mogło, że wszystko już osiągnąłem, oczywiście wliczając start na Hawajach, ale kto wie, co przyszłość pokaże i gdzie mnie zaprowadzi. Co prawda, nie wszystko ode mnie zależy, bo wiek ma swoje prawa, ale jak zdrowie pozwoli, to będę chciał jeszcze powalczyć w triathlonie.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X